Rozdział piąty

1.2K 37 35
                                        

Dla tej chwili żyję. Duma i zaskoczenie na twarzach innych.

Znowu wygrałam. Jestem mistrzynią.

Aiden szykuj sie.

- Gratuluję kolejnego zajebistego wyścigu Ros! -powiedział Brad. W zasadzie to nie powiedział tylko wydarł się na całe gardło.

-Jezu chłopie opanuj emocje, to tylko kolejny łatwy wyścig.- odparłam.

-Widziałaś post o tym jakimś jak on miał? Aiden? -zapytał

-Widziałam.- odparłam

- Kurde niezły zawodnik . 4 razy wygrał pod rząd, musi być dobry.

- Ja jestem lepsza. - Powiedziałam.

Japierdole zabrzmiałam jakbym miała wybujałe ego.

-Ego ci się chyba odpaliło. -powiedział. - A no wybacz ono zawsze było na poziomie minusowym.-dodał.

-Dwa razy minusowym.- powiedziałam zadowolona.

-Dwa minusy dają plus. -roześmiał się Brad.

Japierdole.

-Dobra mniejsza z tym , o co chodzi z tym kolesiem? - zapytałam, i zabrałam mu jabłko z ręki.

-Chyba będziesz się z nim ścigać- odpowiedział i wyrwał mi jabłko.

A więc widzimy się Aiden.

-Dobra spadam do domu, nara Brad - powiedziałam i skierowałam się do wyjścia.

Mam się ścigać z Aidenem. Dobrze więc. Niech się przygotuje. Bo pokona go dziewczyna.

                                                                                ........

Wstałam jak zwykle o 7:00.

Przebrałam się w jakieś znoszone dresy i czarną bluze.

Włosy spięłam w kucyka.

Mamy nie było. To dziwne . Miała wrócić rano.

Czeka mnie 40 minutowa podróż na nogach do szkoły super.

Ubrałam się w kurtkę bo w sumie była jesień i zaczynało się robić już zimno.

Wyszłam z domu i idę w kierunku szkoły. Temperatura wynosi około 10 stopni.

Włączyłam sobie playlistę na słuchawkach. 

- If i love you...was a promise...would you break it...if you honest? -zaczęłam sobie nucić lecącą akurat piosenkę.

Nagle usłyszałam jakiś hałaś w krzakach. Ktoś rozbił szkło. No nie powiem że się nie przestraszyłam bo serce mi wali jakby zaraz mnie ktoś miał zamordować.

Z krzaków wyszło 3 typów miej więcej po 20 lat, z ostrymi kawałkami szkła w ręce.

No cóż może jednak ktoś chce mnie zamordować. Odlot.

Zza tych typów wyszła... Lara? No to będzie zabawnie. Przynajmniej nie dla mnie.

- Dawajcie. - powiedziała do typów Lara.

- Ej no zaczekajcie. Nie możecie mnie zabić za miesiąc? Wykupiłam pakiet premium na spotify i akurat za miesiąc mi się kończy. - powiedziałam do nich spokojnie, chodź w głebi duszy miałam ochotę jak najszybciej stąd spierdolić.

- Nie bądź śmieszna - powiedziała Lara.

Ja? Śmieszna? Ja mówię poważnie.

- Do roboty chłopaki.

3 obcych mi mężczyzn zaczęło do mnie podchodzić. Jeśli mam być szczera to bałam się cholernie. Nie wiem do czego oni są zdolni.

Jeden z nich złapał mnie za rękę i wbił w nią szkło.

No zabolało.

Wydarłam się i zaczęłam się wyrywać, co było najgorszą rzeczą jaką mogłam zrobić bo szkło porysowało całą moją rękę od łokcia do dłoni. Japierdole. Lara ty suko.

Drugi natomiast zrobił to samo z drugą ręką. To jest koniec? Nie tak chciałam umrzeć.

Nagle usłyszeliśmy szelest w krzakach. Mężczyźni odsunęli się ode mnie.

- Kim wy do kurwy jesteście? - powiedział chłopak z brązowymi włosami i pięknymi zielonymi oczami. Spojrzał na mnie. - Co wy jej do chuja zrobiliście?! - warknął.

Lara spieprzyła. Jak to suka.

Trojga mężczyzn pobiegło za nią.

Zostałam ja i ten chłopak. Gdyby nie on ciekawe co by się ze mną stało. Nogi się pode mną ugięły i bym upadła gdyby nie on. Złapał mnie. Było mi słabo .

-Jak się czujesz? -Zapytał a w tych pięknych zielonych oczach była troska.

Wiesz co? Zajebiście.

-Nie ma tragedii. -odpowiedziałam.

-Jak się nazywasz? -Zapytał mnie chłopak.

-Rosalie.



 


Ride Or DieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz