Sophia
Gwałtownie wbiegłam do pokoju trzaskając drzwiami a następnie oparłam o nie plecy.
Zamknęłam oczy i wzięłam kilka wdechów, na policzku poczułam mokry ślad po kilku spływających łzach lecz szybko je otarłam.
Przecież czego mogłam się spodziewać, że mój kochany tatuś przyszedł mnie uratować? Dobre sobie, zapewne inni rodzice poruszyliby całe miasto do poszukiwań ale nie moi. Moi sprzedali by mnie za marne pieniądze tylko aby ułożyć sobie życie.
Ja nawet nie wiem po co oni mnie spłodzili jak teraz mają mnie głęboko w dupie.
Zaśmiałam się głośno ale śmiech stłumił płacz, którego nie mogłam powstrzymać. Chciałam mieć to wszystko gdzieś, ale nie potrafię jestem zbyt słaba.
Aktualnie stałam przed lustrem w łazience i przyglądałam się swojej żałosnej postaci, oczy czerwone, twarz cała mokra a makijaż rozmazany.
Mimo że wyglądałam strasznie w środku czułam się jeszcze gorzej, czułam jak każda część powoli i boleśnie mnie rozrywa. Sięgnęłam trzęsącą się ręką do szuflady z której wyciągnęłam żyletkę. Popatrzyłam na ostrze i czułam, że muszę znów to zrobić.
Tak poczuje się lepiej, wole odczuwać ból fizyczny niż przeżywać to tak boleśnie w psychice.
Usiadłam obok szafki i ściągnęłam lekko spodnie. Popatrzyłam na swoje uda i z chwilą zawahania przyłożyłam ostrze tylko tym razem do zewnętrznej części i zrobiłam dwa cięcia. Do moich oczu napływały nowe łzy, czułam piekielny ból ale on był niczym w porównaniu do poprzedniego.
Kolejny raz przyłożyłam żyletkę i tym razem cięcie było o wiele głębsze gdy wyciągnęłam ostrze ze skóry poczułam wielką ulgę, uśmiechnęłam się lekko i oparłam głowę o szafkę. Po krótkiej chwili poczułam szczypanie gdy spojrzałam na swoją nogę widziałam tylko krew, była wszędzie całe udo miałam czerwone a moje spodnie powoli się zabarwiały, ponownie oparłam głowę i siedziałam z poczuciem jak po mojej nodze prosto na kafelki spływa czerwona ciecz. W moich oczach było coraz mniej łez, już nie miałam siły płakać.
Siedziałam tak chwilę aż nie usłyszałam nawoływania swojego imienia, szybko zrozumiałam co się dzieje i szybko starałam się powycierać wszystko pierwszym lepszym ręcznikiem ale to było na nic, krwi było za dużo i do tego moje chaotyczne ruchy mi w tym nie pomagały. Gdy usłyszałam otwieranie drzwi a następnie gwałtowne wciąganie powietrza, przeklinałam siebie, że nie zamknęłam ich na klucz. Powolnym ruchem skierowałam wzrok na Zayna, który stał w drzwiach zdziwiony, a jego oczy patrzyły raz na mnie a raz na zakrwawione udo. Dopiero po chwili jakby zrozumiał co się stało podbiegł do mnie następnie klękając tuż obok mnie.
- Matko, Sophie coś ty zrobiła?- zapytał jednocześnie przykładając namoczony ręcznik do mojej rany. Popatrzył mi w oczy a gdy ja spojrzałam na niego widziałam ból i smutek nawet parę łez w kącikach oczu
- Czemu? Sophie, czemu to zrobiłaś?- jego ręka ułożyła się pod moimi kolanami a druga na plecach, podniósł mnie powoli i ruszył ku wyjściu z łazienki
- Przepraszam, ja.. ja musiałam...- położył mnie na łóżku natomiast w drzwiach pojawiła się jeszcze jedna osoba, którą okazał się William i gdy zobaczył mnie z czerwoną nogą zaniemówił.
- Co.. co tu się stało?
- Will przynieś apteczkę, szybko.- gdy usłyszał to zdanie przełknął głośno ślinę i od razu wybiegł z pomieszczenia.
Zayn usiadł koło mnie jedną rękę trzymając na moim udzie a drugą na policzku jednocześnie zgarniając pojedyncze kosmyki włosów za ucho.
- Kwiatuszku, proszę nie rób tego nigdy więcej. Proszę.- powiedział szeptem patrząc mi w oczy.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam.- znowu zaczęłam płakać, matko jaka ja jestem żałosna. Nie myśląc wiele rzuciłam się w jego ramiona opierając twarz o jego ramieniu,
- Już ciii.... Wszystko będzie dobrze , obiecuje.- gładził lekko moje plecy następnie składając lekki pocałunek na czubku mojej głowy.
- Proszę, nie składaj obietnic, których nie będziesz mógł dotrzymać. -Odsunął mnie lekko od siebie i popatrzył prosto w oczy.
- Obiecuje, że będzie dobrze. Zadbam o to rozumiesz?- wziął moją twarz w swoje ręce a następnie gwałtownie przywarł wargami do moich ust.
Na początku byłam w szoku ale gdy zrozumiałam co się dzieje to szczerze przyznam, że wcale nie chciałam się odsuwać, chciałam więcej, chciałam aby mnie całował bez końca. Dlatego powoli zaczęłam oddawać pocałunki, oczy miałam zamknięte ale mogłam wyczuć jego uśmiech. Ten pocałunek był jednocześnie agresywny co czuły, było w nim wiele emocji ból, smutek, złość ale też czułość i poczucie, że mogłabym go nigdy nie kończyć. Niestety te chwilę przerwał nam wbiegający do pomieszczenia Will, który popatrzył na nas ze zdziwieniem.
- Serio?! Teraz?! Zayn czułości zostaw na wieczór, teraz trzeba ogarnąć to- powiedział dziwnie machając rękami wskazując na moje zranione miejsce. Powoli odsunęliśmy się od siebie z lekkimi uśmiechami. Zayn przed odebraniem od brata apteczki otarł moje mokre policzki.
Odsłonił ranę rzucając gdzieś w bok zakrwawiony już biały ręcznik.
- Will, przynieś mi jeszcze dwa ręczniki. Jeden mokry!- dodał gdy jeden z braci pobiegł do łazienki. Gdy Wiliam podał Zaynowi obie rzeczy ten najpierw przetarł moją skórę namoczonym ręcznikiem następnie zostawiając go na ranie powiedział
- Trzymaj to chwilę.- powiedział bratu, który zaraz po tym trzymał rękę na ręczniku, a Zayn w tym czasie z apteczki wyciągnął wodę utlenioną oraz bandaż.
- Możesz już puścić. Dzięki za pomoc Will.
- Nawet nic nie mów. Poradzicie sobie ?
- Tak- odpowiedział Zayn a ja jedynie kiwnęłam lekko głową
- No dobra- zaczął się kierować do wyjścia – Przyślę kogoś aby to posprzątał- kątem oka rzucił na łazienkę a następnie wyszedł. Chwilę patrzyłam jeszcze na zamknięte drzwi ale ocuciły mnie słowa Zayna
- Może zaszczypać - nie za bardzo zrozumiałam na początku ale długo czekać nie musiałam aby zrozumieć o co mu chodzi gdy woda utleniona dostała się do rany zaczęło cholernie szczypać na co syknęłam głośno.
- Jeszcze chwilę wiedźmo, wytrzymasz,
- Mhm- wymruczałam ledwo przez łzy.
Po chwili na nodze miałam już założony opatrunek a w międzyczasie do pokoju przyszła jakaś kobieta, która posprzątała bałagan, który zrobiłam a gdy wychodziła spojrzała na mnie litościwym wzrokiem.
- Sophie?
-Tak ?
- Dlaczego ?
- Dlaczego co ?
- Nie udawaj głupiej, dobrze wiesz o co mi chodzi. Dlaczego to zrobiłaś?
- Chciałam... chciałam po prostu przestać czuć ten rozrywający mnie od środka ból, zawsze to działało- spuściłam lekko głowę patrzą na swoje ręce.
- Ej, spójrz na mnie.- wziął mój podbródek w dwa palce i skierował moją głowę centralnie przed swoją
- Jeśli zdarzy się taka potrzeba innym razem, przyjdź do mnie rozumiesz? Ja ci pomogę.- Pokiwałam lekko głową i popatrzyłam najpierw na jego oczy a następnie na usta, które najwyraźniej wyczuły mój wzrok bo od razu się uśmiechnęły. Bez mniejszego zastanowienia ponownie połączyłam nasze usta w pocałunku, który po nie długiej chwili niestety się zakończył ponieważ mój ratownik lekko się odsunął i wstał nachylając się nad moim uchem,
- Spokojnie kochanie, teraz odpoczywaj. Zostaw siły na wieczór.- Mrugnął do mnie okiem a ja lekko się zarumieniłam.
Gdy wyszedł z pokoju od razu w moją głowę cisnęło bardzo dużo myśli dotyczące jak i moich rodziców ale również Zayna, do którego powoli zaczynam chyba coś czuć, bo naprawdę nie mogę się doczekać tego co dzisiaj ma zamiar zrobić.
CZYTASZ
Aż do końca
Novela JuvenilJedna noc. Jeden chłopak. I jedno spojrzenie, które wszystko zmieniło. Sophia nie szukała miłości - a już na pewno nie w oczach swojego... prześladowcy? To, co zaczęło się dziwnie i niepokojąco, przeradza się w grę pozorów, sekretów i zakazanych ucz...
