Zayn
Musiałem ochłonąć. Co ona sobie myśli, że od tak ją zostawię? Żałosne.
Już chyba trzeci raz czytam wiadomości, które dzisiaj mi wysłała. Nie zostawię tak tego, ja już dłużej nie wytrzymam bez niej u boku. Tylko nie wiem co robić, w głowie mam kompletny mętlik. Wyłączyłem telefon i rzuciłem go na siedzenie obok mnie, głowę oparłem o zagłówek i przymknąłem oczy z myślą, że to pomoże mi coś wymyślić.
Ale co ? Oczywiście wielkie nic. Zdenerwowany uderzyłem rękoma w kierownice a później przetarłem twarz zatrzymując rękę na nasadzie nosa lekko ją masując.
Droga robiła się coraz bardziej ruchliwa, ulice zaczęły tętnić porannym życiem a ja, siedziałem w samochodzie nie odrywając wzroku od zasłoniętego okna jej pokoju. Nie mogę przestać o niej myśleć, w mojej głowie krążą tylko i wyłącznie scenariusze związane z nią,te grzeczne i te trochę mniej.
Zastanawiałem się co by się stało gdyby dowiedziała się, że ja to Zayn z którym się całowała, ten Zayn, który zrobił jej tatuaż i ten Zayn, który jest jej cholernym stalkerem, cholernie zakochanym w niej dupkiem.
Zatracony we własnych myślach i pytaniach bez odpowiedzi odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę willi mojego brata, w której tymczasowo pomieszkiwałem. Mimo, że William to idiota, jego zimne serduszko znalazło miejsce na odbudowanie relacji z młodszym bratem. Dlatego nie do końca licząc się z moim zdaniem postanowił a raczej zarządził, że mam mieszkać u niego. Tak naprawdę nie trzeba było mnie długo przekonywać, no bo kto by nie chciał mieszkać w takim pałacu? No ja chciałem, dlatego mieszkam.
Przejechałem właśnie przez bramę, gdy rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Popatrzyłem na wyświetlacz na którym widniało imię Willa.
-No ten to ma wyczucie.-powiedziałem pod nosem, sięgając po telefon. Odebrałem telefon i w tym samym momencie zaparkowałem auto w garażu następnie z niego wychodząc.
-Gdzie jesteś?- w słuchawce rozbrzmiał głos mego najukochańszego brata
- W domu.- odpowiedziałem mu krótko
- No jakoś cię tu nie ma. Za chwilę widzę cię w moim gabinecie.
- Matko spokojnie, bo czuje się jak jakbym był wzywany na dywanik do dyrka w podstawówce. Zaraz jestem. Nie zapal się.
- No to świetnie. Rusz dupę.
- Pędzę.- powiedziałem z kpiną w głosie.
- Ja nie żartuje.- wyjaśnił ostrym tonem.
- Dobra, dobra.- rozłączyłem się i powolnym krokiem udałem się do jego gabinetu. Po drodze mijała mnie tylko obsługa, która mamrotała pod nosem krótkie powitanie na które ja tylko kiwałem głową.
Stanąłem przed drzwiami gabinetu i bez pukania wszedłem do środka. Ale zatrzymał mnie głos Williama
-Wyjdź- powiedział ozięble nawet na mnie nie patrząc.
- Chciałeś żebym przyszedł. Więc łaskawie powiedz mi czego chcesz.
- Wyjdź i wejdź z kulturą. Zapukaj.- obdarzył mnie spojrzeniem, które mogłoby zabijać
- Chyba sobie żartujesz. Mów co masz mówić i mnie nie ma. Miałem inne plany.- powiedziałem krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Niby jakie? - prychnął - Obserwowaniem swojej laluni?
- Właśnie tak, zresztą jak już wspomniałeś MOJEJ, więc jej tak nie nazywaj.- warknąłem wściekle ruszając w stronę biurka. Oparłem się o nie i spojrzałem mu w oczy. - Czego chciałeś?
- To już nie ważne. Ale jak już jesteśmy przy temacie jak to powiedziałeś TWOJEGO obiektu westchnień.
To co tam u niej?- Zapytał przerywając podpisywanie jakiś dokumentów.
- Dobrze, wręcz wyśmienicie. Dlaczego pytasz?- cały czas moja szczęka była mocno zaciśnięta a wypowiadając to zdanie dodatkowo z moich oczu cisnęły pioruny.
- Tak pytam z ciekawości. Bo wiesz z tego co wiem bawisz się w psychopatycznego stalkera a ona nawet nie wie jak wyglądasz więc raczej nie układa się wam dobrze co braciszku?- miałem ochotę zerwać z jego twarzy ten cholerny uśmiech, strasznie mnie w tej chwili denerwował.
- O proszę. Will dobra rada, no to proszę co niby powinienem zrobić co? Przecież jesteś takim znawcą, no więc proszę pochwal się swoimi umiejętnościami.
- Powinieneś zacząć działać, bo ktoś może być od ciebie szybszy.- dziwne w jego głosie nie wyczułem sarkazmu a taką jakby troskę? Oczywiście w umiarze.
- Co niby mam zrobić porwać ją? Proszę cię to jest aż śmieszne.- wyśmiałem go. Ale wcześniej nawet mi przeszła taka myśl przez głowę, ale jakoś się od niej odsunąłem.
- Ale może skuteczne. Dziadek postąpił tak samo i proszę bardzo jak szczęśliwie żyli z babcią.- dokończył i oparł się o oparcie fotela wlepiając we mnie swój wzrok. Może miał racje, może to najlepsze rozwiązanie.
- Znienawidziłaby mnie.- usiadłem w końcu na krześle naprzeciwko niego.
- Po czasie, może by się przyzwyczaiła.
- A jeśli nie?
- No to zostaje inne wyjście.
- Jakie?- zapytałem bardzo zaciekawiony.
- Odpuść.
- O nie, nie, nie nie ma mowy. Wiesz co? Zrobię tak, jak mówisz. Pierwszy raz przyznam ci racje. To chyba najlepszy pomysł jaki wypłynął z twoich ust.
- To zaszczyt.
- Nie przyzwyczajaj się.- wstałem i ruszyłem do wyjścia. Ale zatrzymał mnie jeszcze jego głos
- Jak to zrobisz?- zapytał już z totalną powagą.
- Spokojnie, to już zostaw mnie. Zadbam o wszystko. A ty już niedługo poznasz nową panią Wilson.
Wyszedłem zamykając za sobą drzwi i z uśmiechem na ustach obmyślałem już cały plan.
CZYTASZ
Aż do końca
Fiksi RemajaJedna noc. Jeden chłopak. I jedno spojrzenie, które wszystko zmieniło. Sophia nie szukała miłości - a już na pewno nie w oczach swojego... prześladowcy? To, co zaczęło się dziwnie i niepokojąco, przeradza się w grę pozorów, sekretów i zakazanych ucz...
