Moją teraźniejszością, było moje więzienne życie. Nigdy nie spodziewałam się, że tak dobrze sobie poradzę. Wiedziałam, że będzie dobrze, ale że aż tak?
Moja cela była trzy osobowa, dzieliłam ją z dwiema, całkiem innymi kobietami. Kasia. Była Polką, szczupłą, wysoką blondynką. Miała niebieskie oczy, zmęczone oczy. Koło jej pryczy stała sterta książek. Każdego wieczora, czytała. Jedyne co dostawała od rodziny to książki. Była dobrze wykształcona, z tego co mi wiadomo, zanim tu trafiła studiowała filologię angielską. Ale za co tu trafiła? Podobno, nie było z nią wszystko do końca dobrze. Miała depresję, jej terapeuta powiedział coś nie tak. Jeden wystrzał. Jedna kula. Piętnaście lat za kratkami. Martina. Latynoska, mimo to mówiła idealnie po angielski. Bóg nie zadbał o nią tak jak o pięknie panie z okładek czasopism dla panów. Mimo to była piękną kobietą. Była krągła, miała wszystko na swoim miejscu. Ciemne brązowe loki, opadały na duże, szerokie ramiona. Z dużych ust wydobywał się bardzo ponętny kobiecy głos. Całymi dniami rysowała lub mówiła coś pod nosem. Oczywiście niemal że szeptem, i po hiszpańsku. Siedziała za napad. Były to moje najlepsze koleżanki. One i Nora. Rudowłosa Norweżka. Ciężko powiedzieć czym się tu zajmowała. Wiem tylko, że była tu ze mną, ponieważ po przyjeździe do Stanów prześladowała dzieci. Nie oceniałam jej za to. Nikogo nie oceniałam, nie była to moja rola.
Pobyt w więzieniu równał się monotonii. Zaczynałyśmy od pobudki, szósta trzydzieści. Pół godziny na mycie, wypróżnienie i stawienie się na ósmą na śniadanie. Śniadanie, jedna wielka ściema, papka, której nawet bezdomny nie chciałby zjeść. Po pierwszym, teoretycznie najważniejszym posiłku dnia rozchodziliśmy się do przydzielonych prac. Raz sprzątałam toalety, raz zmywałam po śniadaniu, raz robiłam w pralni. Różnie bywało. Po pracy przychodził czas na obiad. Kolejna ściema. Następnie był czas wolny. Widzenia, spacerniak, świeże powietrze, siłownia. Zależało. Kolacja. Wieczorna toaleta i oddalenie się do cel. Punkt dwudziesta pierwsza światła gasły. I tak codziennie. Tak właśnie miło wyglądać sześć lat mojego życia. Pogodziłam się z tym. Nawet nie było tak źle.
Momentami było nawet zabawnie. Teraz właśnie to było moim życiem i pogodziłam się z tym. Ploteczki na temat strażników, innych więźniów, okropne jedzenie. Każda z nas ubrana w to samo, szarość górowała ponad kolorowymi skórami i duszami. Mimo to w oczach każdego widać było osobowość. Dla strażników byliśmy tylko numerami, ale dla nas samych, przyjaciółmi, rodziną, ludźmi na których możemy liczyć. Teksty 'W więzieniu można ufać tylko sobie' nie miały żadnego sensu, nie były prawdą. Stereotypy. Tutaj za ich powielanie, mogłeś nie najlepiej skończyć.
W pamięci na zawsze zapadną mi niektóre sytuacje. Na samym początku gdy tu trafiłam, dostałam porządną dawkę ludzkiej życzliwości. Myślę że chyba wyglądałam na dość zagubioną, a raczej zdenerwowaną. Podczas przydzielania do cel, każda z nas dostawała tak zwany 'pakiet startowy'. Znajdowały się w nim: kilka podpasek, szczoteczka do zębów, mydło, pasta do zębów i tampony. W moim zestawie nie było szczoteczki. Byłam wściekła, mam obsesje na punkcie higieny jamy ustnej. Wsypałam wszystko z pakietu na łóżko, w nadziei, że może jednak po prostu gdzieś się zawieruszyła. Niestety myliłam się, nie było wcale. Wściekła zrzuciłam wszystko z hukiem na podłogę i siadłam na łóżku. Wtedy podeszły do mnie moje współlokatorki. Latynoska powiedziała:
-Hej mała, uspokój się lepiej! Chyba nie chcesz mieć kłopotów prawda?
-Właśnie. Za zakłócanie porządku możesz trafić do izolatki, nawet na tydzień. A uwierz nam, nie chcesz tego!- dodała blondynka.
-Przepraszam- wybąkałam i pozbierałam rzeczy.
-Więc kim jesteś nerwusko ?- znów przemówił do mnie kobiecy hiszpański akcent.
-Sam, Samantha - podałam jej rękę- A ty ?
-Martina, a to Kasia. - wskazała na stojącą obok postać- Miło gościć cię w naszych skromnych progach. Mam kilka szczoteczek, mogę ci jedną odpalić.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się.
Po tym wydarzeniu, wiedziałam już, że nie jest tu tak jak mówią. Kolejne światełko w tunelu. Kolejne dni niebyły tak zaskakujące, mimo to było ciekawie. Każda nowa rzecz jest ciekawa, ale to, biło wszystko na głowę.
W tym czasie, nie myślałam już o dawnych wydarzeniach. W głowie miałam tylko pozytywny wynik testu ciążowego. To że będzie ktoś na mnie czekał, to że mam gdzie wracać.
Tej nadziei towarzyszyło przerażenie. Zwykły strach przed nieznanym. Bałam się, że nie poradzę sobie podczas porodu, że nie poradzę sobie jako matka. Nie miałam już wsparcia swojej rodzicielki, to dodawało kolejnych zmartwień. Burza hormonów w niczym nie pomagała. Miałam wahania nastrojów, ale na szczęście traktowano mnie trochę ulgowo. Wszyscy wiedzieli, że ta biała czarnulka nosi coś w sobie. Zastanawiałam się, chłopczyk czy dziewczynka. Jak je nazwiemy, Ben, Matt, Agnes, Doris. Nie sypiałam w nocy, zastanawiając się, jak będzie wyglądał pokój mojego pierworodnego. Czy Hugo sobie poradzi, interes, dziecko. Nie miałam nawet kogo poprosić by mu pomógł. Wszystkie koleżanki zostały w Europie. Nie znałam nikogo spoza więzienia. Nikogo na tyle zaufanego. Nikogo kogo była bym na tyle pewna, że nie zabierze mi rodziny, której wprawdzie sama chciałam się pozbyć. Nie wiem, czy chciałam pozbyć się ich, czy poczucia winy, które na sto procent by mi towarzyszyło zaraz po porodzie. Jedynym pewniakiem, był mój mąż. Jego zawsze byłam pewna, zawsze wiedziałam, że cokolwiek robi, robi to w dobrej wierze. Nawet gdy sprzedawał narkotyki, robił to po to, by zarobić na nas, ale też po to by zadowolić tych ludzi. Wiem że im przez to nie pomagał, ale taka była jego praca. Tak samo jak sędzia, musi decydować tak, jak uważa, że będzie dobrze. Każdy z nas jest oceniany na miliony różnych sposobów, przez drugie tyle ludzi. Nieważne czym się zajmujesz, gwarancją jest ocena. Czy to przez szefa, klienta, bliskich. Każdy to robi, ale wiele z nas unika tego. W pewnym etapie życia, zdaje sobie sprawę, że to nie ma większego sensu. Ja sama zdałam sobie z tego sprawę dopiero gdy tu trafiłam. W ten sposób między innymi zmieniło mnie to miejsce. Za każdym razem gdy rozważam kolejne zmiany w moim życiu, te mające związek z moją odsiadką, dochodzę do wniosku, że są one pozytywne. Często przychodząc tu, jesteś zwykłym przestępcą, kryminalistą, ale opuszczając te mury, jesteś już kimś innym. Stajesz się trzeźwo myślący, zdajesz sprawę z popełnionych błędów i wiesz, że teraz już tylko będziesz się na nich uczył. Nie raz również zdajesz sobie sprawę, że nie tylko ty sam się możesz na nich uczyć.
Ja sama jeszcze do tego nie doszłam, ale myślę, że po wyjściu stąd, zmieni się mój pogląd na świat.
To miejsce niesie ze sobą kolejne zmiany.
YOU ARE READING
Osadzona
Gizem / GerilimHistoria dziewczyny, która nie spodziewała się, że tak potoczy się jej życie. Zaskakująca, momentami zabawna ale jednocześnie pełna bólu. Jakie będzie jej zakończenie?
