Harry Potter

187 17 0
                                        

Siedzieliśmy właśnie w klasie, gdzie miały się odbyć zajęcia obrony przed czarną magią. Zajęłam miejsce obok nowopoznanej koleżanki - Donny Farfaix. Okazało się, że miałyśmy obok siebie ustawione łóżka w dormitorium, dzięki czemu mogłyśmy się lepiej poznać. 

U szczytu schodów, znajdujących się na środku pomieszczenia, pojawiła się dobrze znana już mi osoba. 

- Witam Państwa bardzo serdecznie. Nazywam się Gilderoy Lockhart. Kawaler Orderu Merlina Trzeciej Klasy  i pięciokrotny laureat nagrody Najbardziej Czarującego Uśmiechu tygodnika "Czarownica" za najbardziej czarujący uśmiech - zaśmiał się popisowo. Zerknęłam na Donnę, która tak samo jak ja, miała wypisane niedowierzanie na twarzy i być może lekkie zniesmaczenie. - W tym roku będę waszym nauczycielem obrony przed czarną magią. 

W sali dało się usłyszeć dźwięki westchnień większej części grona uczennic. Co one w nim widziały? Okej, może jest odważnym i względnie przystojnym czarodziejem, ale jego ego wychodzi totalnie poza granicę normy.

- Dzisiaj zajmiemy się tematem ukąszeń przez wilkołaka. Czy ktoś może powiedzieć coś na ten temat?

Nikt ze zgromadzonych nie uniósł ręki, więc profesor zabrał głos.

- Ugryzienie mugoli przez wilkołaka podczas pełni, kończy się najczęściej ich śmiercią. W przypadku gdy ugryziony zostanie czarodziej, ofiara przeżywa, ale na ugryzionego zostaje przeniesiona likantropia. Do zarażenia likantropią dochodzi, gdy po ugryzieniu, ślina wilkołaka zostaje zmieszana z krwią ofiary.

Lekcja trwała w najlepsze, ale dla mnie ten temat wydawał się absurdalnie nudny. Jeszcze nigdy nie widziałam na oczy żadnego wilkołaka i prawdopodobnie nie zobaczę. To jakieś bujdy.

Koniec zajęć był dla mnie jak wybawienie. Przysięgam, jeszcze jedno słowo o tym, jakiego to on stworzenia nie pokonał, i rąbnęłabym głową w ławkę.

- Ego tego faceta nie zna granic - prychnęła Donna, która wyszła razem ze mną na korytarz.

- Mało powiedziane - przewróciłam oczami, uśmiechając się. 

Szłyśmy w stronę klasy, gdzie miały się odbyć kolejne zajęcia. Transmutacja u McSztywnej. Rozmawiałyśmy w najlepsze, ale wtedy coś przykuło moją uwagę. Zauważyłam jak Draco idzie ze swoją gromadką wprost na znienawidzonego przez siebie, czarnowłosego chłopaka. Z tego nie może wyniknąć nic dobrego.

Zanim zdołałam podjeść do brata, zdążył już szturchnąć barkiem Harrego, wytrącając mu z ręki wszystkie książki.

- Bliznowaty co jest? Gdzie twój refleks? - zaśmiał się, a za nim jego koledzy.

- Oh, bardzo zabawne Malfoy. Lepiej martw się o swój podczas dzisiejszego meczu - uśmiechnął się ironicznie. 

- Nie macie szans ze Slytherinem. Lepiej już teraz załóżcie pieluchy - prychnął. Postanowiłam wkroczyć do akcji.

- Nie powinieneś mieć teraz zajęć, Draco? Czy chcesz znowu dostać opierdziel od Snape'a? 

- U hu hu - zawtórowali Crabbe z Blaise'm. Patrząc się na zaistniałą sytuację z uśmieszkiem.

- A ty od kiedy jesteś przyjaciółką Pottera, co? Wstyd mi za ciebie - warknął, po czym odwrócił się wściekły i odszedł.

Przewróciłam oczami na jego zachowanie i schyliłam się, pomagając chłopakowi podnieść jego książki.

- Przepraszam za niego. Draco potrafi być strasznym dupkiem.

- Nie masz mnie za co przepraszać. Dzięki za pomoc - podnieśliśmy się z ziemi, a on mi podał rękę. - Harry Potter.

Rosalyn || Severus SnapeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz