Spojrzałam teraz uważnie w lustro.
Byłam prawie gotowa. Ale tylko prawie.
Dzięki pomocy dziewczyn z klubu, które zainteresowały się moim przybyciem, moja skóra stała się gładka i aksamitna. Jeszcze nigdy nie robiłam tak kompleksowej pielęgnacji, jak właśnie dziś. Uprzedziły mnie, abym na przyszłość robiła to częściej i zawczasu. Nie na ostatnią chwilę. Ale i tak uważam, że dziewczyny wykonały świetną robotę.
Natarły mnie pachnącymi olejkami i brokatem. Kurcze, świeciłam się jak bombka w grudniu. Kiedy ujrzałam swoje odbicie w lustrze śmiałam się do łez. Uprzedziły, że efekt i tak jest krótkotrwały, bo brokat szybko się obsypuje. Zostaje po nim na skórze tylko „wspomnienie".
Z bielizną nie miałam problemu. Akurat ładnej i drogiej nigdy mi nie brakowało. Więc i stanik i figi były z najwyższej jakości koronki francuskiej. O kurcze. Jestem seksi.
Moje długie, jasne włosy zaczesałam gładko do tyłu związując w ciasnego koczka na karku, dodatkowo nakładając na nie warstwę żelu, aby były idealnie wygładzone. Problem stanowił makijaż, ale i z tym sobie poradziłam.
Na twarz miałam założyć maskę. Srebrną, z delikatnych, misternie splecionych ze sobą drucików. Ażurowa, lekka ... urocza dekoracja. Więc nie musiałam wymyślać makijażu, aby osiągnąć piorunujący efekt. Jedynie oczy musiały być wyraźne i mocne. Jako Black Swan miałam być prawie demoniczna i taki też był makijaż. Czerń, biel, odrobinę srebra. Długie rzęsy. I mocno czerwone usta. Seksownie.
Kiedy zakładałam pointy i właśnie zamierzałam je wiązać usłyszałam pukanie do drzwi.
Za nimi stał Victor.
Rzucił na mnie uważne, kontrolne spojrzenie.
-Gotowa?
-Jeszcze chwilkę, kończę –
Staliśmy w drzwiach. W milczeniu, przyglądaliśmy się sobie. Ja nie miałam na to czasu, a on wyglądał na mocno niezdecydowanego.
-V, bo ja muszę ...
-Wiem. Przepraszam, ale chciałem ci tyko powiedzieć, że ja tam będę. Chciałem abyś wiedziała. Że gdyby coś się działo, coś było nie tak, ja tam będę. Będę cię pilnował –
Czy mi się wydawało, czy V wyglądał właśnie w tej chwili na zakłopotanego? Nie byłam pewna, a jego twarz nie wyrażała za wielu emocji. Wręcz starał się je ukrywać.
-Dziękuję- tyle przynajmniej. Chwilę jeszcze stał, na koniec kiwnął głową, wiedząc, że muszę się szykować. Wycofał się zgrabnie i zniknął za zakrętem korytarza.
Pointy, maska. Mam. Na bieliznę założyłam cieniuteńką narzutkę z czarnego tiulu. Prawie mgiełka. Zasłaniała, lub raczej przykrywała bieliznę, pozostawiając dużo miejsca dla wyobraźni. Przylegała na piersiach jak gorset, na wysokości ud tworząc spódniczkę. Wiązanie w pasie, miało ułatwić ewentualne zdjęcie szmatki.
Zostały jeszcze skrzydła.
Z dekoratorni teatru, w którym występowaliśmy jako uczniowie Akademii dostałam nieużywane już, lekko uszkodzone, ale jeszcze w świetnym stanie czarne skrzydła. Odnowiłam, naprawiłam i wymyśliłam, w jaki sposób je ubierać.
Delikatnie wiązałam je na szyi, w połowie ich długości wkładając dłonie we wstążkowe uchwyty od spodu. Na pewnym etapie tańca po prostu zsunę je z siebie, aby nie przeszkadzały w dalszych akrobacjach. Były duże, szerokie i rozłożyste, ale zadziwiająco lekkie, więc nie będą problemem w tańcu. Stałam przez chwilę oceniając efekt końcowy.
Byłam ogromnie zadowolona.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Dotarło do mnie, że nie rozpoznaję tej dziewczyny. To chyba faktycznie musi być moje alter ego. Albo rozdwojenie jaźni. Zaśmiałam się złowrogo.
Szybki rzut oka na zegar. Najwyższy czas. Już czekają.
Zacisnęłam mocno pięści, później powieki
„Połamania nóg Lili" – dodałam sobie odwagi i ruszyłam w kierunku prywatnej sali nr 3.
Colin
-Więc to wszystko dla nas Panowie? – nie mogłem się nadziwić. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz mieliśmy tak bogato urządzone urodziny. Wprowadzono nas prywatnym korytarzem, od strony zaplecza. Mijaliśmy szereg drzwi i tylko mojej wyobraźni pozostawiłem ujawnienie ich sekretów. A byłem już tak nakręcony, że zaczynałem widzieć nawet rzeczy, których nie było.
Byłem niemal pewny, że nawet minęliśmy drzwi z szyldem Black Swan. Oczy mi się zaświeciły. Miałem ochotę odłączyć się od grupy i zakraść do jej pokoju. Moja ciekawość aż mnie rozsadzała.
Ale udawałem, że nie robi to na mnie wrażenia i szedłem za właścicielem prowadzącym nas do sali nr 3.
-Mógłbym tu zamieszkać - Lucas miał rozmarzony wyraz twarzy. On tak jak ja stawiał na przeżycia i emocje związane z pobytem w takich przybytkach. Ale wiedziałem doskonale, że jak i ja liczył, że może już niedługo spotka kogoś, z kim mógłby ułożyć sobie życie. Marzył o kochanej osobie. Wszyscy zbliżaliśmy się do 30-tki, a jednak życie singla to nie tylko róż i bąbelki. To także ciernie i sól na rany ...
Sala do której nas wprowadzono była o dziwo czarna. Oświetlona blaskiem lampek, które dawały ciepły blask, przypominający światło świec. Było kameralnie i intymnie. Robiło to mocne wrażenie. Jedynie w centralnym miejscu, na podest z rurą padało mocne, punktowe, żółte światło.
Pod ścianą stały stoły zastawione wszelkim dobrem. Ok, właściciel został dobrze poinstruowany o celu naszego przybycia. Alkohole, zimne napoje, szampan. Kubełki z lodem, przekąski, zimna płyta. Coś z grilla, pewnie mięso na zimno. Zatarłem dłonie, ciesząc się na to co jeszcze się zdarzy.
-Panowie – Zdrowie Colina – Dave rozdawał właśnie szklanki z drinkami, które serwował nam stojący niedaleko barman. Czyli jeszcze była obsługa. No rewelacja. Szybki przechył i zawartość szklanki zimnym strumieniem wlała się do gardła, by po chwili palić gorącem przełyk.
-Kurwa dobre – jęknąłem zadowolony sięgając po kawałek grillowanego mięsa. Było pyszne, pikantne, soczyste ... jestem mężczyzną. Alkohol, mięso i .... kobiety. Niczego więcej nie potrzebuję do szczęścia.
Czuliśmy się dość swobodnie. Śmialiśmy się głośno, jeszcze zdążyliśmy wypić po jednym drinku zanim zasiedliśmy na olbrzymich, skórzanych kanapach. Gwar, rozmowy, śmiechy ... i gaśnie światło na środku sceny. Nastaje przyjemny półmrok. A w nas budzi się ciekawość. Wreszcie zaczyna się coś dziać. Wreszcie ...
-Który z was jest solenizantem? – jej głos ciepły, dźwięczny, miły dla ucha przeciął ciszę. To na mnie podziałało. Zacząłem wyobrażać sobie twarz a potem ciało, które pasowałoby do tego głosu. W mojej wyobraźni było całkiem miłe dla oka.
Czekała cierpliwie. No w sumie ona ma czas jest w pracy.
Między żartami chłopaków, ich burczącymi głosami nakazującymi jej pokazanie się, przebiłem się
-Ja –
-Unieś dłoń albo pokaż mi się, aby wiedziała na kim mam się skupić szczególnie –
-Szczególnie? – kurcze, ruszało mnie to, a było tak niepozorne
-Kto jest dzisiaj dla mnie najważniejszy. Jestem tu przecież dla ciebie –
Jest tu dla mnie, jest tu dla mnie ... to brzmiało jak zaklęcie. Uśmiechnąłem się delikatnie. Nagle byliśmy tylko we dwoje. Ja, stojący w nikłym świetle lampek i ona, gdzieś w tych ciemnościach. Mój Czarny Łabędź ... moje memento?
CZYTASZ
Memento
RomanceOna i On ... historia stara jak świat. Ale w tej wersji ... czyste szaleństwo i pieniądze za taniec ...
