V

222 22 9
                                        

Jongin.
Kolejny raz puszczam ten sam kawałek muzyki i próbuję wykonać kilka nieskomplikowanych ruchów. Tak, żeby wszystko wyglądało dobrze, ale wcale tak nie wychodzi. W końcu wyłączam urządzenie, starając się opanować wściekłość, która już zakaziła moją krew. To też mi się nie udaje. Wziąłem krzesło stojące obok i z impetem rzuciłem je na drugi koniec sali, krzycząc przy tym kilka przekleństw. Mam wrażenie jakby nogi były odłączone od reszty ciała, nie były mi posłuszne. Upadłem na kolana, chowając twarz w dłoniach. Złość, żal, bezradność i niespełniona miłość stworzyły mieszaknę, której nie potrafiłem zrozumieć. Robi ze mną coś, nad czym nie mogę zapanować. Męczę się z tym, niczym z chorobą. Tak też się czuję. Chory. Jakby coś nadprzyrodzonego zabrało mi, któryś z narządów, a ja walczę z tym, próbując przetrwać.
Minęły dwa tygodnie odkąd go nie ma, a ja coraz bardziej nie potrafię sobie z tym poradzić.

Sehun.

Każdy kolejny dzień wyglądał podobnie. Nauka, dom i wyjście gdzieś na miasto albo siedzenie w domu. Właśnie, szkoła. To miejsce nie dawało mi żadnej radości czy satysfakcji, jak w Seulu. Tam byli przyjaciele, znajomi, mniej lub bardziej wyluzowani nauczyciele, ta niepowtarzalna atmosfera. A tutaj nie czuję nic. Laski szepczą coś po kontach, kiedy jestem w pobliżu, a faceci nie zwracają uwagi. Jednej już musiałem złamać serce, odmawiając pójścia razem na jakiś tam mecz. Jedyne co mnie zaskoczyło to fakt, że do klasy, w której jestem, chodzi Dougie. Chłopak z szatni, który zagadnął do mnie perwszego dnia. Mogę stwierdzić, że nawet się polubiliśmy. Przynajmniej nie byłem tu kompletnie sam, bo Dave nie odezwał się od ostatniego spotkania. Mimo że nawet miałem ochotę się spotkać, to nie potrafiłem się odezwać pierwszy. Tyle razy miałem telefon w ręce i zawsze rezygnowałem. Wydawało mi się, że moje wiadomości czy słowa będą zbyt banalne. Doszedłem do wniosku, że brunet ma pewnego rodzaju klasę, ale nie taką zwyczajną, tylko taką swoją, prywatną, jakby własnego autorstwa. Dopiero teraz poczułem coś w stylu respektu. Jest starszy, bardziej doświadczony. Zrezygnowałem i postanowiłem nie zawracać sobie tym tematem głowy. Tak samo wiele razy chciałem napisać do któregoś z chłopaków, ale w ostatniej chwili kasowałem wiadomość. Nie jesteśmy jeszcze na to gotowi, wiem o tym. Ale to ja mam problem z mijającym czasem. Jestem tu dopiero czternaście dni, a czuję się jakby minęły wieki.
Prosto po szkole poszedłem do biura taty. Już utarłem sobie znajome ścieżki w konkretne miejsca, więc nie miałem z tym problemu. Lubi, kiedy odwiedzam go podczas przerwy.
Kroczyłem spokojnym krokiem, nie zwracając uwagi na spieszących się dookoła ludzi. Pogoda zaczynała się psuć i zbierało się na deszcz. Od kilku dni temperatura przekraczała poziom zera. Było szaro i wszystko wyglądało beznadziejnie. Ja czułem się nijak. Niby pojawiła się wesoła duszyczka Dougie'ego, ale i tak nie byli to moi przyjaciele. Muszę dojrzeć do świadomości, że nigdy nie będę miał ich przy sobie na stałe. No chyba, że zdarzy się cud i wszyscy pójdą w moje ślady. Już w to uwierzę.
Zaczęło padać. Łzy chmur lały się z nieba. Postawiłem kołnierz płaszcza, przyspieszając kroku. Mijałem księgarnie, sklepy i kawiarnie. Wtedy ktoś szybko do mnie podbiegł, rozkładając nad nami parasol. Wybił mnie tym z rytmu myśli. Spojrzałem na elegancko ubranego Dave'a.
-Witaj. Jak miło cię widzieć.-uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, dorównując mi kroku.
-Ciebie też.- odwzajemniłem gest, bo mimo wszystko ucieszyłem się na jego widok.
-Znowu bez parasola? Zadbaj bardziej o siebie, co?- spojrzał na mnie wzrokiem czujnego rodzica.
-Jakbym miał głowę do tego, żeby zabrać ze sobą kilka dodatkowych rzeczy...- westchnąłem, kuląc się pod wpływem wiatru.
-Nie skończyłeś jeszcze pojedynku ze swoimi myślami?- zapytał, patrząc na mnie jakby zatroskany. Posłałen jedno spojrzenie, a on wiedział już praktycznie wszystko.
-Jeśli masz wolny wieczór, to przyjedź do mnie na kolację, hm? -Jasne, jeśli mi nic nie wypadnie. Tylko zostaw mi dokładny adres.- w zasadzie sam nie wiedziałem, co będę dzisiaj robił. W moim przypadku możliwe jest praktycznie wszystko, jednak spotkanie postawiłem najwyżej.
-Wyślę ci smsem. A teraz gdzie idziesz? Odprowadzę cię, żebyś nie chodził po deszczu bez parasola.
-Do biura taty, to już niedaleko.- odparłem, czując, że Dave zatroszczył się o mnie w subtelny sposób. To było bardzo miłe uczucie, którego brakowało mi od przyjazdu tutaj. To w pewnym stopniu sprawiło, że trochę lepiej się poczułem. To może głupie, że biorę do siebie takie nieistotne szczegóły, ale gdyby się nad nimi zastanowić...
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o naszej codzienności. Brunet o swojej pracy, ja trochę o szkole. Nic szczególnego. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod szklanym budynkiem, na co Dave westchnął, patrząc na mnie uważnie.
-Uśmiechnij się albo przynajmniej nie miej tak przygnębionej miny.- poprawił kosmyk moich włosów, a ja patrzyłem na niego bez żadnego zakłopotania.
-Postaram się.-kącik moich ust drgnął ku górze, co nie uszło uwadze starszego.
-Tak zdecydowanie lepiej.- posłał mi przyjemny uśmiech.-W takim razie do zobaczenia.-rzucił po czym ruszył w swoją stronę.
-Do zobaczenia.- odpowiedziałem szybko, po czym ruszyłem do budynku. Tam przywitałem się z recepcjonistką, po czym skierowałem swoje kroki do windy. Tata wraz ze swoim przyjacielem urzędowali na drugim piętrze. Mieli jeszcze jakiś pomocników i sekretarki. Ja też miałem zająć jedno z tych miejsc.
Zapukałem do biura taty, po czym wszedłem słysząc spokojne "proszę".
-Cześć tato, jak dzień?- zapytałem, ściągając płaszcz, po czym zająłem miejsce na skórzanej kanapie.
-Wyjątkowo spokojnie. A tobie?- włączył ekspres, czekając aż smakowita ciecz wypełni filiżankę.
-Całkiem dobrze, cieszę się, że już piątek.
-Ja też, choć i tak zabiorę sporo papierków do domu. Laboranci znów pracują nad nowym składnikiem, istny horror.- westchnął siadając obok mnie.- Widziałem, że odprowadził cię jakiś mężczyzna.
-Tak, to Dave, poznaliśmy się w jakimś lokalu.- szybko potwierdziłem, nie chcąc dłużej ciągnąć tego tematu, ale tata zdecydowanie się nim zainteresował.
-Jest dużo starszy?
-Ma trzydzieści jeden lat.- odparłem biorąc łyk kawy.
-Mimo to dobrze się dogadujecie?- ciągnął dalej, a ja wiedziałem, że będzie wysuwał zbyt pochopne wnioski.
-Tak, ale podkreślam, że to tylko znajomy. Nie musisz się martwić. A tak poza tym chciałbym z tobą porozmawiać na temat mojej pracy.
-Rozumiem. Oczywiście, zamieniam się w słuch.- usiadł wygodniej, patrząc na mnie uważnie.
-Po skończeniu szkoły od razu chciałbym zacząć wdrażanie się w to biurowe życie, czy to jest możliwe?-zapytałem, mając nadzieję, że się zgodzi. Chciałbym już zacząć prawdziwe, dorosłe i odpowiedzialne życie.
-Nie chciałbyś kontynuować nauki?
-Szkoła, do której teraz chodzę gwarantuje mi wykształcenie, z którym mogę starać się już o pracę. Chciałbym to wykorzystać.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Skoro taka jest twoja decyzja to nie widzę przeciwwskazań, ale synu mamy jeszcze trochę czasu do ukończenia szkoły, prawda?- uśmiechnął się, odkładając filiżankę.
-No tak.- potwierdziłem, będąc zadowolonym z przebiegu naszego spotkania. To trochę podniosło mnie na duchu.
-Więc ucz się, korzystaj z życia, baw się.- tata uśmiechnął się, podając mi niewielką karteczkę.-Proszę, zrób w drodze do domu zakupy. Jihyun do nas wpadnie na kilka dni.
-Jasne. W takim razie będę się zbierał. Pa, tato.- rzuciłem przelotny uśmiech, ubierając płasz, po czym wyszedłem zdecydowanym krokiem z biura. Pogoda zdążyła się poprawić, więc skierowałem kroki do sklepu, który mijałem wcześniej, po czym wsiadłem w taksówkę i wróciłem do domu.
Zrobiłem sobie herbatę, po czym zniosłem laptopa do salonu i rozłożyłem się na kanapie. Od czasu do czasu trzeba sprawdzić, co dzieje się w wielkim świecie. Zaraz po uruchomieniu, dostałem całą listę powiadomień o nieprzeczytanych wiadomościach, jakieś reklamy, Dougie, Jihyun i Chanyeol. Z wyświetlonych informacji, wysłał je niespełna godzinę temu. Ogarnął mnie jakby niepokój i niezdecydowanie. Z jednej strony mogło coś się stać, a z drugiej mieliśmy umowę. Westchnąłem głośno, wgapiając się w ekran laptopa przez kilka minut. Sam nie wiedziałem, co powinienem zrobić. To mogło zniszczyć podstawy zrozumienia tego, w jakiej sytuacji się znajduję. Ale możliwość, że chłopak potrzebuje pomocy była bardziej przekonująca. Szybko kliknąłem na wiadomości, czytając je pospiesznie. Nawet nie kończąc, wybrałem połącz, ustawiając się w polu 'widzenia' kamerki. Po kilku sekundach pojawił się Chan, szczerze mówiąc wyglądający okropnie.
-Sehun, ja już nie wiem, co mam robić.- powiedział smutno, a mnie ścisnęło coś w gardle.-Baekhyun oddał mi obrączkę, którą kupiłem a naszą rocznicę. Powiedział, że było mu ze mną dobrze, ale nie chce już takiego związku. Po tym nie chciał już ze mną rozmawiać.
Chanyeol był silnym psychicznie facetem, mimo to po jego policzkach i tak spływały łzy.
-A co ze szkołą, nie widujecie się w niej?- zapytałem, będąc w szoku, a jednocześnie starając się zrozumieć, co mogło się wydarzyć. Nie potrafiłem uwierzyć w jego słowa. To na pewno nie mogło tak być.
-Przyniósł zwolnienie i zniknął. Nie odbiera telefonów, nie ma go w domu, nic.
Westchnąłem, poprawiając się nerwowo. Nic nie przychodziło mi do głowy, tym bardziej, że Chan był dla niego najwspanialszym partnerem. Nic nie rozumiałem. Dlaczego Baekhyun się tak zachował?
-Chanyeol, przyleć do mnie na kilka dni. Postaramy się coś wymyślić. To nie może mieć takiego końca...
-Nie wiem, czy to dobry pomysł.
-Na pewno lepszy niż, żebyś siedział sam.
-I tak już złamaliśmy umowę, na miejscu jest Jongin. Przepraszam.- chłopak zaczynał plątać się w swoich emocjach, a mnie coraz bardziej było go żal. Miałem już gdzieś ten cały układ, Chanyeol potrzebuje pomocy!
-Jongin ma przygotowania do konkursu. Nie będzie miał dużo czasu. Proszę, spakuj się i przyleć. Przeszukaj baekhyunowe rzeczy, które są u ciebie i przyleć.- przekonywałem chłopaka, chcąc mu pomóc. W zasadzie im pomóc. Nie chciałem już skupiać całej uwagi na sobie, czy mi będzie wygodnie. Nie liczyłem się tylko ja. Szkoda, że musiało stać się coś złego, abym to zrozumiał.
-Pomyślę, może to dobry pomysł. Dzięki, Sehunnie.- nikły uśmiech na twarzy Chana nie uszedł mojej uwadze.-A co u ciebie, zaklimatyzowałeś się?
-W porządku, poznałem kilka osób, ale wiesz, to nie to samo, co wy.
-Rozumiem, ale dobrze, że nie jesteś sam jak palec.
-Chociaż tyle. Dobra Chanyeol, zastanów się i daj mi znać, ok?
-Jasne, trzymaj się Hunnie.- chłopak pomachał mi, na co odpowiedziałem tym samym, po czym rozłączyłem się. Zamknąłem laptopa, odkładając go na stolik. To był jakiś koszmar. Najpierw wyjazd, teraz Baekhyun. Co jeszcze może się wydarzyć? Westchnąłem głośno, zirytowany i zmartwiony jednocześnie tym wszystkim. Bardzo nietypowe było dla mnie zachowanie Baeka. Szalał za Parkiem, kochał go i świata za nim nie widział, nie wyobrażał sobie, nie spędzić z nim chociaż godziny dziennie. A teraz, uciekł bez żadnego konkretnego wytłumaczenia, tym bardziej, że Chanyeol nic nie zrobił. To w ogóle nie trzymało się kupy!
Poszedłem wziąć kąpiel, bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Musiałem się trochę odprężyć, wprowadzić w miejsce neutralnej lini. Przez chwilę jednak było to trudne, ponieważ słowa Chanyeola krążyły w mojej głowie. Na miejscu jest Jongin. To bolało. Bolało to, że ja nie mogę powiedzieć czegoś takiego, że nie mogę wyjść z domu i pojechać do niego. To było cholernie niesprawiedliwe, ale życie zawsze takie jest. Nikt nigdy nie może iść całe życie z wiatrem, bo kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym mocne podmuchy zmienią swój bieg.
Poleżałem jeszcze jakiś czas w wodzie, po czym wyszykowałem się do wyjścia. Dostałem wiadomość z adresem, na co potwierdziłem, że będę punktualnie. Miałem nadzieję, że spędzimy ten wieczór w lekkiej atmosferze.
Bez większych problemów dotarłem do mieszkania bruneta, bo korki to jest naturalne zjawisko. Z butelką wina w ręce, czekałem aż mężczyzna zjawi się w drzwiach. Kiedy to nastąpiło przywitał mnie promiennym uśmiechem, po czym bez żadnego zawahania schował mnie w swoich ramionach. Jego nieziemski zapach uderzył mój zmysł węchu, przyjemnie go raniąc. Ta woń była jak małe igiełki, które wbijały się w moje nozdrza i wpuszczały coś przyjemnego. Coś, co sprawiało, że mimo niewielkiego zakłopotania nie czułem się obco.
-Już nie mogłem się doczekać, aż przyjdziesz.- powiedział spokojnym głosem tuż koło mojego ucha, na co przeszedł mnie pojedynczy dreszcz. To było dla mnie dość dziwne.
Wypuścił mnie ze swoich ramion, zapraszając do salonu.
-Mam wrażenie, że jesteś bardziej zamyślony niż zwykle, coś się stało?- Dave podał mi lampkę z winem, siadając obok mnie.
-Moi przyjaciele, Chanyeol i Baekhyun rozstali się. Baek rzucił Chana w dziwnych okolicznościach, w dziwny sposób. Nikt nie wie, co się stało.- westchnąłem, biorąc pierwszy łyk półsłodkiego trunku.
-Rozumiem, że chcesz pomóc?
-Tak, zaprosiłem do siebie Chanyeola na parę dni, żeby wspólnie się nad tym zastanowić.
Brunet patrzył na mnie uważnie, ze skupioną miną. Nagle, jego kącik ust drgnął ku górze, a sam pokręcił głową.
-Podziwiam cię, naprawdę.-wyznał nagle, a ja nie do końca wiedziałem, o co mu chodzi.
-Nie rozumiem...- spojrzałem niepewnie na starszego, a on nieukrywał już uśmiechu.
-Chcesz pomagać przyjacielowi, samemu nie mając porządku w swoich sprawach. To nie będzie dla ciebie zbyt trudne?- zapytał, nie spuszczając ze mnie przenikliwego wzroku.
-Czasem oderwanie się od swojej rzeczywistości pomaga zapomnieć. Robisz coś i dzięki temu nie myślisz o swoich problemach. Czyż nie jest tak?- znów przyłożyłem lampkę do ust, tym razem biorąc pełniejszy łyk.
-Potrafisz zapomnieć o osobie, którą kochasz?- mimo dość kruchego tematu, nie wyprowadził mnie ze spokoju. Jego głos jakby neutralizował słowa, które wypowiadał. Zobojętniał to wszystko, a ja dzięki temu potrafiłem normalnie odpowiadać.
-Nie. Nigdy nie zapomnę o Jonginie, ale mogę zapomnieć o tym, co się wydarzyło, jaka przyszłość by nas czekała, gdyby nie ten wyjazd. Właśnie to chcę wymazać z pamięci.- poprawiłem się na kanapie, kołysząc delikatnie kieliszkiem i wpatrując się pobudzoną ciecz.
-Myślę, że masz do tego bardzo dobre podejście. Nowe doświadczenia i doznania pomogą ci zacząć wszystko od początku.- Dave, jakby spowolnionym ruchem chwycił moją dłoń, po czym wziął łyk trunku. Subtelny uśmiech zagościł na jego twarzy.
-Zgadzam się. Czas na nowe.-potwierdziłem, a zaraz po tym rozbrzmiał telefon bruneta.
-Przepraszam na chwilę.- wstał niezadowolony, odbierając połączenie, które trwało kilka sekund. Wsunął urządzenie do kieszeni, po czym kucnął przede mną, opierając się rękami o moje kolana. Patrzyłem na niego uważnie, a on sunął kciukami po moich udach. Przyjemne ciepło rozchodziło się w każdym możliwym kierunku. To jest jedno z moich wrażliwszych miejsc. Jednak nie przeszkadzało mi to, że brunet zaczął się tak zachowywać. Zaczął łamać zasadę dystansu między ludźmi, którzy nie znają się zbyt długo.
-Przepraszam, niestety muszę iść na konsultację do szpitala...
-Rozumiem, w takim razie będę się już zbierał.- pochyliłem się, żeby odłożyć kieliszek, jednak Dave pchnął mnie delikatnie.
-Nie, zostań i po prostu na mnie zaczekaj. Nie chcę tak szybko kończyć tego spotkania, a mi nie powinno to zająć dużo czasu.-uśmiechał się delikatnie, na co odpowiedziałem tym samym. To było miłe z jego strony.
-No dobrze, poczekam.
-Świetnie. Czuj się, jak u siebie, telewizor, laptop, lodówka, sypialnia.- pokazywał pokolei, wyglądając przy tym całkiem zabawnie.
-Udostępniasz mi sypialnie na drugim spotkaniu, szybki jesteś.-zaśmiałem się, obserwując go uważnie.
-Jestem dość konkretny.- zaczął wkładać jakieś papiery do teczki, przy okazji wrzucając do niej wszystko, co mogłoby się przydać.
-A ja nad tym pracuję.- oparłem się o filar, wkładając ręce do tylnych kieszeni obcisłych spodni.
-I jak ci idzie?
-Całkiem, całkiem.- uśmiechnąłem się, zaraz po tym sobie coś uświadamiając.-Dave, piłeś wino, w takim wypadku chyba nie możesz iść...
-Spokojnie, idę tylko obejrzeć wyniki, ewentualnie zlecić kolejne badania, nawet nie będę miał kontaktu z pacjentem. A poza tym nie zdążyłem go wypić dużo, niecały kieliszek.
-Na pewno nie będziesz miał kłopotów?- zapytałem nie do końca przekonany. W końcu to szpital, chorzy ludzie, a nie kasjer w sklepie.
-Na pewno, niczym się nie przejmuj, Sehunnie. Wszystko będzie dobrze.-pogłaskał mnie po ramieniu, żegnając się z uśmiechem. Zamknąłem za brunetem drzwi, po czym pokierowałem kroki w stronę ogromnej szyby. Miasto było skąpane w ciemnościach, mimo to tętniło życiem. Ono chyba nigdy nie zasypia. W tym momencie uświadomiłem sobie, że przez chwilę czułem się zupełnie normalnie. Jakby w moim życiu nie stało się nic przykrego. Potrafiłem się uśmiechać i nawet moje myśli były pozytywnie nacechowane. Uśmiechnąłem się do siebie, będąc zadowolony, że to jeszcze nie do końca we umarło, że została jakaś odrobinka.
Postanowiłem, że zaglądnę na ulubione portale społecznościowe, których w zasdzie dziś nie przeglądnąłem. Logując się na pierwszy z nich, moją uwagę przykuła wiadomość, która była od Jongina. Automatycznie najechałem na ikonkę, jednak zawahałem się. Coś ścisnęło mi żołądek i to wcale nie było miłe uczucie. Najzwyczajniej w świecie się bałem, ale chciałem to zobaczyć. Byłem ciekawy tej wiadomości. To było jakieś nagranie z podpisem: Przepraszam, ale dłużej nie wytrzymam bez kontaktu z Tobą, Hunnie. Nie potrafię tak, wybacz.
Przełknąłem głośno ślinę, ciągle wpatrując się w te kilka słów. Zrobiło mi się nieznośnie gorąco. Wziąłem głęboki oddech i uruchomiłem nagranie. Na ekranie pojawił się Jongin z podkrążonymi oczami. Widziałem w nich zmęczenie, ból, a jednocześnie coś, dzięki czemu wiedziałem, że to on. Był na sali treningowej w tej samej koszuli, w której go widziałem na próbie.
To, co teraz zobaczysz, jest specjalnie dla ciebie.- rozbrzmiał jego cudowny głos, po czym delikatny uśmiech wkradł się na idealne usta. Byłem roztrzęsiony. Wszystkie chwile przelatywały mi przed oczami, a słowa odbijały się echem. Zaczął tańczyć, a w tym momencie po policzku spłynęła mi łza. I kolejna. To był ten sam układ, który widziałem, siedząc przed nim na krześle, tylko został ulepszony o jakieś dodatkowe ruchy. To co robił było piękne. Idealnie panował nad ciałem, wprowadzając je w ruch, godny wszystkiego. To było niesamowite, a jednocześnie oglądanie tego sprawiało mi psychiczny ból. Teraz już nie potrafiłem cichutko szlochać. Wybuchnąłem płaczem, chowając twarz w dłoniach. Jednym ruchem zmieniłem pozycję na leżącą, nie będąc w stanie zrobić nic więcej. To było dla mnie zbyt wiele. Leżałem i płakałem nieokreśloną ilość czasu. Zdążyła mnie rozboleć głowa. To była jedna z dwóch rzeczy, którą pamiętałem przed zaśnięciem. Jeszcze melodia, do której tańczył Jongin. Bezlitośnie plątała się po mojej głowie, w efekcie stając się moją bolesną kołysanką.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie Kochani!

W zasadzie rozdział o niczym, ale takie też są czasami potrzebne. Mam nadzieję, że mimo wszystko się nie nudzicie. Czekam na jakieś opinie :)

P.S
Już niebawem ukaże się pierwsza z trzech części nowego ff pod tytułem Cichy Zabójca, już teraz Was gorąco zapraszam. :)

Trzymajcie się!

First LoveOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz