Scarlett to dosyć specyficzna dwudziestolatka, ubierająca się przeważnie na czarno, nosząca glany, kolczyki na twarzy i posiadająca dużo tatuaży.
Pewnego dnia, a mianowicie w dniu jej przeprowadzki do USA, spotyka chłopaka do złudzenia przypominając...
- A...A....Ashley....- wyjąkałam, szarpiąc go za rękę. Nie działało. Nadal stał jak słup soli, z przerażeniem w oczach wpatrując się na drugą stronę ulicy.
- Ashley?- powiedziałam twardo- co się stało?
- On....on...tam stoi.- wyjąkał.
- Kto?- wtrącił się Andy.
- Ten idiota New.- wyszeptał, zaciskając pieści. Teraz w ogóle się nie bał-to uczucie prysnęło w mgnieniu oka. Teraz przepełniał go gniew, nienawiść, agresja...
Perspektywa Asha:
Stał tam. Ale tym razem, nie krzywił twarzy- on ją wyszczerzał w nienawistnym uśmiechu. Uważnie obserwowałem każdy jego ruch. Może i wyglądałem jak idiota, stając na środku ulicy i obserwując powietrze- chyba nikt oprócz mnie go nie widział, ale bałem się, co zamierza zrobić. Przerzucił wzrok na... Scarlett, która bezradnie patrzyła się na mnie. Zaraz potem zniknął.
Perspektywa Scarlett:
Ashley gwałtownie potrząsnął głową i złapał się za czoło.
- Ash, wszystko dobrze?!- wydarłam się, mocno do niego przywierając.
-Yy.. Tak, tak, jest ok..- wyjąkał, obejmując mnie w pasie. Odetchnęłam z ulgą, po raz setny już dzisiaj. Tak bardzo się o niego bałam, zwłaszcza, że przecież powiedział, że widzi tego całego Shauna, który już dawno powinien być martwy.
- Chodź Purdy.- stwierdził Andy, klepiąc przyjaciela po plecach i otwierając mu drzwi do samochodu. Chłopak wszedł, za nim ja, Andy i CC. Jake i Jinxx siedzieli z przodu. Ashley odwrócił głowę i pusto wpatrywał się w widoki za oknem. Cała droga minęła nam w milczeniu. Denerwującym jak cholera milczeniu.
Kiedy zaparkowaliśmy, przepchnęłam się pierwsza i wyszłam z auta. Stanęłam przed drzwiami do domu Andy'ego, ale dopiero teraz przypomniałam sobie, że to on ma klucze. Przybiłabym sobie mocnego faceplame'a, ale nie w towarzystwie chłopaków. I nie w takiej napiętej atmosferze. Musiałam więc wyglądać bardzo głupio, stojąc przed wejściem i ze zdenerwowaniem tupiąc nogą. Właściciel domu natomiast, powoli i z szyderczym uśmieszkiem na twarzy zbliżał się do drzwi, wymachując mi kluczami przed twarzą.
- Otwierasz czy czekasz na zbawienie?- spytałam, otrzymując w zamian szeroki uśmiech chłopaka. Nogi mi miękną. Kurde, dlaczego on musi tak na mnie działać?
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Szybkim ruchem zbliżyłam się do niego i złożyłam krotki pocałunek na ustach Andy'ego, wpatrując się w jego niebieskie tęczówki.
- O to ci chodziło?
- Czytasz mi w myślach.- rzucił, otwierając dziwi i wpuszczając nas do środka. Nas, to znaczy mnie, która od razu pobiegła do salonu, Asha, który coś tam powiedział i wyszedł, Jake'a, co przyszedł tylko po kurtkę, jak CC no i Jinxxa- wpadł, bo zapomniał telefonu. Kiedy reszta wyszła, a ja zdążyłam już wciągnąć się w odsłuchiwanie piosenki na Spotify, Andy usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.