Rozdział 14

577 21 4
                                        

Rozdział 14

Violetta

Od razu się ocknęłam, oderwałam się od niego, dałam mu z liścia. Zobaczyłam, że to ten idiota...
- Miguel ! - krzyknęłam - Co Ty robisz ?
- Tak to ja. Chciałem ... Pocałować Cię. - zauważyłam, że Leon dalej trzyma mnie za rękęale nie reaguje.
- Chcieć to Ty se możesz ale musisz mieć pozwolenie !
- No właśnie ! - krzyknął Leon, puścił moją rękę i zaczął szarpać się z chłopakiem.
- Leon ! Zostaw go ! - krzyknęłam gdy zobaczyłam już nieprzytomnego Miguela. Dziewczyny mi pomagały go od niego odciągnąć.
- Trzymasz jego stronę ? - krzyknął wściekły Leon.
- Nie ! Oczywiście, że nie ! Po prostu on już jest nieprzytomny. Leon wystarczy ! - udało Nam się go od niego odciągnąć
- Dzwonimy po pogotowie ? - zapytała Ludmiła
- Nie ! - powiedziałyśmy razem z Fran
- Dlaczego ?
- Bo będzie wiadomo, że to my.
- Macie racje ! Spadamy ! Do póki nikt tędy nie przechodził. - zaczeliśmy uciekać. Czyli z plaży nici.

Francesca

Mnie też wkurzył ten cały Miguel ale nie do przesady ! Chociaż... Jakbym miała chłopaka... Nie wiem co bym zrobiła jakby jakaś lalunia pocałowała go na moich oczach. Pewnie też bym się wkurzyła i powyrywałabym jej te wszystkie kłaki !
Dobra... To się nigdy nie wydaży. Jesteśmy teraz wszyscy w hotelu i właśnie skończyliśmy oglądać komedie.
- Ja idę się wykompać. - mówię, po czym wchodzę do łazienki
Ściągłam moje wszystkie ciuchy, a włosy związałam w koka, żeby ich nie zmoczyć. Weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę. Swoje ciało dokładnie umyłam żelem do mycia o zapachu cytryny.
Ubrałam moją piżamkę po czym pożegnałam się z wszystkimi i poszłam do swojego pokoju spać.

- Kochanie ? - krzyknął Leon
- Tak ? - zapytałam
- Idziemy już spać ?
- Tak, możemy iść. - wzięłam swojego narzeczonego za rękę i poszliśmy do łóżka. Leon zaczął mnie gładzić po głowie.
- O czym tak myślisz ? - zapytał
- O Naszym życiu... - westchnęłam
- Co masz na myśli ?
- Wyrządziliśmy Violettcie wielką krzywdę. Ty jako jej były chłopak, a ja jako przyjaciółka.A ona nic nie zrobiła...
- Skarbie... co poradzimy na to, że się w sobie zakochaliśmy ?
- Nic. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - pocałowaliśmy się.

Obudziłam się cała zlana potem... Miałam koszmarny koszmar.

Następnego dnia
Leon
Jest 9. Violetty już nie ma. Ja jem śniadanie. Wiem, że to dziwne ale miałem dzisiaj okropny sen... śniło mi się, że Francesca jest moją dziewczynyą... Kurde ! Ja to mam sny....
- O cześć - powiedziałem do dziewczyn które weszły do kuchni. Usiadły koło mnie na krzesłach. Posunąłem im dwa telerzyki z kanapkami. Ja swój wsadziłem do zlewu. Bo już zjadłem.
- Dzięki - powiedziały
- Zaraz wracam. Idę o telefon. - Poszedłem do pokoju. Odłączyłem swój telefon z kontaktu. Ładowarkę wziąłem i schowałem do szuflady. Z telefonem udałem się do dziewczyn. Przerwałem im rozmowę wchodząc do kuchni. - O czym rozmawiacie ? - zapytałem
- Fran miała dzisiaj jakiś straszny koszmar. - powiedziała Lu. Dziwne... ja też.
- Ja też... taki bardzo.. bardzo... dziwny sen...
- Mi tam się nic nie śniło - powiedziała Ludmiła. - Muszę do łazienki - powiedziała po czym poszłaa
- Więc co Ci się śniło ? - zapytałem
- Nnicc. - powiedziała
- No mów...
- Okej... Śniło mi się, że my byliśmy razem - to co powiedziała kompletnie mnie zszokowało.
- Mi też...
- Co ?!
- No tak. I tam rozmawialiśmy jakby o życiu. Co zrobiliśmy Violi...
- Ej, ja miałam to samo
- Trochę to dziwne. Idziemy dzisiaj do Violi ? Odwiedzić ją ?
- Okej.
- O której ?
- Może po 13 ?
- Super.
~4 godziny później~
Violetta

- Dzień dobry. Wybrali już Państwo zamówienie ?
- Dzień dobry. Tak. Poprosimy dwa kawałki ciasta wiśniowego z czekoladą.
- Dobrze. Coś jeszcze ?
- To wszystko, dziękujemy. - Podeszłam do mojej koleżanki. - Dwa kawałki ciasta wiśniowego z czekoladą.
- Okej.

- Kawa - zapisałam zamówienie jednego z klientów. Młodych klientów. To ten sam facet co przychodził z tą dziwaczną dziewczyną.
- Dobrze, to wszystko ?
- Nie. Chciałbym wiedzieć jak ma pani na imię ?
- A po co Panu jeśli mogę wiedzieć ?
- A tak chciałem wiedzieć. - posłał m uśmiech
- Violetta.
- Miło mi jestem Ross. Kiedy Pani ma przerwę w pracy ?
- Umm... - spojrzałam na zegarek. - Teraz się zaczyna.
- Może wypijemy coś razem ?
- Dobrze, tylko pójdę po tą kawę. - podeszłam do Mack. - Mack..
- Tak ?
- Jedna kawa i szejk truskawkowy. - powiedziałam. Szejk jest dla mnie.
- Trzymaj. - powiedziała po 2 minutach
- Dzięki. Ja idę na przerwę. - poszłam do młodego Pana, postawiłam kawe obok niego i usiadłam
- Dziękuje Pani.
- Może przejdziemy na Ty ?
- Jestem za. - wyciągnął rękę w moją stronę - Ross
- Violetta - uścisnęłam ją. Bardzo dobrze mi się rozmawiało z Rossem. Po 10 minutach powiedziałam - Ja muszę już iść. Pracować
- Ja też już idę. Ile za kawę ?
- 3,20
- Proszę - dał mi wyliczone pieniądzę. Wstał i pożegnał się ze mną buziakiem w policzek i odszedł. Wzięłam brudne naczynia po napojach i odniosłam

Leon
~10 minut wcześniej~
Poszliśmy z laskami do mojej Violi do pracy. Gdy tam dotarliśmy to przez szybę ją zobaczyliśmy z jakiś facetem jak się dobrze bawią... Po chwili oboje wstają, dają se buziaka na pożegnanie, on odchodzi, a Viola sprząta i odchodzi... Dziwne to. Czuję się zazdrosny...
- Dziewczyny to co robimy ? - zapytałem
- Wchodzimy ? - zapytała Lu
- Tak. - powiedziała Francesca. Weszliśmy do kawiarni i wyszukaliśmy wzrokiem szatynki. Brała zamówienie od dwóch facetów, na moje oko 19 lat. Śmiała się po czym odeszła. Podeszliśmy do niej. Była zdziwiona
- Cześć. Co Wy tu robicie ? - zapytała zaskoczona ale uśmiechała się
- Hej. Przyszliśmy Cię odwiedzić - powiedziała moja kochana siostra
- Aaaaa - zaśmiała się moja dziewczyna
- I jak Ci się pracuje ? - zapytałem
- Ymm......... Dobrze.. - uśmiechnęła się - Mam co robić... Nie nudzę tu się.
- Ahaaa. - Do Nas podszedł jakiś typ i zwrócił się do Violi:
- Zapomniałbym - powiedział, dał jej jakąś kartkę, całusa w policzek i odszedł.
- Kto to był ? - zapytałem
- Kolega. - powiedziała. Trochę jej nie uwierzyłem...
- Tylko ? - zapytałem
- Tylko - zapewniła.
- To dobrze - powiedziałem i się uśmiechnąłem. Zobaczyłem, że sprawdza co jest na tej karteczce - Co tam masz ?
- Nic. Kartka od Rossa.
- Co napisał ?
- Miło mi się z Tobą rozmawiało. Masz tu mój numer, mam nadzieję, że zadzwonisz. - przeczytała
- Zadzwonisz ?
- Nie.
- Violetta ! Idź obsłużyć stolik numer 3 ! - krzyknęła jakaś blondyna
- Okej ! - odkrzyknęła - Przepraszam Was, muszę iść. - powiedziała
- O której kończysz ? - zapytała Lu
- O 15.
- Okej.
- To cześć - przytuliły się z dziewczynami, a my się pocałowaliśmy.
- Kocham Cię - powiedziałem
- Ja Ciebie też.

Violetta
- Dzień dobry - powiedziałam - Wybrały już Panie ? - zapytałam
- Dzień dobry. Tak. - powiedziała starsza kobieta - Poprosimy o dwie sałatki warzywne i dwie kawy rozpuszczalne i szejk malinowy.
- Dobrze. Polecamy ciasto czekoladowe z wiśnią, własnej roboty. - kobiety spojrzały na siebie, jedna pokiwała na tak.
- To poprosimy dwa kawałki.
- Za chwilę przyniosę. - odeszłam od nich. - Masz. - podałam Mack kartkę z notesu którą wyrwałam.Mam chwilę przerwy, więc dołączyłam do stolika w którym siadają tylko pracownicy. W którym siedziała już Kate.
- Hej - powiedziała
- Siemka. - powiedziałam
- Co masz taką minę ?
- Ja? Po prostu... rozmawiałam dzisiaj z takim klientem itd...mój chłopak to widział i chyba ma małe wątpliości...
- Kochasz go?
- No pewnie.
- To nie masz się czym przejmować. Ty jesteś w obec niego fer.
- Viola ! -zawołała Mack. odeszłam i wzięłam od niej tackę i zaniosłam do stolika z numerem 3.

~h 21~
Leżymy już z Leonem w łóżku. Jakiego ja mam skarba... Chyba bym się zabiła jakby mu się coś stało...
- Kocham Cię, wiesz? - oznajmił i zapytał w jednym zdaniu
- Wiem, ja Ciebie też.
- Chodźcie ! -krzyknęły dziewczyny. Poszliśmy, były na balkonie. Po drodze jakbym gdzieś w salonie zobaczła jakąś czarną postać. Wystraszyłam się ale napewno mi się tylko wydawało.
- Co chciałyście? - zapytałam
- Patrzcie jak tu jest pięknie. - powiedziała Lu. Wychyliliśmy się wszyscy trochę... i... Leon... ktoś go wypchnął i spiepszył. Jednak mi się to nie wydawało, ktoś był w salonie. Słyszałam tylko jak zamyka drzwi.
- Leon ! - na szybko ubrałyśmy szlafroki i kapcie i zbiegłyśmy na dół przed hotel. Lu zadzwoniła po pogotowie która przyjechała błyskawicznie i zabrała go do szitala. Popłakałam się... wkoło Nas zebrało się mnóstwo ludzi... On był taki zakrwawiony...

Fanfiction: LeonettaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz