Na horyzoncie Kathrin zamajaczył doskonale znajomy samotny szczyt. Zamrugała kilkakrotnie powiekami, chcąc odgonić nagłą wilgoć, która nagle osiadła na jej długich rzęsach – nie była pewna, czy to przez świadomość powrotu do domu po tak długim czasie, czy jedynie przez nieco bardziej rześki podmuch silnego wiatru na otaczających ją wyżynach.
Jej i Legolasa drogi rozstały się wczorajszego popołudnia. Elf wyruszył na zachód, w kierunku swojego królestwa, podczas gdy Kathrin wraz z towarzyszącym jej Gimlim jechała dalej przed siebie. Samotna Góra zbliżała się z każdym krokiem ich wierzchowców.
Do granic królestwa dotarli dwa dni później. Zaraz po ich przekroczeniu dotarcie do wrót Ereboru było już tylko kwestią kilku godzin. Gdy wjeżdżali na ostatni płaskowyż, ciepłe słońce nieśmiało wychynęło zza sporadycznie pojawiających się na błękitnym niebie chmur. Do nosa księżniczki dotarł przyjemny zapach świeżej, żywo zielonej trawy, a niedługo potem wraz z wiatrem przywędrowały do nich pierwsze odgłosy rozmów.
Pochodziły z miasta Dale.
Chociaż wielka bitwa wydarzyła się dobrze ponad dwa miesiące temu, miasto to w dalszym ciągu próbowało wrócić na właściwe tory. Wiele budynków, a zwłaszcza murów obronnych było doszczętnie zniszczonych, a więc nie wszyscy wrócili jeszcze do swojego poprzedniego życia. Jak domyśliła się Kathrin, część mieszkańców tymczasowo gościła w Samotnej Górze.
Wiosna już dawno temu na dobre zadomowiła się w tych terenach – wielkimi krokami zbliżało się Letnie Przesilenie. Dwójka krasnoludów wyruszyła z Gondoru zaraz po koronacji Aragorna, gdyż oboje zdawali sobie sprawę, iż ich spóźnienie i tak już wpędziło ich w spore kłopoty. Po półtora miesiąca podróży w końcu dotarli do swej ojczyzny, gdzie od wielu miesięcy już ich wyczekiwano.
Wymieniła się z Gimlim spojrzeniami. Oboje dostrzegli w sobie nawzajem dokładnie to samo. Ogromną tęsknotę i podekscytowanie na myśl o powrocie do domu. Gardło Kathrin nieprzyjemnie się ścisnęło, gdy przypomniała sobie, że nie przywita wszystkich, którzy ją żegnali. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, że udało im się dotrwać do końca wojny...
Nie tracąc ani chwili, ruszyli galopem przed siebie, niedługo potem wjeżdżając na gruntową drogę prowadzącą pod same wrota królestwa w Górze. Serce krasnoludki podskoczyło, gdy zatrzymała ona kucyka tuż przed wejściem. Zmierzyła potężne drzwi nostalgicznym spojrzeniem, nie zwracając uwagi na lekkie zamieszanie, które powstało, gdy strażnicy rozpoznali przybyszów. Brama została otwarta, a księżniczka weszła do środka.
Rozejrzała się pobieżnie dookoła. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegła żadnej znaczącej zmiany. Easterlingowie ani orkowie nie zdążyli wedrzeć się do królestwa, dzięki czemu straty materialne były znacznie mniejsze niż te w Dale. Gdyby jednak mogła wymienić stratę matki na stratę królestwa... nie zawahałaby się ani chwili.
- Kathrin?! – Jej uszu dobiegł znajomy głos oraz szybkie kroki po kamiennych schodach. Zaraz potem zza zakrętu wyłoniła się sylwetka jej starszego brata.
Nie zwlekała ani chwili. Nigdy nie myślała, że ucieszy się tak na jego widok. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, a z gardła wymknął się cichy, pełen wzruszenia śmiech. Jej oczy nieco się zaszkliły. Nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Dwójka rodzeństwa czym prędzej ruszyła biegiem w swoim kierunku. Spotkali się mniej więcej w połowie dzielącego ich dystansu, a Frerin chwycił siostrę w ramiona, unosząc ją na moment ponad ziemię. Żadne protokoły, uprzejmości, czy inne formalne farmazony nie miały tu znaczenia. Oboje przylgnęli do siebie z całej siły, za wszelką cenę starając się nie rozpłakać.
- Cześć, nadad – wyszeptała, w dalszym ciągu wtulając się w jego ramię.
- Nie wierzę, że to mówię, ale nawet nie wiesz, jak dobrze cię widzieć – zaśmiał się łamliwie. Dopiero po dłuższej chwili ją wypuścił, dyskretnie ocierając kącik oka.
CZYTASZ
Będziemy biec do siebie || Legolas & Kathrin
Fanfiction(...) - Chyba po prostu się boję. Boję się kochać. - Dlaczego? W miłości nie ma niczego złego. - Boję się kogoś kochać, bo boję się go stracić. To boli. A ja nie chcę takiej miłości. - Jesteś pewna, że lepiej w ogóle nie kochać, niż kochać i stracić...
