Komnata tajemnic

182 15 0
                                        

- Rosalyn.

Rozejrzałam się na boki, ale nikogo nie dostrzegłam. Dziwny szept przepłynął przez moją głowę, pozostawiając nieme echo.

Znajdowałam się w ciemnym pomieszczeniu z dziwną, zielonkawą poświatą. Wokół mnie stały posągi przedstawiające węże.

- Rosalyn...

Ten głos.. tuż za moimi plecami. Odwróciłam się, ale nikogo nie dostrzegłam. Zmarszczyłam brwi i ruszyłam dalej ścieżką prowadzącą do pomnika przedstawiającego jakąś twarz.

Kiedy byłam wystarczająco blisko, dostrzegłam, że był to Salazar Slytherin.

- Rosalyn! - wściekły wrzask rozbrzmiał teraz już w komnacie, odbijając się echem od ścian.

Gorączkowo zaczęłam szukać źródła dźwięku, aż natrafiłam na ludzką sylwetkę, skrywającą się pośród ciemności.

- Kim jesteś? - zapytałam.

Jego kroki uderzały w marmurową posadzkę, na której stała woda. Powoli zbliżał się w moim kierunku.

- Kim jesteś?! - ponowiłam pytanie, a mój głos lekko zadrżał.

Kiedy osoba ukazała mi się w blasku zielonego światła, dostrzegłam chłopaka, na oko szesnastoletniego.

- Pomóż mi, Rosalyn.

Obudziłam się gwałtownie, podnosząc do siadu. Mój oddech był ciężki, a serce łomotało mi w zabójczym tempie. Koszulka nocna przykleiła się do mojego ciała pod wpływem potu.

Rozejrzałam się na boki i odetchnęłam z lekką ulgą, gdy zorientowałam się, że dalej znajduję się w dormitorium. Przeczesałam ręką swoje blond loki, zaczesując je do tyłu. Odchyliłam kołdrę i położyłam gołe stopy na podłodze. Na palcach udałam się do łazienki, gdzie przemyłam twarz zimną wodą.

- Jaki dziwny sen - mruknęłam sama do siebie, obserwując się w lustrze. Byłam nieco bledsza niż zwykle, a źrenice delikatnie mi się rozszerzyły. Zwykle bursztynowe oczy lekko zaszły mgłą.

Po kilku minutach wróciłam do łóżka, starając się nikogo nie obudzić. Spróbowałam się położyć, ale do rana nie byłam w stanie zmrużyć oczu.

Czułam w sobie dziwny niepokój.

*

"Komnata tajemnic została otwarta. Strzeżcie się wrogowie dziedzica!".

Napisane krwią.

Stałam razem z innymi uczniami, obserwując wielki napis na ścianie na jednym z korytarzy.

Wokół panował gwar. Znalazłam wzrokiem Harrego, który jako pierwszy to zauważył.

- Harry, co się tutaj stało? - zapytałam przerażona.

- Sam chciałbym wiedzieć...

- Z drogi! Rozejść się! - z daleka można było usłyszeć krzyk samego dyrektora Hogwartu - Albusa Dumbledora.

Kiedy przyszedł na miejsce, spojrzał się na grawerunek na ścianie, a przez jego twarz przemknęło zmartwienie. Za nim przyszli inni nauczyciele.

- Czy to kotka Filcha? - zapytała któraś z uczennic.

Faktycznie. Zwierzak był powieszony za ogon do jednej z pochodni. O Jezu, czy to... jej krew?

Momentalnie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zachwiałam się lekko i gdyby nie uścisk czarnowłosego, to leżałabym na ziemi.

Rosalyn || Severus SnapeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz