To był okrutnie wyczerpujący i męczący tydzień.
Nigdy, nawet ćwicząc tyle lat balet nie zdawałam sobie sprawy, jak to może wykańczać. Presja, stres. Wiem, wiem, to tak jak w balecie. Ale właśnie nie. W balecie wszystko jest wykalkulowane, wyliczone. Balet jest jak matematyka. Wynik jest jeden. I nie może być pomyłki. Wiadomo czego się spodziewać. Tu może zawieść tylko jedynie człowiek – baletnica.
Dlatego balet jest tak łatwy dla mnie do ogarnięcia. Jeżeli coś nie pasuje to trzeba ćwiczyć dalej. Aż do skutku. I co z tego wychodzi? Wiadomo. Nie ma zaskoczenia. Precyzja, doskonałość.
W przypadku tego tańca ... co to właściwie jest. Taniec erotyczny? Czyli, jaki właściwie?
Obejrzałam parę filmów, parę programów i masę teledysków. Już mam pojęcie. V twierdzi, że dam sobie radę bez problemu, bo już mam doświadczenie. Może tak, ale w balecie nie wykorzystuje się tak kobiecych walorów jak tutaj. Przez balet prawie zapomniałam, że kobieta ma piersi, biodra, ciało i skórę, która jest tak wrażliwa na dotyk. Nagle zorientowałam się, jak przyjemnym może być dotyk ciała o ciało ... bo V tak dobrze dotyka ... tak przyjemnie.
To on wytłumaczył mi do czego są potrzebne biodra, pupa, piersi i jak je wykorzystać dla swoich potrzeb, jak z nich korzystać. Hmm, mają aż tyle zastosowań?
To on podpowiedział mi ćwiczenia w wannie, kiedy jestem rozluźniona, zrelaksowana, a gorąca woda opływa moje ciało. Zasugerował, abym nauczyła się czuć siebie, dotykając swojej skóry, po całej jej powierzchni wodząc palcami. Delikatnie, samymi opuszkami. W pianie. Boże, to było tak sensualne. Dla mnie ten dotyk był podniecający, więc jaki musiał być dla pożądającego mężczyzny?
I właśnie ręce. Dokładnie dłonie. To jak nimi można dotykać, pieścić, wodzić, gładzić ... ekhm ... nie spodziewałam się. W balecie ręce to najczęściej skrzydła albo wyraz rozpaczy i dramatyzmu.
Oooo skrzydła! Mam pewną myśl.
Zakomunikowałam Victorowi, że chyba znalazłam pomysł na swoją stylizację. Na kostium, jeżeli bieliznę i parę zbędnych akcesoriów można nazwać kostiumem.
Czekał na mnie w pokoju. Coś tam komentował, śmiał się do siebie, i rzucał w stronę drzwi od mojego pokoju głupkowate żarciki. A ja się denerwowałam. Czy to co sobie postanowiłam wypali? Czy osiągnę ten efekt, jaki sobie zamierzyłam?
-Wychodzę –
-No dawaj. Nie mam całego dnia. A ty nie masz czasu. Jeżeli nawalisz, to nie będzie jak poprawić, więc ... - zamilkł. Zaniemówił.
Bo w drzwiach zobaczył mnie. A właściwie Black Swan ... moje klubowe alter ego.
-Kurwa!... Lili –th ... wow! - V złapał się za głowę
To chyba oznaczało akceptację. Mogliśmy jechać na pokaz do Sama.
Byłam gotowa.
Colin
Nie mogłem się skupić.
Cały wieczór byłem jakiś rozbity i lekko nieogarnięty. Zdawałem sobie sprawę, że ta sytuacja z przejścia tak mną tyrpnęła, tylko za cholerę nie miałem pojęcia dlaczego. Co takiego właściwie się stało? Co to kurwa miało być?
Leżałem wyciągnięty na materacu. U „siebie". Czyli tymczasowo w moim starym pokoju. Poczułem się jakby znów miał 15-16 lat. Kiedy marzyłem o tym, aby być dorosły i mieć masę dziewczyn i ten czar, który umożliwia wyrwanie każdej panny.
Tylko, że u mnie ten czar, ta magia bardzo długo się rodziły. Jeszcze w szkole średniej byłem typowym lamusem. Nerdem. Interesowały mnie dziewczyny, owszem, przecież to zupełnie normalne i zdrowe, szkoda tylko, że ja ich nie ... no, ale tak jakoś się zadziało w moim życiu.
Nie byłem popularny. Zawsze byłem gdzieś z boku. Brzydki – nie koniecznie. Może raczej bez wyrazu i charakteru. No i oczywiście, bez stylu. Nie miałem go po prostu.
Tak jak próbowałem naśladować innych chłopaków, tak szybko przestawałem. Zawsze czułem się z tym źle. Jak nie ja. Jak ktoś obcy. I zarzucałem pomysły na próby zostania kimś innym.
Gdybym wtedy wiedział, że wystarczyło obciąć włosy i iść na siłownię ... pewnie zrobiłbym to dużo wcześniej.
Aaaa i jeszcze najważniejsze. Pewność siebie. Ta też przyszła do mnie z czasem. Wcześniej ją miałem, jak wypiłem kilka głębszych. Na odwagę.
I robiłem z siebie wtedy najczęściej totalnego pajaca. Z czasem dorosłem, zmądrzałem ... chociaż trochę, i pewność ujawniła się sama. Jakby stała cały czas za mną i w pewnym momencie stuknęła mnie w ramię mówiąc do mnie „a ku ku".
'Trochę długo na ciebie czekałem'
'Aaa bo mi się nie spieszyło' – mniej więcej taki dialog mam z nią w głowie.
I te nieszczęsne baletnice.
Co z nimi kurwa jest nie tak?
Uniosłem się na łokciach z zamiarem podniesienie się, ale zrezygnowałem. Za dużo zachodu.
Baletnice prześladowały mnie od zawsze. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale ... jak nie baletnice to cokolwiek związanego z baletem. O, dla przykładu – nawet budynek mojego banku stoi na wprost Akademii Baletowej. Przypadek? Nie sądzę.
Bo jak inaczej wytłumaczyć takie sytuacje jak dzisiaj. A tak już mi się zdarzało, dlatego doskonale wiem jak to nazwać i jak to odczuwam.
Wniosek : baletnice są dla mnie jak memento ... tylko nie do końca ogarniam memento czego? Ehm ... westchnąłem ciężko.
A tak, koperta od Dave ...
Sięgnąłem po nią. Rozłożyłem i wysypałem zawartość na materac obok siebie.
Jakieś zdjęcia, zapiski, notatki na karteczkach przylepnych i jedna kartka z drobnym pismem Dave i jakimiś wytycznymi.
Ok. Po kolei.
Zdjęcia. Dziewczyn z rodzicami. Ale podobne do tych co widziałem w sieci. Znam je, więc one zupełnie nic mi nie dają. Nie wiem, czemu Dave właśnie te zdjęcia mi podał. Dobra.
Dalej ... sami rodzice, ojciec, matka ...
Wydruk z gazety. Artykuł o rodzinie.
Aaaa więc tak to z nimi było – ślub z wielkiej miłości wbrew rodzicom. On biedny, ona bogaczka. No proszę. Szkoda chłopa, bo pewnie cały czas się użera z teściem. Nie darował mu do dnia dzisiejszego uwiedzenia ukochanej córki na którą pewnie miał plan.
No i miałem rację. Nawet w wywiadzie to głośno zakomunikował. Nie mógł sobie darować i publicznie oczernił chłopaka. Ale świnia ... dałbym mu w zęby.
Śmierć ... czyja?
„tragicznie zmarła ... w wieku 35 lat ... rak ... matka i żona ... córka. Pogrążeni w żalu ... „
Czyli to wtedy, kiedy dziewczyny miały około 15 lat? Mniej więcej. I wtedy też nie ma ich zdjęć zamieszczanych w internecie. Żadnych artykułów. Żadnych informacji. Cisza.
Matka umarła a wraz z nią cała rodzina?
Straszne.
Co jeszcze?
Starsza miała kiedyś Twettera ... ale bardzo dawno temu. Dosłownie parę postów pod jeszcze danymi swoimi, jako Rose ... i chyba Facebooka ... albo to tylko podejrzenie Dave.
Tak, na karteczce zapisał, że ten trop musi dokładnie sam sprawdzić, ale potrzebuje na to czasu.
Ok, nowsze artykuły dotyczące powrotu starego i firmy na rynek ... ale nic o córkach. Pusto, pusto ...
„Colin, to już musisz sprawdzić sam. Znalazłem to przez zupełny przypadek. Może zbieg okoliczności, a może to jest jakiś trop.
Ten profil jakieś 4 lata temu śledził cię bardzo aktywnie na Instagramie. Dosłownie wszystko co wstawiałeś było od razu lajkowane i lubione. Wszystko. Każda twoja relacja i live. I tak trwało to przez około rok, może 1,5 roku. Ale zobacz to sam. Szukam dalej. D."
Ok. ok ... rozumiem. Chyba. Zobaczmy.
CZYTASZ
Memento
RomanceOna i On ... historia stara jak świat. Ale w tej wersji ... czyste szaleństwo i pieniądze za taniec ...
