-Hmmm ... więc ...- Sam ma nieodgadniony wyraz twarzy. Odchylam głowę w jego kierunku próbując wyczytać coś z niego.
Ale nie mogę się skupić. Cały czas mam przed oczami Lili, a raczej Black Swan – tak nazywa się jej alter ego. Magiczna, tajemnicza, nieodgadniona ... rany ... rozkosznie byłoby się w niej zanurzyć.
Kurwa, co ja gadam?!
Podrywam się gwałtownie z siedzenia. Robię parę kroków po pomieszczeniu, jakbym chciał rozchodzić skurcz w nodze. Muszę chwilę odetchnąć, bo muzyka nadal brzmi w moich uszach podnosząc ciśnienie ...
-Co to grało? Jaki utwór?
-Kai – Slidin' –
-Dobrze dobrane nagranie. Prawda Sam? – zwracam się do kumpla.
Sam wpatruje się we mnie. Mocno, co bardzo mi przeszkadza. Bo on wie. Wie już co odpowiedzieć i co myśli o występie.
Sam wie, że właśnie mamy nową gwiazdę.
Byliśmy świadkami narodzin gwiazdy ...
Spogląda na Lili.
-Hmm ... zaczynasz dzisiaj wieczorem. Już mam pierwsze, profesjonalne wystąpienie na prywatnym spotkaniu. Szczęście dla ciebie, bo będzie to grupka młodych, przystojnych facetów. Bogatych, dobrze sytuowanych. I dla solenizanta zatańczysz ten taniec, albo coś innego, jak wolisz. Wierzę, że poradzisz sobie ... -
-Ale jak to, skąd oni wiedzą o mnie?
-Nie wiedzą. Życzyli sobie coś specjalnego. Coś ekstra. I tak też zapłacą. Krocie Lili. Masę kasy za pół godziny tańca. To max.
A twój kostium? To wszystko? –
-Nie, jest jeszcze parę dodatków, które nadadzą całości pikanterii. I skrzydła ...
-Zapewne czarne – uśmiecham się do niej
-Jak u każdego rasowego Czarnego Łabędzia ...
-Oby to wypaliło Lili. Chociaż nie martwię się o ciebie. Bo nawet jeżeli nie dasz rady, albo stremujesz się, to i tak będzie dobrze. Bo jesteś tak magnetyczna, że nie zauważą niedociągnięć.
Zresztą widziałem jak zadziałałaś na V –
-Tak V? Dałam radę? Dałam? – wpatruje się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Są wielkie, wilgotne i niewinne. Ale to teraz. Przed chwilą były pełne seksu i tajemnicy tego, co widziały i co jeszcze mogą zobaczyć ... uff ...
Lekko się odsunąłem, aby nie mogła mnie dotknąć. Bałem się jej dotyku. Bałem się, że wybuchnę.
-Taaaakkk, dałaś radę –
Cieszy ją ta pochwała. Czekała na nią.
-Dobra Lili idź na zaplecze. Tam znajdziesz kogoś z obsługi, powiedz, że ja cię przysyłam i niech dadzą ci pokój Marcy. Od dzisiaj to będzie twój gabinet – Sam uśmiechnął się do niej szczerze. Lili podniosła się z kanapy, uściskała Sama, próbowała mnie, ale rękoma zablokowałem jej ekscytację. Wzruszyła ramionami i weszła za kotarę.
Jak tylko zniknęła mi z oczu, podszedłem szybko do Sama.
-Daj mi jej pilnować – poprosiłem kumpla
-Po co? Nic się przecież nie stanie
-Daj mi. Muszę to zrobić
-Victor? Wszystko w porządku? Co się dzieje?
-Nie wiem, ale będę spokojniejszy, gdy będę ją miał na oku.
Sam przyglądał mi się chwilę w milczeniu. Znał mnie. Znał mnie doskonale. Pracowaliśmy wspólnie od wielu lat. A dawno, dawno temu mieliśmy nawet krótki incydent miłosny. To wszystko nie zmieniło faktu, że byliśmy nadal najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami.
I że znał mnie tak dobrze, jak nikt.
Ale w tej chwili nie komentował tej sytuacji. Nie drążył. I dobrze. Bo wolałbym nie rozmawiać na tematy, które są mi obce i nieznane.
Bo co miałbym powiedzieć? Że przez ten moment, tą chwilę napięcia jakie powstało między nami coś poczułem. Coś, co spowodowało we mnie pragnienie. Pragnienie seksualne. Więc chodzi mi o bliskość, ciepło, wrażliwość drugiej osoby. Kobiety?
Kurwa.
Tupnąłem gwałtownie nogą jakby chcąc zaakcentować swoją bezradność i rozdarcie. Dłonią przeczesałem roztrzepane włosy, które niekontrolowane powpadały mi do oczu. Sapnąłem podenerwowany. Jestem tak bardzo rozbity. Nie rozumiem tego i nie umiem sobie z tym poradzić.
Jestem gejem!
Colin
To właśnie dziś. To ten dzień.
Od rana czułem przyjemne mrowienie w mięśniach. Jakby całe moje ciało wiedziało, że stanie się coś cudownego.
Nie dziwię się. Ostatni seks był z panią dekorator a to było ... nie pamiętam ... miesiąc temu. O zgrozo! I ja się jeszcze nie pochorowałem?
Chociaż nie o pochorowanie powinienem się martwić. Mnie seks dobrze robi na inteligencję. Wyostrza mi się umysł, logika. Nagle robię się światłym mędrcem. A wystarczy tylko pociupciać.
Kiedy stałem przed garderobą próbując wybrać strój na dzisiejszy wieczór, zdążyłem jeszcze przeanalizować moje dotychczasowe podboje. Nie było ich w sumie aż tak dużo. Zmieściłyby się na obu rękach.
Nie jestem typem na jedną noc. To znaczy i jestem i nie jestem. No dobrze, inaczej.
Nie każda przygoda kończy się w moim przypadku seksem.
Kobieta musi mnie zaintrygować. Zainteresować. Musi mieć w sobie coś, co mnie przyciągnie. To jak z kobietami, które twierdzą, że w mężczyźnie pociągają ją nie szerokie ramiona, wąska talia czy zgrabna pupa a mózg.
Wiem, inteligencja jest seksi i niezbędna, ale u potencjalnego partnera na całe życie. Żeby na starość siąść przy kominku z pomarszczoną, ale bardzo ciekawą, inteligentną i zabawną partnerką a nie pomarszczonym pustakiem.
Więc jestem raczej wybredny.
Rzadko kiedy na imprezach prowokuję zbliżenia. Najczęściej te kończą się jakimś związkiem, krótszym lub dłuższym. Więc staram się ich unikać. Bo wiadomo, alkohol, albo inne używki, obcy ludzie, obce miejsce – to zmienia postrzeganie. I można się makabrycznie pomylić w ocenie ... oj tak, zdarzyło się.
A już nigdy, przenigdy nie przyprowadzam obcych kobiet do siebie. Nie i jeszcze raz nie. Do mojego prywatnego łóżka zaproszę tylko tę jedyną. Wymarzoną. Taka może wejść nawet w ubłoconych trampkach w moją satynową pościel. Byle była moja. I kochała mnie. Tego chcę. Chcę być kochany przez nią.
Na łóżko rzuciłem wilgotny ręcznik zdjęty z siebie. Bokserki, wełniane spodnie od garnituru. Miękkie i przyjemnie gładkie w dotyku. Ale to za chwilę, najpierw włosy i twarz.
Przez parę lat tworzenia swojego wizerunku nauczyłem się jak się sobą zająć i jak się obsługiwać, aby moje ciało i twarz przynosiły mi korzyści. Więc suszarka i grzebień z szerokimi zębami. Układanie włosów w czasie suszenia, aby uzyskać efekt artystycznego nieładu. Ok.
Na twarz tonik, potem delikatne kwasy odżywcze, poprawiające koloryt i kondycję skóry. Na koniec krem matujący. Moja skóra właśnie podziękowała. Słyszałem to.
Dobrze, teraz mogę się finalnie ubrać.
Czarna gładka koszula do spodni i mokasyny na gołe stopy. Naturalna skóra. Uwielbiam te buty.
No ok, jestem trochę próżny. Ale z ręką na sercu, kto by nie był, gdyby miał nieograniczone środki i mógł pozwolić sobie na luksu i komfort? Zapewniam was, że każdy.
Na koniec drogi zegarek, mały portfel w tylną kieszeń, telefon.
I okulary. W czarnej oprawie. Dzisiaj daruję sobie kontakty, muszę dać oczom trochę odpocząć.
Punkt 20.00. Jestem gotowy.
Jeszcze dobrze nie zszedłem na dół, a już będąc w połowie schodów słyszałem dzikie wrzaski dochodzące z podjazdu. Uśmiechnąłem się, wiedząc doskonale, że to właśnie ekipa moich ludzi podjechała po mnie, zgodnie z umową.
W hollu przed drzwiami powitali mnie, a raczej żegnali rodzice.
-Baw się dobrze skarbie – mama była słodka do bólu zębów
-Nie zrób jakiejś głupoty – tata groził mi palcem. Czułem, że chciał mi przypomnieć, że mam być nieskalany z powodu mojego zbliżającego się ślubu. Spojrzałem na niego z pobłażliwością. Moje myśli mówiły coś wręcz przeciwnego niż usta –
-Nie zrobię tato. Będę jak zwykle przyzwoity. Jak zwykle –
Pożegnalne szybkie całusy i już jestem za drzwiami.
Szybko zbiegam po schodach i za chwilę prawie szczupakiem nurkuję w otwartych drzwiach długaśnej limuzyny i wpadam na tylne siedzenie. Za mną zatrzaskują się drzwi a w środku roznosi się wycie wydobywające się z 5 męskich gardeł.
-Uuuuuuuu-rodziny Colina!!!!! – na szczęście limo rusza z piskiem opon, bo wrzask jest ogłuszający.
Potem dwa szybkie na rozgrzewkę i jazda w kierunku klubu.
CZYTASZ
Memento
RomanceOna i On ... historia stara jak świat. Ale w tej wersji ... czyste szaleństwo i pieniądze za taniec ...
