Rozdział siódmy

1.1K 38 9
                                        


 Zadzwonię do Mika. Może on coś wie.

-Halo? Hej Mike. -powiedziałam do telefonu.

-Hej Ros. Co tam? -zapytał.

-Wiesz o mamie? Mówiła ci? Zawiadomiła cię? -zapytałam zaniepokojona.

-Jakiej mamie? Co się stało? Nic nie wiem. O co chodzi Ros? Wyjaśnij. -odpowiedział.

Nie wiedział. Matka nie powiedziała nawet mu. Co ona ma w głowie.

-Mama wyjechała. Zostawiła mi dom i pieniądze. Powiedziała że chciała już wyjechać od śmierci taty. Zostawiła mnie. -odpowiedziałam.

-Ros przyjdź do mnie. Pogadamy. Nie możesz mieszkać sama, jesteś nie pełnoletnia.

Świetnie. Tyle że ja mam dziś wyścig.

-Dzisiaj nie mogę, przyjdę jutro. -odpowiedziałam.

-Masz wyścig? -zapytał mnie zaniepokojony Mike.

-Tak, z jakimś Leo. Poradzę sobie nie martw się. -powiedziałam.

-Nie martwię się, podobno jesteś świetna. Ale twój ojciec też był, dlatego proszę cię uważaj na siebie i nie złam sobie nosa. -powiedział.

Nos to ma złamany Lara. Hah. Dobre to było.

-Nosa? Powinieneś mi mówić żebym się nie zabiła, a nie żebym nie złamała nosa. Dobra kończę, przyjdę jutro. Pa Mike. -powiedziałam i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.

Muszę iść do sklepu. Nie ma jedzenia.

Wyszłam z domu ubrana w jakiś szary sweter i czarne leginsy. Postanowiłam że dzisiaj nie pójdę do szkoły.

Do najbliższego sklepu mam około 15 min. Więc włączyłam sobie muzykę i jak to zwykle zaczęłam śpiewać.

-This hit, taht ice cold Michelle Pfeiffer, that white gold...This one, for them hood girls..Them good  girls, straight masterpieces...Stylin',wilin'....Livin' it up in the city... - nuciłam sobie pod nosem. Aż nagle ujrzałam obok sklepu tego bruneta który mi pomógł. Jego zielone oczy zauważyły mnie.

Patrzył się na mnie.

Poszedł.

Weszłam do sklepu i do koszyka spakowałam chleb i mleko. Na słuchawkach leciała mi piosenka Rihanny.

Podeszłam do kasy i zapłaciłam. Nuda.

Wracając do domu dostałam telefon od Brada gdzie i o której mam się pojawić .

Jest 16. Na miejscu mam być o 17. No cóż czas isć.

Skierowałam się do punktu wyścigu.

-Siema Brad. -powiedziałam do przyjaciela i wzięłam od niego karteczkę.

-Hej Ros. 5 okrążeń. Powodzenia. -odpowiedział mi chłopak.

W grupie ludzi ujrzałam jego. Bruneta który uratował mi życie. Co on tu robi?

Wsiadłam do samochodu i czekałam na pasie startowym.

Obok mojego pojazdu pojawił sie pojazd przeciwnika. Puścił mi oczko.

-Powodzenia laleczko. Wiesz że to wygram prawda? Mogę ci dać fory. -powiedział przez szybę.

Dupek. Zobaczymy jego minę jak wygram.

Start.

Ruszyliśmy.

Pisk opon.

Jadę naprawdę szybko.

Leo za mną .

Dodaje gazu.

Zakręt i perfekcyjny ślizg.

                                                                                                       ........

Wygrałam. Typowe.

-Oszukiwałaś?! -zapytał mnie mój przeciwnik.

-Nie oszukiwałam ale myśl sobie co chcesz. -odpowiedziałam i teraz to ja puściłam mu oczko.

Gdzieś w tłumie mignął mi chłopak o zielonych oczach.


Ride Or DieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz