Sophia
Od wczoraj nie dostałam, żadnej wiadomości od nieznanego numeru. Nie wiem czy się cieszyć czy niepokoić. Może to cisza przed burzą? Może ma jakiś plan? Nie wiem naprawdę.
W tym momencie wielkim zaskoczeniem było dla mnie gdy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości, na co się lekko wzdrygnęłam. Niestety gdy zobaczyłam kto do mnie napisał od razu poczułam, że nie święci się nic dobrego. To była moja matka, napisała mi że jest w drodze i dzisiaj mnie odwiedzi. Pewnie to zaplanowała, specjalnie przyjedzie z niezapowiedzianą wizytą abym nie miała dużo czasu na posprzątanie, chciała tylko zobaczyć jak żyje i zapewne wszystko skrytykować. Pewnie i tak niezależnie od tego co zrobię i czy nawet wypoleruję mieszkanie na błysk, ona i tak zawsze się do czegoś doczepi. Dlatego szybko wstałam z kanapy z zamiarem posprzątania niedokładności. W między czasie napisałam do Kate wiadomość pod tytułem „ALARM, Ona przyjeżdża potrzebuje czegoś do zjedzenia!!" na odpowiedz nie musiałam długo czekać odpisała mi szybko że zaraz będzie.
W duchu dziękowałam mojemu szefowi za dzisiejszy dzień wolny, z tego co wiem chciał dać się wykazać nowym kelnerom. Gdyby nie to pewnie teraz była bym w pracy i nie wiedziałabym co mam zrobić, a w takiej sytuacji mam jakąś godzinę aby się przygotować. Po Chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam ile sił w nogach aby otworzyć. W drzwiach stała Kate, która od razu weszła do środka.
- Mam jakieś babeczki i parę eklerków. Powinno starczyć. Nic więcej nie było. - powiedziała równie przejęta jak ja.
- Dziękuje, naprawdę dziękuję, ratujesz mnie. Znowu.- przytuliłam się do niej od razu po wypowiedzeniu tych słów. Po krótkiej chwili Kate odsunęła mnie lekko lecz nadal trzymając za ramiona.
- Posłuchaj, dasz radę, rozumiesz? Wierzę w ciebie jak nikt inny. Ta stara jędza niech mówi co chcę. Sophie jesteś, najwspanialszą osobą jaką znam i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Rozumiesz?
- To nie jest takie proste.
- Wiem, ale obiecaj mi że postarasz się wytrzymać.- Nie dałam rady nic odpowiedzieć, dlatego siedziałam cicho przez dłuższą chwilę.
- Obiecaj mi to Soph, proszę.- powtórzyła, przed chwilą wypowiedziane słowa.
-Obiecuje.- obiecałam ale nie wiem czy dam radę, a w jej oczach widzę, że ona dobrze o tym wie.
- Dobra ja lecę, pamiętaj co ci powiedziałam dobrze?
Pokiwałam tylko głową. Gdy Kate stała już koło drzwi popatrzyła jedynie na mnie przez chwilę i wyszła. A ja kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać czekałam na mamę.
Po wielu przemyśleniach i wymyślonych odpowiedziach na pytania, które zawsze zadawała. Wiem że to dziwne, ale zawsze tak robię, bo zawsze staram się chcę żeby w końcu mnie choć trochę doceniła.
Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, wstałam prędko, wygładziłam ręką spodnie i ruszyłam w kierunku drzwi. Zanim je otworzyłam wzięłam głęboki wdech. Otworzyłam drzwi a za nimi dostrzegłam moją matkę, niską kobietę z równo ściętymi włosami oraz jak zawsze wyprasowanym garniturze. Zanim cokolwiek powiedziałam najpierw przełknęłam ślinę i dopiero później odważyłam się odezwać.
-Cześć, mamo.- mój głos lekko zadrżał.
- Mhm. Cześć, wpuścisz mnie w końcu do środka czy będziemy rozmawiać na korytarzu.
- A tak, tak. Wchodź zapraszam.- Odsunęłam się lekko aby mogła na spokojnie wejść. Zamknęłam drzwi a po chwili po moim mieszkaniu rozległ się głośny stukot jej szpilek o podłogę.
-Matko, co to za rudera. Jak ty tu możesz mieszkać? Wszędzie brudno, mogłaś chociaż posprzątać dobrze wiedziałaś że przyjadę.- Popatrzyła na mnie srogim wzrokiem gestykulując rękami każde słowo.- Zresztą czego mogłabym się po tobie spodziewać?- Prychnęła i udała się do kuchni.
- Sprzątałam, moim zdaniem jest czysto nie wiem o co ci chodzi.
- Nie wiesz? Spójrz na to gdzie mieszkasz, zresztą spójrz na siebie jak ty wyglądasz, dziewczyno?
- Normalnie, zawsze tak wyglądam.
- Przynosisz nam wstyd. Powinnaś wyglądać chociaż na dojrzałą osobę. Założyłabyś sukienkę lub chociaż spódnicę.- nie skomentowałam tego, po prostu usiadłam naprzeciwko niej przy stole.
- Co to jest?- spytała pokazując na talerz ze słodkościami, które przyniosła Kate.
- Poczęstuj się, są pyszne.
- Proszę, cię dziecko, jeśli będziesz jadła takie rzeczy niedługo nie zmieścisz się w żadne spodnie. Zresztą co ja ci będę mówić prawda? Sama wiesz najlepiej.
- Przepraszam- powiedziałam a łzy same cisnęły mi się na oczy
-Nie przepraszaj mnie, po prostu weź się za siebie bo w takim tępię nikogo sobie nie znajdziesz. A my z ojcem wiecznie cię utrzymywać nie będziemy.
- Przecież pracuje..- nie dokończyłam bo mi przerwała.
- Tak, wielce pracujesz, i co z tego masz wielkie nic. Mieszkasz w jakimś byle jakim mieszkaniu, nie masz chłopaka już nie mówiąc nic o mężu. Pamiętasz Chloe ma tyle samo lat co ty nie dosyć, że zgrabna to zamężna i do tego z dzieckiem. Pomyśl, gdybyś straciła trochę w tali i w nogach może też byś tak żyła.
-Mamo ale ja się staram, naprawdę- już naprawdę pomału zaczęłam płakać, zawsze ale to zawsze gdy przechodziliśmy do tego typów rozmów wypominała jaka to Chloe jest wspaniała. Chloe to dziewczyna, która wyśmiewała się ze mnie w szkole, ale moja mama zawsze wolała ją, zawsze ją popierała.
- Najwyraźniej starasz się za mało..- chciała coś jeszcze powiedzieć ale zadzwonił jej telefon. Odeszła na bok, a ja starałam się nie wybuchnąć płaczem. Po krótkiej rozmowie przez telefon wróciła do mnie, podeszła do krzesła zabrała swoją torbę i ruszyła do wyjścia. Ja wstałam zaraz za nią nie wiedząc co się stało.
- Dzwonili z pracy, muszę jechać. A ty przemyśl bardzo dobrze moje słowa.- Wyszła, po prostu wyszła nie pożegnała się. Zamknęłam za nią drzwi a następnie zalałam się łzami. W głowie krążyły mi jej słowa. Naprawdę byłam taka beznadziejna? Co ma Chloe czego nie mam ja?
Z takimi myślami udałam się do łazienki, wtedy już wiedziałam, że nie dotrzymam obietnicy złożonej Kate. Naprawdę chciałam się powstrzymać, ale to przynosiło mi ulgę, pomagało mi to się choć trochę uspokoić. Dlatego nie powstrzymując się dłużej, zrobiłam to. Znowu. Zrobiłam kilka albo kilkanaście cięć nie wiem, pogubiłam się w liczeniu. Gdy skończyłam uświadomiłam sobie co zrobiłam, wtedy zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Nie wiem czemu, tak samo z siebie wyszło, że zadzwoniłam do Kate, chciałam usłyszeć jej głos. Po paru sygnałach odebrała.
- Halo, Soph? Jak tam?- Jej ciepły głos rozbrzmiał w słuchawce.
- Kate ja.. ja przepraszam.- powiedziałam, płacząc w tym samym czasie. Z moich ud ciekła krew. A ja musiałam ją przeprosić, przecież obiecałam.
- Co się stało, czemu płaczesz? Halo, odezwij się!- martwiła się było to słychać.
- Znowu to zrobiłam Kate, tak bardzo przepraszam. Wiem, że obiecałam. Przepraszam.
- Matko, już jadę, proszę nie rób nic więcej proszę.- powiedziała a ja słyszałam jak zaczęła biec. Po chwili się rozłączyła. A ja czekałam i użalałam się nad sobą. Wiem jestem beznadziejna.
CZYTASZ
Aż do końca
Teen FictionJedna noc. Jeden chłopak. I jedno spojrzenie, które wszystko zmieniło. Sophia nie szukała miłości - a już na pewno nie w oczach swojego... prześladowcy? To, co zaczęło się dziwnie i niepokojąco, przeradza się w grę pozorów, sekretów i zakazanych ucz...
