Zayn
Kolejny dzień, kolejny podobny tatuaż, czyli nic nowego, standard. Siedzę właśnie i czekam na mojego kolejnego klienta, rozmawiając przy tym z moim przyjacielem Connorem, z którym pracuję. Przerywa nam dźwięk otwieranych drzwi przez, które wchodzi nasz klient. Przybieram na twarz sztuczny uśmiech, i mówię;
- Witamy!! Pan Anders, tak?-pytam aby się upewnić, bo gościu jest u nas pierwszy raz. Ma może trzydzieści lat więcej bym mu nie dał.
- Tak to ja, dzień dobry, czy szkic jest już gotowy?- bezpośredni, czyli szybko pójdzie.
- Szkic już został wykonany.- popatrzyłem się na niego aby po chwili przerzucić wzrok na Connora.
- Pokarz Panu szkice w trzech rozmiarach, zaraz wrócę muszę się przygotować.
- Oczywiście, szefie. - powiedział z entuzjazmem. Serio nie rozumiem go, jak można mieć w sobie tyle radości.
Gdy usiadłem na krześle, założyłem rękawiczki i zaprosiłem klienta na fotel. Przyszedł już z odbitym wzorem węża na ramieniu, którego zapewne wykonał mój wspólnik.
- Zapraszam. Nie powinno boleć, się pan nie martwi.- powiedziałem gdy zobaczyłem jak wolno podchodzi do fotela.
- Pfff, nie boje się już robiłem sobie tatuaże.!- prychnął, i odpowiedział.
- Spokojnie, nic już nie mówię.
Czekałem tylko, aż ten facet w końcu usiądzie, ale jemu się nie spieszyło. Gdy przetarłem ręką oczy spojrzałem na również rozbawionego, jak i zirytowanego Connora. Po chwili nadszedł upragniony moment, w którym nasz wielki, wyglądający jak boxer klient usiadł na przyszykowanym miejscu.
Przy wykonywaniu tatuażu nie obeszłoby się bez dogryzek w stronę Andersa bojącego się igły, on chyba wtedy przeżywał straszne piekło. Śmiać mi się normalnie chciało, gdy zobaczyłem jego minę jak zacząłem robić mu tatuaż. Po paru godzinach pracy z ciężkim klientem, w końcu skończyłem. Wstałem, rozprostowałem plecy i poszedłem do lady. Podszedł do mnie mój klient w dziwnej ciszy, Ups chyba się troszeczkę facet zawstydził. Na koniec pogratulowałem mu odwagi- oczywiście z wielkim uśmiechem na twarzy, po zapłaceniu opuścił nas mówiąc szybkie „do widzenia".
- Matko, stary tego się nie spodziewałem. Wiesz pierwsze wrażenie wchodzi sobie taki gościu co wygląda jak zaraz miał by ci przywalić, a tu proszę niespodzianka!!
-Już nie mogłem, wytrzymać ze śmiechu, rozumiesz JA!!!- zaśmialiśmy się razem głośno.
-Dobra to był ostatni na dzisiaj. No to co?? - zapytał
- Co?- odpowiedziałem krótko, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Serio? Jest piątek, Zayn czyli co ? Idziemy na imprezę idioto.-powiedział a nie przepraszam wykrzyczał mi prosto w twarz.
Zacząłem sprzątać w międzyczasie mu odpowiadając;
- Spoko mnie dwa razy prosić nie trzeba.
- No i super będę czekał o dwudziestej ,w środku tam gdzie zawsze nie?
-Tak, tam gdzie zawsze, no możesz już iść i tak mi już w niczym nie pomożesz.-popatrzyłem na niego w momencie, w którym stał już przy drzwiach.
- Właśnie teki miałem zamiar.- i wyszedł. Aha, przewróciłem oczami i wróciłem do mojego zajęcia.
Po jakiejś godzinie lokal wyglądał znośnie, biorąc pod uwagę fakt jak bardzo nie chciało mi się sprzątać. Zbierałem się już miałem zamykać drzwi, przeszkodził mi w tym dzwonek telefonu. Nie patrząc na to kto dzwonił, odebrałem w pośpiechu;
-Słucham?- zapytałem
- Ciekawe kogo ty słuchasz przygłupie. - już po pierwszym wypowiedzianym przez niego słowem wiedziałem, że to mój głupi braciszek.
- Co chcesz? Jestem trochę zajęty?
- Ciekawe czym, sprowadziłeś sobie do domu jakąś panienkę?- prychnął
- No widzisz mnie chociaż jakieś chcą.- odpowiedziałem ostro.
- Dobra już skończ, bo jesteś bliski przywaleniu w twarz, a wtedy już żadna na ciebie nie spojrzy.
- Zapytam jeszcze raz. Czego chcesz?- zapytałem ponownie, będąc na skraju wybuchu złości. Ale oczywiście wielki Williamek, przedłuża jak zawsze.
- Jutro wieczorem widzę cię u siebie.- powiedział tonem jakim, mówił tylko naprawdę w ważnych sprawach.
- Zajęty jestem.- tak naprawdę nie jestem ale on nie musi o tym wiedzieć.
- Jutro. Siedemnasta, jesteś w biurze. I zamknij się już, bo nie mogę cię słuchać.- i się rozłączył, super gdyby ktoś zastanawiał się jak wyglądają zwyczajne rozmowy z bratem, właśnie się dowiedział. Ruszyłem w stronę samochodu gdy do niego wsiadłem od razu odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę mieszkania. W międzyczasie słuchając muzyki lecącej z radia. W myślach byłem już na imprezie, na której na pewno wyrwę jakąś laskę. Ale fantazje na później. Teraz to mogę się zastanawiać co chciał ode mnie mój idiotyczny brat.
Po dojechaniu do mojego mieszkania, i gdy wszedłem do środka od razu rzuciłem się na kanapę, a w rękę chwyciłem pilot i włączyłem jakiś film, którego i tak nie oglądałem, tylko zająłem się przeglądaniem mediów społecznościowych jakiś modelek. W ten sposób zleciał mi czas, została mi godzina do imprezy więc zacząłem się szykować. Gdy już wsiadałem do taksówki, otrzymałem telefon od Conna - wykrzyczał mi pytanie o to gdzie jestem. A ja odpowiedziałem mu szybko, że już jadę i że ma przestać się drzeć. Tym skończyła się nasza jakże fascynująca rozmowa.
Gdy moja bogata limuzyna dojechała na miejsce zapłaciłem kierowcy i ruszyłem w stronę oświetlonych drzwi, nad którymi wisiał ledowy napis „ Black Manhattan". Po wejściu szukałem wzrokiem przyjaciela, który rzucił mi się w oczy w jednej z loży. Od razu zacząłem iść w tamtym kierunku. Przywitał mnie i podał szklankę z jakimś kolorowym drinkiem. A ja popatrzyłem się na niego ze zdziwieniem.
- Serio? Jakieś kolorowe soczki zamówiłeś?
- Nie przesadzaj, siadaj pij i patrz może sobie jakąś znajdziesz. Zresztą to dopiero początek więc taki właśnie soczek powinien ci starczyć. - powiedział, rozglądając się dookoła.
-Ktoś jeszcze będzie ?- spytałem zaciekawiony jego zachowaniem
- Nie, czemu? Chyba że zaraz ktoś sam przyjdzie.- uśmiechnął się złowieszczo.
- Stary wyluzuj.
- Jestem wyluzowany, co ty chcesz?- a ja popatrzyłem się na niego i jedynie przewróciłem oczami, a następnie wstałem ruszając do baru po coś mocniejszego.
CZYTASZ
Aż do końca
Teen FictionJedna noc. Jeden chłopak. I jedno spojrzenie, które wszystko zmieniło. Sophia nie szukała miłości - a już na pewno nie w oczach swojego... prześladowcy? To, co zaczęło się dziwnie i niepokojąco, przeradza się w grę pozorów, sekretów i zakazanych ucz...
