12

2 0 0
                                        


-Więc tak. Ekhm ... Szanowny Solenizancie i Drodzy Panowie ... jedziemy do mojego ulubionego przybytku rozkoszy. Znany jest z wyśmienitych Dam, które urodą i świeżością zachwyciły już niejednego. Gdzie przyjeżdża się z zamiarem dobrej zabawy, a wychodzi z potencjalną Panną Młodą. Tak głosi legenda. Może dziś przekonamy się ile jest prawdy w tej przypowiastce –

Dave snuł swoją opowiastkę wywołując wśród zabranych wybuchy śmiechu i owacje na stojąco.
Byliśmy już lekko podpici. Niby droga do klubu nie zajęła nam długo, ale jednak akcja reakcja. Więc parę kolejek już zleciało. Czułem się świetnie. Zrelaksowany, wypoczęty, a przede wszystkim wiedziałem, że wyglądam bardzo dobrze. To musiał być mój wieczór.
Jak nigdy, dzisiaj zapoluję. Zrobię sobie prezent z okazji urodzin. Śliczną striptizerkę. I zaproszę ją do czerwonego pokoju na solo ... hmmm, mam na to ochotę. 

Na parkingu Dave próbował zainicjować jeszcze jedną kolejkę. Tzw. rozchodniaczka. Ale odmówiłem. Wymówiłem się potrzebą świadomości, z kim ten wieczór zakończę. Chcę mieć przynajmniej możliwość wyboru dziewczyny, a nie brania, co wpadnie mi w ręce. Uszanowali moją decyzję.

Staliśmy przed „Fluffy Bunny".
Ruch był spory, wielu chętnych wchodziło do środka. Przy drzwiach stała duża tablica z kolorowym napisem wykonanym kredą zgrabnymi, okrągłymi literami :

„Tylko dziś masz okazję zobaczyć na własne oczy

przepiękną, tajemniczą i niezwykłą

Black Swan.

Tylko dziś, na specjalnych pokazach prywatnych"

Czytałem ten napis nie bardzo rozumiejąc. Znowu to poczułem. Ten dziwny dreszcz. I mimo wypitego alkoholu, w momencie poczułem się trzeźwy. Black Swan – Czarny Łabędź. A tamta była Odettą? Co jest?
Dlaczego ktoś miałby nadawać sobie taki pseudonim? I to właśnie dziś jest ten pokaz. I jeszcze się dowiem, że to pewnie dla nas?

-Aaaa zapomniałem ci powiedzieć. Właściciel jest moim klientem. Nawet nie wiedziałem, że kluby nocne przynoszą takie dochody.
I właśnie dzisiaj dzwoniąc do mnie ze zleceniem na kolejne akcje, zaproponował mi tą nowinkę – Dave wskazał dłonią tablicę z napisem – Podobno ona jeszcze nie tańczyła. To jej pierwszy raz. Ale twierdzi, że jest niesamowita. A jak rezerwowałem dla nas miejsce, zgłosiłem chęć świeżości i czegoś nowego. I wziąłem ją dla ciebie. Zatańczy specjalnie dla ciebie -

Zamarłem zaskoczony. Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie słowa. Jaka była procentowa szansa na taki zbieg okoliczności? Że właśnie ona, że właśnie dziś, że właśnie tu, że właśnie ja ... to się nie dzieje.
Więc mam rozwiązanie. Szansa wynosiła „0". 



Lili

Pokój Marcy, lub jak Sam nazwał „gabinet" okazał się być przytulnym, małym mini mieszkankiem. Maleńki pokoik z szafą, komódką robiąca za toaletkę, mały tapczanik w kącie. Do pokoiku przynależała mini łazienka z prysznicem i toaleta.
Byłam zachwycona. Miałam coś swojego, swoje miejsce. Po raz pierwszy chyba w życiu miałam coś absolutnie swojego. Coś, na co samodzielnie musiałam zapracować. Więc teraz weszłam do środka i przekręciłam klucz w zamku. Oparłam się plecami o drzwi, zamknęłam oczy i głęboko nabrałam powietrza w płuca.
Poczułam się po raz pierwszy w życiu wolna. Po raz pierwszy w życiu.
Do tej pory może życie było milusie. Dokładnie. Jak z bajki o kucykach. Miałam do swojej dyspozycji chyba wszystko co można sobie wymarzyć. Jako młodszej bardziej mi pobłażano, więc pewnie byłam rozpieszczonym bachorem. Ale nie przesadzajmy.

Jednak ciężko pracowałam na swój sukces, a niestety, balet do najlżejszych nie należy. I to co w nim osiągnęłam to tylko dzięki sobie. Tylko i wyłącznie. To moja zasługa. Więc to, że jestem rozpieszczona, to tylko połowa prawdy. Bo balet uczy pokory i cierpliwości. Wytrwałości i odporności. Panuje tutaj tak ostra rywalizacja, tak zażarta ... czasami krew się leje. Dosłownie.
Zdarzają się sytuacje, że jedni modlą się o nieszczęście dla drugich, aby tylko uzyskać główną rolę w planowanym spektaklu. I to naprawdę nic złego. Gorzej, jak ludzie dopuszczają się wykroczeń, aby komuś faktycznie stała się krzywda. Bo i o takich przypadkach słyszałam.
Więc, czy ja faktycznie jestem taka najgorsza?
Nie sądzę.

Ale mimo pozornej krainy szczęśliwości, było tam przede wszystkim mrocznie.
Po śmierci mamy nasze życie stanęło w miejscu. Jakby wszyscy, dosłownie wszyscy w naszej rodzinie i rodzinie dziadka zrobili stop-klatkę.
Przestaliśmy żyć.
Ojciec ze swoim bólem i cierpieniem zamknął się w gabinecie. Firma podupadła, dziadek nie chciał nas znać.
Rose mimo tego że starsza nie dawała rady. To wtedy coś się z nią stało. Stała się buntowniczką. Wykolejeńcem. Przestała reagować na radość tego świata. Jakby pogrążyła się w mroku. I mam wrażenie, że w tym mroku trwa do dnia dzisiejszego. Chociaż czasami wychodzi ze swojego pokoju, aby przejść do kuchni. Robi postępy. 

Zostałam więc sama.
Ze swoimi problemami, kłopotami, zmartwieniami i tęsknotą za mamą. Byłam sama. Zakompleksiona. Na tym niefortunnym etapie rozwoju, kiedy młoda dziewczyna, już prawie kobieta, domaga się uwagi i akceptacji. I każdy, ale to dosłownie każdy jest niebezpieczeństwem. Bo byle dobre słowo, uśmiech czy fałszywy komplement, a to głupie dziewczątko lgnie.
Dokładnie tak było ze mną.

Na Balu Debiutantek miałyśmy nie występować. Ze względu na mamę. Ale właśnie dlatego, że to ona zorganizowała nam wejście na ten Bal, a przyznać trzeba, że ciężko było się tam dostać, właśnie dlatego tata się zmobilizował. Wydał krocie na suknie i przygotowania do balu. Dwoił się i troił, aby tylko zrobić nam przyjemność i wszystko zapewnić. Wszystko, oprócz ... partnerów.

Niestety przyszłyśmy same. Ani ja ani tym bardziej Rose nie miałyśmy osoby towarzyszącej. Przykre, ale cóż począć. Byłyśmy same, we dwie, jak ubogie krewne Kopciuszka wśród księżniczek. I nawet własny ojciec nie mógł poświęcić nam chwili. Po prostu kazał nas wysadzić przed salą balową.

I On tam był.
Wysoki, nieziemsko przystojny. Brunet z najpiękniejszymi oczami w świecie. Czarnymi jak smoła. Z tak przenikliwym spojrzeniem, tak głębokim i nieziemsko seksownym.
Mając ledwie 16 lat doskonale wiedziałam co czuję, kiedy patrzył na mnie. Bo tak, poświęcił mi czas. I to nie była tylko chwila. To trwało dłużej, znacznie dłużej. 

Podobno wpadł tam na prośbę rodziców, którzy byli głównymi organizatorami. Prasa twierdziła, że być może przybył, by rozejrzeć się pośród potencjalnych kandydatek na „narzeczoną". My tak też uważałyśmy. Zaraz wokół niego zaroiło się od panien. Szczebiotały chichocząc, próbowały uwieszać się na nim i zająć go tylko sobą. A on, wysoki i nieziemsko przystojny zaszczycał je tylko spojrzeniem i uśmiechem. Czasami coś powiedział. Nawet nie mogłam się skupić na jego słowach cały czas wpatrując się w jego usta. Przepiękne, cudnie wyrzeźbione. Pełne, czerwone, stworzone do całowania.
Jak ja marzyłam o jego pocałunku. Aby chociaż tylko przytknąć usta do ust. W dziecinnym i trochę naiwnym całusie. To by mi wystarczyło. Tylko tyle chciałam.

I on się mną właśnie zainteresował. Mnie poświęcił najwięcej czasu.
Byłam tak szczęśliwa, tak bardzo. Chciałam przetańczyć z nim całą noc, tylko aby patrzeć w jego oczy i czasami widzieć uśmiech na tych cudownych ustach. I aby obejmowały mnie te szerokie ramiona, bo mimo iż szczupły, ramiona miał szerokie.

Ale nie chciał za bardzo tańczyć. Nie czuł się za dobrze w tańcu, twierdził, że nie był wytrawnym tancerzem. Po latach wiem, że był po prostu pijany. Prędzej bał się, że zwymiotuje, niż nie umiał tańczyć. Ale co taka głupia gęś jak ja wtedy mogła o tym wiedzieć.

Nie miałam pojęcia, czemu właśnie dzisiaj i czemu właśnie teraz wzięło mnie na te wspominki.
Może dlatego, że zaczynam nowy, przerażający, ale i  ekscytujący rozdział mojego życia?

Kto wie?

MementoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz