16.Mistrzu.

250 16 186
                                    

Cole pov

-Kai, uspokój sie-Nalegałem, jednak brunet nic sobie z tego nie robił a dalej stał nade mną tkając w lewej dłoni ogień.

-Ja mam się uspokoić?-Mówił rozwścieczony, w jego oczach było widać czysty obłęd. Chłopak dalej w dłoni tkał ogień, którym balem się, że mnie usmaży. Jednak po chwili ogień zgasł a chłopak padł na kolanach tuż przede mną by moczyć łzami własne policzki.

-Kai, słońce.-Powiedziałem klękając przy nim.-Przestane palić, przestanę obiecuje.-Powtarzalem przytulając Kai'a do mojego torsu.

-Ja chcę tylko żebyś zadbał o swoje zdrowie.-Oznajmił przecierając mokre od łez policzki.

-Wiem, przestanę obiecuje.-Zapewniłem go.

-Dlaczego mam ci wierzyć?-Pytał smutno-Podbierałes fajki jak spałem, dlaczego miałbyś nie zrobic tego ponownie?-Pytał dalej.


-Nie zrobię tego, rzucę to, rzucę to dla ciebie-Powiedziałem zbliżając się do jego ust, by po chwili delikatnie je musnąć.


-Idźmy już spać, mistrz wu zrobi mam straszne kazanie, gdy tylko się zjawimy.-Zmienil temat wchodząc na swoje łóżko i pokazując ręką, bym do niego dołączył.









Time skip(6:28, ładowanie przy klasztorze.)


-Lądujemy, szykujcie się do wysiadania, wasz mistrz prawdopodobnie na was czeka.-Oznajmił nam Vex, gdy lądował na parkingu perły.


-Ale powiedzcie mi najpierw, co robi tu misako?-Spytał Jay wskazując na zapłakana kobietę.

Zaraz po ładowaniu Lloyd pobiegł do mamy by ją przytulić, jednakże my wszyscy wzrokiem szukaliśmy mistrza.

-Gdzie jest Wu?-Pytał młody Garmadon, jednak jego matka wybuchła płaczem i podała mu tylko niewielka karteczke.





-"Dziękuję Cole, że mimo, iż wylatujecie bez mojej zgody informujesz mnie o tym, wiedziałem, że ty i Kai nie odpuścicie, mam najszczersza nadzieję, że wrócicie wszyscy cali i zdrowi, że przylecicie z wszystkimi potrzebnymi klejnotami, pisze to gdy do drzwi klasztoru dobija się mój stary dobry kolega, Adrokom, a bardziej jego słudzy, jednak mimo wszystko będę na was czekać, bardzo cierpliwie."-Przeczytał Lloyd a wszyscy w osłupieniu stali i nasłuchiwali treści odpowiedzi na mój list do mistrza.



-Musimy go odbić! To nasz sensei!-Burzył się Kai.

-To nic nie da wściekły jeżozwierzu-Warknął Vex-Myślisz, że kogoś takiego by przetrzymywał blisko siebie i bez żadnej ochrony? Pilnuje go max 7 żołnierzy a dostanie się do jego celi pod zamkiem to 50% szans na samobójstwo-Wytlumaczył mu.

-Jak ty mnie, kurwa, nazwałeś?-Spytał a ja i Zane trzymaliśmy go, by ten zaraz nie rozszarpał Vex'a na strzępy.

-Musicie mieć plan, dość ścisły, bez niego nawet na ulice w tym momencie nie wyjedziecie-Dodał rogaty blondyn-Dajcie mi czas do wieczora a plan będzie do realizacji już jutro rano.-Oznajmił po czym pomógł wnieść reszcie rzeczy do klasztoru.


-Jebana rogata pizda-Burknąl pod nosem Kai przeczesując dłonią swoje włosy, wywołując tym samym u mnie i nindroida burze śmiechu.




-Dobra, idziemy na śniadanie, papciu Zane, idź gotuj żryć-Rzuciłem masując brzuch.

-Juz idę rozpieszczony gnojku-Zaśmiał się Zane idąc do klasztoru a ja i Kai za nim.


Zane przyszykował nam pyszny posiłek, potem surowy trening i obiad, a po obiedzie kolejny trening, a przy kolacji Vex miał zamiar przestawić nam plan, który jutro miał umożliwić nam ratunek mistrza.




-Dobra, podzielę was na teraz tak, byśmy mogli jakkolwiek się tam dostać, Zane z Pixal przeprogramujecie system kamer, Jay, Lloyd i Kai, wy będziecie odpowiedzialni za rozproszenie żołnierzy. Nya, więzienie jest w ściekach, to ułatwi ci posługiwanie się mocą, pomożesz mi i Cole'owi w wyciągnięciu waszego mistrza, o 3 jest tam najmniejszy ruch, to ich pora składania chwały adrokomiwi, mamy wtedy więcej luzu, bądźcie gotowi.-Oznajmił.



-A czemu ty jesteś w centrum?-Pyta Kai krzyżując ręce na piersi.


-Jestem mózgiem operacji, wiem kto i gdzie trzyma klucze, sam mam jakieś do klatek, w razie zagrożenia to mnie ten dureń posłucha.-Mowił Vex patrząc na chłopaka podpierając się wówczas stołu.


-Dobra, idziemy spać bo się nie wyspimy!-Rzucila Pixal poganiając wszystkich do pokoju.

-Pst! Cole-Szepnął Jay.

-No?-Odszeptałem nachylając się obok niego.

-Dzisiaj idziesz na faje?-Pyta dalej szeptem.


-Rzucam palenie, dla Kai'a -Dalej szeptałem.



-No w końcu-Ucieszył się.


-Do pokoi!-Wrzasnela Pixal a my pobiegliśmy  do swoich pokoi, aż się za nami kurzyło.



Kai dzis spał u mnie, moje papierosy wyrzucił, i zamknął mnie w szczelnym uścisku, nim obaj usneliśmy.

"broken promises"*⁠.⁠✧(lava)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz