6

3 0 0
                                        

I tak. Ta noc była dobra. A wręcz bardzo dobra. Obudziłam się pełna energii i pomysłów na siebie i na swoje życie. I nagle okazało się, że kłopoty dnia poprzedniego schowały się głęboko. No po prostu ich nie było.
Dłuższą chwilę leżałam na materacu. Faktycznie, dostałam do swojej dyspozycji drugi pokoik. Wyglądał trochę jak garderoba, a trochę jak składzik, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że miałam gdzie głowę przyłożyć, nie padało mi na nią i nie było mi zimno. Narzekać będę, jak nie wyjdę z tej niekomfortowej sytuacji.

Stanęłam w drzwiach od pokoju gotowa chwycić byka za rogi.
Ale zobaczenie Victora odebrało mi umiejętność logicznego myślenia.

-Zamknij buzię – śmiał się ze mnie bezczelnie

-Co ja na to poradzę, że ślinię się jak na ciebie patrzę?

-Bo widzisz we mnie mężczyznę. Ja niestety nie mogę o tobie powiedzieć tego samego – śmiał się rozkosznie.

Usiadałam przy wyspie kuchennej stanowiącej naturalną barierę między kuchnią a salonem. Od razu podstawił przede mną kubek z gorącą, słodką kawą. Uwielbiam.

-I czy już coś wymyśliłaś? Czy masz już plan na siebie?

Kiwnęłam głową potakując i siorbiąc drogocenny płyn z kubeczka.

-Potrzebuję mieszkania, ale najpierw pracy. Bo ta da mi pieniądze. To tyle. I to szybko i najlepiej dobrze płatnej bo muszę za prawie 3 tygodnie opłacić pełne czesne w Akademii. Aaaa, jak coś się nie zmieni zacznę panikować –

-Spokojnie. Przecież mówiłaś, że już czujesz się z tym lepiej. Więc po co ten stres? – V był zrelaksowany. Opierał się wdzięcznie jedną ręką o zlew, w drugiej trzymał kubek z kawą. I wyglądał jak milion dolarów. A miał na sobie tylko biały t-shirt i jeansy. Zazdrościłam mu genów.

-Przestań się tak na mnie gapić – teraz brzmiał jakby był oburzony.

-Przepraszam, ale muszę się przyzwyczaić do twojego widoku. A to chyba nigdy się nie stanie. Ty nawet teraz wyglądasz jak super ciacho ... - łaskawie kiwnął głową zgadzając się ze mną. Co za cholera z niego –

-Czy powiesz mi, kogo dokładnie musisz unikać?

Zupełnie nie zrozumiałam pytania.

-No ślub, Pan Mąż. Kto to? 

Kiedy na spokojnie analizowałam przebieg wczorajszej rozmowy dotarło do mnie, że zupełnie nie wiem o kogo tak właściwe darłam koty z ojcem. Nie to, żeby czyjeś imię i nazwisko, coś zmieniało. Bez względu na to kim jest, ile ma lat i jak wygląda – nie chciałabym nadal wyjść za mąż. Nie w ten sposób. Bo gdzie miejsce na miłość?

-Więc możemy zakładać, że każdy w miarę bogaty, dobrze ubrany, z nazwiskiem z pierwszych miejsc Forbesa to twój facet? Cholera, trochę to przerażające. Nawet nie wiesz, czy czekając w Starbuksie na swoją kawę nie będziesz stała zaraz obok niego – ciało V przeszedł dreszcz, jakby owiał go chłód – Ciekawi mnie tylko : skoro ty nie wiesz, to czy on wie? Czy może być tak, że kiedyś niby przez przypadek wpadnie na ciebie, zainicjuje niby przypadkowe spotkanie, potem randkę i prawdę mówiąc i tak i tak cię zdobędzie. Może tak być? –

Kurcze, miał rację. Bo jeżeli wierzyć słowom mojego ojca to ja byłam wyborem tej drugiej strony. Więc zapewne mają wiedzę jaka jestem, jak wyglądam. Zapewne dobrze mnie obejrzeli, przeprowadzili szereg wywiadów na mój temat. I jestem dla nich nadal dobrym wyborem dla syna? Raczej nieee ... potrząsnęłam głową.

-Co jest? – V wpatrywał się we mnie z szerokim uśmiechem

-Właśnie dotarło do mnie, że nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrałby mnie na żonę dla swojego syna. Zakładając, że wiedzą o mnie, zdążyli mnie poznać i dowiedzieć się wielu rzeczy – nadal nie wierzę, że mogłabym być wyborem czyjeś matki. Dobrowolnym i do tego chcianym wyborem –

-Chyba zbyt surowo się oceniasz –

-Chyba nie. Jestem realistką. Kto chciałby tak pyskatą, wredną i upartą istotę? Kto dobrowolnie, nie mając do mnie pozytywnych uczuć, chciałby mieć cokolwiek ze mną wspólnego i znosić te moje wady i przywary? To jak masochizm. To da się przeżyć tylko będąc bardzo zakochanym. Bo miłość jest ślepa, więc ta druga osoba nie widziałaby tego wszystkiego we mnie – ale kiedy to powiedziałam, poczułam jak mocno mnie zabolały moje własne słowa.

Bo nawet, jeżeli jestem taka jak samą siebie widzę i jeżeli nawet przeszkadza mi to, to nic z tym nie zrobię. Nie jestem w stanie się ogarnąć. Powstrzymać tych wybuchów złości. To jak zapalnik. Tkwi we mnie. I wystarczy ledwo iskierka a ja już płonę. Jak szybko się wkurzam? Od „0" do „100"? 0,1 – tak szybko. Kto to zniesie? I upór. Boże, czasami mam ochotę sama sobie natrzaskać za to, jak bardzo jestem uparta. No cholera, ale taka jestem.

Chociaż to dzięki uporowi dałam radę w balecie i tak dużo osiągnęłam. Mówili nie, odradzali, bo stopy mam nie takie, bo jestem za sztywna, bo nie mam w sobie tej gibkości, miękkości. Bo nie umiem układać rąk i mimo ćwiczeń lewa nadal sprawia mi problem. Ale ja się uparłam. I ćwiczyłam, ćwiczyłam tak bardzo. Po tyle godzin dziennie, tak mocno, że krwawiły mi stopy.

Ktoś, kto podejmie ryzyko i będzie mnie chciał to albo totalny głupek, albo obcokrajowiec. Normalny, zdrowy na umyśle facet nie da rady. Który chciałby się tak bardzo ukarać?

Poczułam łzę w kąciku oka. Sprawdziłam, czy V nie patrzy i szybko ją wytarłam.

-A jeżeli chodzi o pracę ... - mówił jakby do mnie, ale stojąc odwrócony plecami ... - to mam pewną propozycję –

Oooo, zaczyna się ciekawie.


Colin

-Więc masz dzisiaj czas? W porze lunchu?

Kurcze, wiedziałem. Wiedziałem, że rozmowa z Davem przyniesie taki właśnie skutek. Nagle oni wszyscy, ci wielcy panowie prezesi, CEO, doktorzy ... nagle dostają głupawki i koniecznie muszą się spotkać, aby obgadać te wszystkie zasłyszane ostatnio newsy. A to podobno kobiety są plotkarami. Czyżby?
Odkąd się znamy, a to już będzie ... z 6-7 lat, zawsze byli tacy sami.
Zerwanie z dziewczyną, rozstanie z kobietą, nieudana randka, zapicie na imprezie i przygodny seks z nie wiadomo kim, niechciana ciąża, niechciana ciąża która okazała się podstępem – zawsze, wszystko było powodem do spotkania. I wszystko należało obgadać. Ustalić. Wyjaśnić. Przewałkować parę razy i znaleźć najlepsze rozwiązanie.

Szczerze. Już trochę mnie męczyły te spotkania. Ich scenariusz był tak przewidywalny. I nużący. No chyba, że spotkanie było na luzie i dotyczyło tylko dobrej zabawy. Wtedy było naprawdę dobrze.

-Ok. Będę w porze lanchu. Widzimy się jak zwykle, u Patsy?

No i co z tego, że narzekam. Przecież wiadomo było, że i tak pójdę na to spotkanie. To w końcu moi kumple. Nie mogę ich zawieść.


MementoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz