Sophia
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno, na co jęknęłam niezadowolona. Po chwili narzekania na piątkowe poranki, wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki, w której spokojnie ale nadal z grymasem na twarzy szykowałam się do pracy. W połowie przerwało mi dzwonienie dzwonka i natarczywe pukanie do drzwi. W myślach wyklinałam osobę, która miała czelność mi przerwać. Powolnie udałam się do drzwi, gdy je otworzyłam przed oczami mignęła mi tylko ruda czupryna mojej przyjaciółki. Kate od razu po wejściu zagościła w mojej kuchni, w której zaczęła robić sobie kawę.
- Witaj, droga przyjaciółko! Widzę, że bardzo dobrze czujesz się w mojej kuchni.-Odwróciła się natychmiast, i odeszła od ekspresu.
- O Soph! Nie zauważyłam cię, miło cię widzieć!
Na jej słowa przewróciłam tylko oczami a następnie bez słowa ruszyłam z powrotem do łazienki. Gdy skończyłam swoją poranną rutynę, poszłam do kuchni aby zjeść śniadanie. Przechodząc przez salon, usłyszałam krzyk Kate.
- Śniadanie jest na stole! Wszystko ma zniknąć z talerza, rozumiemy się?-Wypowiadając ostatnie słowa wstała z kanapy, przy okazji wyłączając jakiś głupi program telewizyjny, a następnie dodając;
- Po pracy zabieram cię na imprezę, i nie chcę słuchać żadnych sprzeciwień. Idziemy i kropka!
W myślach już myślałam nad moim nieszczęsnym losem, jaki mnie spotkał. Próbowałam wymyślić jakąś rozwiniętą odpowiedz, lecz może te argumenty przydadzą mi się później, dlatego odpowiedziałam bardzo krótko, z taką obojętnością z jaką zadziwiłam nawet samą siebie.
- Nie, nigdzie nie idę.
- Właśnie, że idziesz nie możesz cały czas siedzieć zamknięta w czterech ścianach.
- A właśnie, że mogę. Kto mi zabroni?
-Nawet mnie nie załamuj Sophie. Powiedz mi kiedy ostatni raz byłaś na imprezie? Lub kiedy ostatnio chociaż byłaś na jakiejś randce? Bo już nie mówię o czymś więcej.
- Dawno, ale to nie jest istotne. Zresztą wolę siedzieć w domu niż upijać się z nieznajomymi. -Powiedziałam nakładając na talerz przygotowane naleśniki, które uwielbiam. Mam, też podejrzenia że Kate zrobiła je na śniadanie z myślą, że tak mnie przekupi. Ale niestety raczej jej się to nie uda.
-No Proszę! Zrób to dla mnie. Proszę!! - zrobiła maślane oczka normalnie tak jak kot ze Shreka. Ta kobieta mnie kiedyś wykończy. Dobrze wiedziała, że te oczy prawie zawsze na mnie działają, ale teraz nie dam się tak łatwo. Nie mam ochoty patrzeć na pocących się ludzi na parkiecie, lub całujące się pary po kątach. Imprezy to nie moje klimaty, od zawsze wolałam siedzieć w domu i wciągnąć się w jakąś lekturę. Ale z drugiej strony, może Kate ma rację? Sama już nie wiem.
- Dobraa!! Przemyślę to okej ?
- No to myśl szybciej, bo zaczyna się o dwudziestej, więc czekam do szesnastej. Jeśli nie z własnej woli zaciągnę cie tam siłą. Rozumiesz ?
- Spokojnie, pomyślę jeszcze ale wiedz, że i tak nie mam ochoty, niezależnie od mojej decyzji.
- Oczywiście, więc będę o szesnastej. A teraz muszę lecieć, bo się spóźnię do pracy, zresztą ty też zaraz wychodzisz. Tylko przypominam. - Powiedziała i od razu wyszła w pośpiechu, nawet nie zdążyłam jej odpowiedzieć.
Czyli raczej mój bunt na nic tutaj się nie zdał i z jej zapałem mogę stwierdzić, że ten wieczór na pewno spędzę w miejscu w którym nie chcę się znaleźć. Przekręciłam na tę myśl tylko oczami, i zaczęłam sprzątać po śniadaniu.
Kate, w jednym miała racje jeśli się nie pospieszę, na pewno nie zdążę do pracy. Więc poszłam założyć szybko buty w pośpiechu złapałam za kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu.
Po dojechaniu na miejsce szybko wysiadłam z auta, i pobiegłam do lokalu. Na szczęście jestem chwilę przed czasem. Gdy weszłam do środka kawiarni, w której pracowałam jako kelnerka, przywitałam się z Joe, który stał już za ladą czekając na pierwszych klientów.
- Cześć, Joe! Jak tam ?
- O Sophie ! Cześć! Już myślałem, że się spóźnisz, i musiałbym powiedzieć o tym szefowi.- powiedział pół żartem z cwanym uśmiechem na twarzy.
- No widzisz, muszę cię rozczarować bo jednak zdążyłam nawet przed czasem. Więc jeśli pozwolisz pójdę na zaplecze przygotować się do pracy. Bo wiesz ktoś musi zostać pracownikiem miesiąca prawda? - odpowiedziałam z takim samym uśmiechem. A zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ja już szłam wyprostowana na tyły lokalu. No ale niestety usłyszałam jeszcze jego krzyk;
- Ty na pewno nim nie zostaniesz !!! Niedługo zobaczysz moje zdjęcie w ramce na ścianie w biurze szefa!!!
- Tylko na to czekam!!- wyczujcie ten sarkazm.- Po chwili dumnie wkroczyłam, z gracją za ladę ukazując tym swoją wyższość. Ale długo tak nie wytrzymałam i parsknęłam razem z Joe śmiechem. Jeszcze chwilę poplotkowaliśmy jak zawsze przed pojawieniem się klientów. Zawsze gdy akurat mieliśmy razem pierwszą zmianę zakładaliśmy się o jakieś drobniaki, o to kto dzisiaj zagości do nas pierwszy.
- Obstawiam, dzisiaj na starą Hills.- Powiedział z wielkim przekonaniem.
- Za to ja myślę, ze to będzie pan Stan. Tak na pewno, staruszek przyjdzie po kawę do pracy.
- To co pięć dolarów? Wystarczająca kwota, bo wiesz nie chcę, żebyś zbankrutowała.
- Myślę, że to wystarczająco. Nie musisz się o mnie tak troszczyć, radziłabym martwić się o siebie.- Podaliśmy sobie ręce i razem patrząc sobie w oczy powiedzieliśmy;
- Deal!!
Czekaliśmy razem za ladą opierając głowy na prawych dłoniach, aż ktoś nie wejdzie przez drzwi lokalu. Po paru minutach, w końcu zadzwonił dzwonek nad drzwiami, informujący o przyjściu klienta. W tamtej chwili w jednym czasie popatrzyliśmy się na drzwi przez, które wchodziła Linda Hills. Tak właśnie straciłam swoje pięć dolarów. Zanim kobieta zdążyła dojść do lady, Joe wystawił rękę, na którą położyłam przegrane pieniądze. Z uśmiechem poszedł obsłużyć staruszkę. A ja w myślach myślałam tylko, jak długo dzisiaj będzie mi to wypominał.
Przez resztę czasu, nie mieliśmy dużo czasu dla siebie, ponieważ był straszny ruch. Pod koniec zmiany myśli zaprzątała mi tylko impreza, najwyraźniej przez dłuższy czas się tym przejmowałam, bo poczułam lekki wiatr wywołany machaniem ręki Joe'go przed moją twarzą.
- O czym tak zawzięcie myślisz, że już nawet mi nie odpowiadasz? - zapytał najwidoczniej zaciekawiony.
- Oo a o co pytałeś?
- To już nie ważne, stało się coś?
- Tak, znaczy nie. Po prostu Kate zmusiła mnie do pójścia na imprezę. O zgrozo jak ja nie chcę tam iść.- powiedziałam patrząc na sufit.
- Chcesz znać, moje zdanie? - no właśnie nie wiem czy chce.
- Mów.
- Idź na nią. Idź i baw się dobrze, rozkręć się dziewczyno, bo długo nie pożyjesz.
-Dzięki za rade Joe. - szczerze? Nie za bardzo jej potrzebowałam.
- Przyjemność po mojej stronie.
Po godzinie w końcu skończyłam, i mogę wracać do domu. Pożegnałam się z moim doradcą, ale tylko jak weszłam do samochodu zadzwonił mi telefon a na wyświetlaczu wyświetliło się zdjęcie Kate. Już wiedziałam jak zakończy się ta rozmowa. Ale utwierdził mnie w tym jeszcze bardziej, radosny głos mojej przyjaciółki.
- Halo? Kate?- zapytałam
- Kochana czekam na ciebie przed twoim mieszkaniem!!- krzyknęła i od razu się rozłączyła.
Super, to już wiem co mnie czeka przez najbliższe parę godzin.
CZYTASZ
Aż do końca
Teen FictionJedna noc. Jeden chłopak. I jedno spojrzenie, które wszystko zmieniło. Sophia nie szukała miłości - a już na pewno nie w oczach swojego... prześladowcy? To, co zaczęło się dziwnie i niepokojąco, przeradza się w grę pozorów, sekretów i zakazanych ucz...
