5

3 0 0
                                        

Lili

Taksówka podwiozła mnie dokładnie pod drzwi akademika.
O ile sam dojazd nie był problemem, o tyle wejście i wymyślenie opowiastki, skąd potrzeba przespania się w środku już tak.
Do akademika miały wstęp, a tym bardziej zapewniony nocleg osoby ze stypendium. O ile ja byłam świetna, no doskonała po prostu jako tancerka, to przez sytuację rodzinną na stypendium nie miałam co liczyć. Wiadomo, stać mnie.
A skoro tak ... Wpatrywałam się w neon nad wejściem intensywnie myśląc. Co zrobić? Do kogo uderzyć?

Torby przeciągnęłam pod schody. Teraz przynajmniej mogłam na nich usiąść i na spokojnie zastanowić się co dalej.

Jak się przekonałam, ucieczka z domy to prosta rzecz, gorzej, że uciekanie w pośpiechu, bez planu rujnuje wszystko. Bo zaraz za drzwiami człowiek orientuje się, że nie wie co ze sobą zrobić. No przecież nie uciekam z domu codziennie. Skąd miałabym wziąć doświadczenie w tym temacie.

Przejrzałam na spokojnie listę kontaktów w telefonie.
Większość stanowili ludzie z mojej sfery. To zresztą zupełnie naturalne. Zadajesz się z ludźmi sobie podobnymi, bo z takimi się widujesz na co dzień, z nimi spędzasz czas w tych samych klubach, lokalach. Na tych samych imprezach. Nawet grono znajomych bliższych i dalszych jest to samo. A kontakt z nimi w takiej sytuacji oznacza natychmiastowy powrót do domu. Bo każdy mieszka jeszcze z rodzicami, albo jest mocno zależny od rodziców i próby uniezależnienia się kończą się jak w moim przypadku - wydziedziczeniem.
A jak widać, tylko ja jestem na tyle szalona, aby zrezygnować z dostatku, dobrobytu i pieniędzy przede wszystkim.
Najprościej byłoby znać kogoś normalnego. Zwykłego. Ale nie ma opcji poznania kogoś spoza światka w którym się wyrosło. Chociaż ... zaraz, zaraz ...

„V" jak Victor. Super. Znalazłam. Ulżyło mi, kiedy zobaczyłam jego numer. Dobrze, że go zapisałam. Sam mówił, że może mi się kiedyś przydać. To jest właśnie ten dzień.
To właśnie teraz ...

Victor to chłopak, którego poznałam parę lat wstecz. Razem braliśmy udział w przesłuchaniach na Broadway. Poznaliśmy się przez czysty przypadek. I przypadliśmy sobie do gustu. Było w nas coś takiego, że od razu między nami zaiskrzyło. Sympatia z dużą dozą fascynacji erotycznej. Co raczej było dziwne, bo z tego co pamiętałam to Victor był gejem? Na przesłuchaniach spędziliśmy dwa dni i całe bite dwa dni poświęciłam jemu. I pewnie też dlatego nie przeszłam eliminacji, bo po ludzku nie byłam skupiona. Aaaa, w sumie nie żałuję.

Dobra, teraz najważniejsze, aby V odebrał.

Jeden sygnał, drugi sygnał i głos z maszyny komunikujący, że połączenie nie może zostać zrealizowane. Co? Jak to? Kurwa!
Jeszcze raz. I znowu to samo i znowu.

Spojrzałam z wyrzutem na telefon. Oj, wielkie mi co jest dopiero 11 w nocy. Kto o tej porze nie odbiera telefonu, albo co takiego robi, że nie może odebrać. Bo ewidentnie jestem spuszczana ... V, jak cię dopadnę ...

-Za kogo się uważasz, że przeszkadzasz mi w tym co właśnie robię?! Kim jesteś i jak śmiesz?! – ojoj chyba domyślam się co mógł robić, bo sapie w tak charakterystyczny sposób. No nic, ale przynajmniej odebrał ...

-V? Tu Lili – ledwo było mnie słychać

Cisza. Może się zastanawia, próbuje sobie przypomnieć kim jestem?

-Lili – th?? TO TY!!?? – w jego głosie słyszę radość. Prawdziwą, szczerą, po prostu radość

-To ja – uśmiecham się. Teraz już będzie tylko lepiej.

-----

Czekałam na niego jeszcze około 20 minut.
Nie, nie, nie, absolutnie mu nie przeszkodziłam, nic takiego się nie stało i super, że zadzwoniłam, i jak on się strasznie cieszy, i muszę mu wszystko opowiedzieć i tak oczywiście, że zabierze mnie do siebie. Nie ma problemu. I tak, mogę się u niego zatrzymać. Bez problemu, pomoże ... ufff.

-O ja cię ... - zaniemówiłam z wrażenia. Oczy nagle zrobiły mi się duże i okrągłe, szczęka opadła. Zamarłam wpatrując się w zjawiskowego faceta, który podjechał pod drzwi Akademika starym składakiem Shelby Mustang. To był Victor.
Wyglądał jeszcze lepiej niż jak go zapamiętałam.
Miał czarne lekko kręcone włosy, które mierzwił co jakiś czas nadając im artystycznego nieładu. Delikatne kręciołki wpadały mu do ciemnych oczu, którymi łypał spod grzywki. Wysoki, szczupły, ale nie chudy. Na sobie miał krótką kamizelkę bez rękawów, która odsłaniała apetyczny brzuch i ukazywała wcale nie małe bicepsy. Do tego skórzane spodnie z szerokim pasem z klamrą. O rany boskie, co za facet!

Stanął przede mną z tym samym zagadkowym uśmiechem.

-No hej!

-Boże, ale z ciebie hotówa! – nie mogłam się powstrzymać

-Wiem - uśmiech

-Jesteś śliczny!

-No wiem – uśmiech tylko szerszy

-Gdzie się podziewałeś całe moje życie? Chcę tylko ciebie – jęknęłam podrywając się ze schodów i rzucają się prosto w jego ramiona.
Objął mnie mocno i z radością.

-W to akurat wątpię. Pewnie jest ktoś lepszy ode mnie na widok kogo się ślinisz. Ale na razie mogę być twój. I też się cieszę, że cię widzę – śmiał się prosto w moją szyję.

Popchnął mnie w kierunku auta, sam zajmując się moimi torbami.

-Więc dałaś nogę z domu? – cmoknął z niedowierzaniem.
Wzruszyłam ramionami. Czy to aż tak oczywiste? Wsiadałam do samochodu.

-Dobrze więc, na razie jedziemy do mnie. Potem pomyślimy co dalej – 

---------

V mieszkał w mieszkanku. Małym, bo tylko dwupokojowym, ale za to z ogromną łazienką i całkiem sporych rozmiarów aneksem kuchennym i tarasem. Byłam zachwycona, bo było piękne, gustowne i V mieszkał sam. Więc już oczami wyobraźni w drugim pokoju widziałam siebie.
Wniósł moje torby, faktycznie wrzucił do drugiego pokoju i zajął się przygotowywaniem jedzenia w kuchni.

-Bo zakładam, że jadasz?

Uśmiechnęłam się tylko w odpowiedzi. Jego poczynania w kuchni były onieśmielające. Ruszał się między lodówką, blatem a zlewem jakby tańczył. Wykonywał delikatne ruchy i każdy był wyważony i odpowiednio wykorzystany. Każdy był potrzebny.

-Jesteś jak arcydzieło – szeptałam do niego w zachwycie.

A on jedynie się uśmiechał. On po prostu wiedział jaki jest i to co mówiłam, to nie była dla niego żadna nowość.

Pod nos postawił mi jakąś sałatę z orzechami pekan, pieczonego indyka i mandarynki. Pycha. W trakcie jedzenia streściłam mu sytuację w domu. Powód ucieczki i moich problemów. Zdziwiła go kwestia małżeństwa. Nie spodziewał się, że współcześnie, nadal takie metody są praktykowane.
Po zjedzeniu tych pyszności, które nie mam pojęcia dlaczego smakowały lepiej, niż kiedykolwiek jadłam w domu, nastał ten moment. Moment, kiedy moje ciało odmawia posłuszeństwa, głowa zaczyna ciążyć, najedzony brzuch także, a oczy marzą tylko o śnie. Kiedy adrenalina, która towarzyszyła mi przez cały dzień puszcza i zaczynam czuć ogólną słabość. Zasnęłam.

MementoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz