Dzisiaj mija osie dni od daty opublikowania pierwszego rozdziału Heaven Or Hell. Czuje się dziwnie, przez rok opowiadanie osiągnęło ponad 100 tysięcy wyświetleń, doczekało się drugiej części, która jest coraz bliżej końca, a nowych czytelników wciąż przybywa. Nie wiem jak mam wam dziękować za ten wspaniały rok. Decyzja o publikacji prologu nie była łatwa, w między czasie miałam kilka załamań, ale było warto. Poznałam wspaniałych ludzi, zaczęłam się rozwijać i przede wszystkim mam was. Oddanych czytelników, którzy zawsze czekają na rozdział, chociaż one nie pojawiają się systematycznie.
Kocham was 💜
Siedemdziesiąt dwie godziny. Cztery tysiące trzysta dwadzieścia minut. Dwieście pięćdziesiąt dziewięć tysięcy dwieście sekund.
Dokładnie tyle czekałam na spotkanie z cholernym Colton'em Hamillton'em, który już dawno temu powinien gnić w ziemi. Ostatnie minuty dzielą mnie od wejścia prosto do paszczy lwa, gdy Noah przesłał adres wsiadłam w samochód i od razu wyjechałam z podjazdu. On ma czekać na miejscu i mnie wprowadzić, innej opcji nie ma. Znaczy jest, ale podobno żywa nie doszłabym nawet do bramy.
Z głównej drogi zjechałam w poboczną uliczkę, a następnie w polną dróżkę, która była przepełniona dziurami i kamieniami. Moje biedne autko cierpi, gdy co chwile jakiś kamyk obija się o lakier. Po kilku minutach jazdy z zza gęstych drzew zaczęło wyłaniać się potężne domostwo. Czarny dach, ściany z czarnego kamienia i kilkanaście dużych SUV-ów z pełną obstawą do okola.
Zaparkowałam kilka metrów przed mosiężną bramą, zgasiłam silnik, wzięłam trzy głębokie oddechy i wyszłam z samochodu na trzęsących się nogach. Być może to moje ostatnie minuty życia, a nie bardzo chce umierać w takim miejscu. Brama skrzyknęła i powoli zaczęła się rozsuwać dając mi tym samym możliwość wejścia na teren posiadłości. Nie minęło może piętnaście sekund, a przy moim boku znalazł się napakowany, uzbrojony typ, który musiał mieć conajmniej dwa metry wzrostu. Sekundę po nim pojawił się kolejny z drugiej strony. Błysk stali przyciągnął mój wzrok, ale zniknął tak szybko jak się pojawił.
Przerośnięci mężczyźni złapali mnie za łokcie i zaczęli prowadzić prosto do drzwi wejściowych, których strzegli podobni do nich. Ten dom to pieprzona twierdza, nie ma opcji, że ktoś nie proszony się tutaj dostanie. W środku panował pół mrok, niewielkie kandelabry, które co jakiś czas zwisały ze ścian dawały żółtawą poświatę na tyle, aby nie potknąć się o własne nogi.
Już po kilkunastu sekundach straciłam rachubę gdzie jestem i jak mogłabym wrócić do wyjścia. Co jakiś czas mijaliśmy dębowe drzwi, albo schodziliśmy kilka stopni w dół. Nie jestem w stanie stwierdzić ile dokładnie trwała nasza podróż, ale w końcu zatrzymaliśmy się pod wielkimi, dębowymi wrotami. Po obu stronach przejścia stali ochroniarze uzbrojeni po zęby, cała czwórka wymieniła znaczące spojrzenia, po czym ochroniarze otworzyli dwuskrzydłowe drzwi wpuszczając tym samym odrobinę światła ba korytarz.
Wielkie dłonie ponownie odnalazły moje ciało, tym razem zostałam lekko popchnięta w stronę sporych rozmiarów gabinetu. Gdy drzwi za nami zostały zamknięte, goryle nagle zniknęli i zostałam sama na środku pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła, gabinet nie wyróżniał się na tyle innych tego typu pomieszczeń. Ściany pomalowane były na ciemno-szary odcień, który ledwo było widać przez ogromne regały sięgające niemal do sufitu. Zaraz na przeciwko wejścia znajdowało się ogromne okno a pod nim szerokie biurko z fotelami. Na jedynej ścianie, której nie zajmowały regały, powieszony był obraz przedstawiający ciemno włosego mężczyznę, który siedział przy biurku z poważną miną. Zaraz pod obrazem była średnich rozmiarów sofa.
- A kogo my tu mamy? - donośny, lekko rozbawiony głos dobiegał z zza moich pleców. Jak poparzona odwróciłam się w tamtym kierunku starając się nie krzyknąć. Młody mężczyzna stał oparty o regał z ramionami założonymi na torsie. Nie spuszczając mnie z oczu przeszedł do biurka, usiadł na fotelu i gestem ręki nakazał mi to samo.
CZYTASZ
Waiting For Hell
Fiksi RemajaDRUGA CZĘŚĆ DYLOGII SOUL Co się stanie, gdy stracimy czujność? Gdy pozwolimy uczuciom powoli i boleśnie wkroczyć w nasze życie? Co się stanie, gdy zaufamy na tyle, aby nie zadawać pytań i nie oczekiwać wyjaśnień? Odpowiedź jest prosta: Nie wiesz do...
