8

2 0 0
                                        


Lili


-V, kochany, ale ty na serio uważasz, że ja dam radę? Że ja się do tego nadaję? – powiedzieć, że byłam przerażona, to jak nie powiedzieć nic. Byłam cholernie przerażona. Byłam strasznie przerażona!

-Lili? Rozmawialiśmy o tym? Wszystko ci opowiedziałem, a tym bardziej wszystko wyjaśniłem. Co jeszcze wzbudza twój niepokój? –

-Szczerze? Wszystko – chyba musiałam wyglądać na przestraszoną, bo V właśnie stanął przede mną. Ujął moje policzki w obie swoje dłonie i leciutko nimi potrząsnął. Widząc mnie w takim wydaniu zaśmiał się ciepło –

-Jesteś rozkoszna. Jak małe, wystraszone dziecko. Ale kochanie, wiesz, że nie jesteś dzieckiem. I to wszystko co ci się przytrafiło, to z tego właśnie powodu. Jesteś dorosła i musisz sama ogarnąć swoje życie. A ja daję ci szansę. Skorzystasz z niej?

Skąd niby miałam wiedzieć.
Propozycja V była owszem kusząca i to bardzo kusząca. Ale ... cholera. Mimo wspomnianych doskonałych zarobków, mimo łatwości pracy ... jednak. Wszystko we mnie krzyczało – NIE! – i ten krzyk był tak głośny i tak wyraźny, że doskonale go słyszałam. A mój rozsądek siedzący gdzieś w poczekalni był chyba pierwszym, który poderwał się i zaczął odmawiać.
Sapnęłam zdenerwowana.

Uwolniłam policzki z dłoni V i podniosłam głowę.
Wpatrywałam się w czerwono różowy szyld z czarnymi wykończeniami. Świecił nad nami i mrugał. Wyglądał jakby się naśmiewał. Ze mnie. Wiem, bo przecież tu chodzi o mnie.

Napis na szyldzie głosił :

„Fluffy Bunny"


i szczerze, nie miał nic wspólnego ani z króliczkiem, ani z puszystością. Aż mną wzdrygnęło.

Na parkingu przed klubem było pusto, co w sumie było normą o tej porze dnia. Z tego co mówił V, dziewczyny przychodziły w ciągu dnia, w zależności od tego co miały do zrobienia. Jeżeli poćwiczyć to wcześniej, jeżeli przygotować kostiumy to na parę godzin przez występem.
Zaś klienci przychodzili wieczorem. Zabawa na całego zaczynała się o około 08.00-09.00 wieczór.

W środku panował półmrok. Było raczej chłodno, i jak wyszeptał V, aby sutki dziewczynom sterczały.
O rany Boskie, to się dzieje naprawdę.
W powietrzu unosił się zapach perfum pomieszanych z dymem papierosowym, alkoholem i jeszcze czymś ... czymś męskim. Nie umiałam tego nazwać, ale ten zapach dział na mnie.

-To zapach seksu – usłyszałam tuż przy swoim uchu.

-To Sam. Sam to Lili. Poznajcie się. To o niej ci opowiadałem- V uśmiechał się szeroko do chłopaka, mężczyzny? stojącego za nami.

Nie umiałam określić jego wieku, ale nawet nie wiem, czemu było to tak bardzo istotne dla mnie.
Był wysoki i duży. Dosłownie duży. Nie gruby, ale na tyle postawny, aby zostać uznanym za dużego. Roztaczał wokół siebie aurę tajemniczości. Było w nim zresztą coś ulotnego, coś czego nie umiałam nazwać. I sprawiał bardzo sympatyczne wrażenie. Kogoś bardzo miłego i ... dobrego?

Jak ktoś taki mógł być właścicielem i prowadzić taki klub tutaj na obrzeżach NY?

-Wiem o czym myślisz- uśmiechnął się do mnie – niezbadane są wyroki pańskie – przeniósł wzrok na V – Więc to jest to twoje odkrycie? Nasza nowa gwiazda? – i znowu patrzył na mnie. Nie na mnie, ale we mnie. W moje oczy.

Nie było to niemiłe. Patrzył przyjacielsko. Jakby po prostu chciał mnie lepiej poznać. Ale nie powierzchownie, tylko po rozmiarach ubrań, ale od wewnątrz. Moje pragnienia, marzenia, co mną steruje, na koniec, co mnie tutaj przywiodło.

MementoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz