POKOJOWO WNOSZĘ O GWIAZDKI I KOMENTARZE 💛
Wróciłam do domu po północy, dziękując Bogu za to, że jutro mam wolne. Bolały mnie stopy i kolana, mózg wysiadał pod presją i wrażeniami, powodując koszmarne bóle głowy, a brzuch domagał się posiłku, na którego przygotowanie nie miałam już sił.
- Cześć. - z sypialni po drugiej stronie pomieszczenia wyszedł Jace. Miał zaspane oczy i potargane włosy, co dodawało mu seksapilu przy gołym torsie. - Gdzie byłaś? - jego głos również był lekko zaspany; przebijał się przez niego chłód, którego ze strony Jace'a doświadczyłam może tylko dwa lub trzy razy w życiu.
- Spotkałam dawnego... - zawiesiłam się, szukając odpowiedniego słowa. - Przyjaciela, gdy wracałam z pracy.
- Przyjaciela?
- Tak, przyjaciela. - stanęłam na korytarzu, trzymając but w ręku. Na jego oświetlonej przez księżyc twarzy malowało się zdziwienie poplątane z gniewem i smutkiem. - Coś się stało? - upuściłam but na ziemię i wolnym krokiem podeszłam do chłopaka.
- Nie, po prostu... Po prostu mi cię brakowało. - speszony schował twarz w dłoniach, patrząc na mnie przez palce. Zaśmiałam się cicho, obejmując jego szyję i głaszcząc palcami delikatną skórę przy przydługich już włosach. Słodkie pocałunki, które między sobą wymienialiśmy szybko przemieniły się w te ostrzejsze i namiętniejsze, przez co szybko zatopiliśmy się w pościeli. Wirowaliśmy w niej, wymieniając się okrzykami i jękami pomieszanymi z krótkimi, ale intensywnymi pocałunkami. Zanim doszłam, usłyszałam tylko ciche:
- I nikt nie sprawi, że czujesz się tak, jak czujesz się przy mnie.
*
- Co to za kutas do ciebie pisze? - zapytał Jace, wchodząc do kuchni i trzymając w ręku mój telefon. Podniosłam wzrok znad Vogue'a i stawiając kawę na blacie, poprawiłam swoje okrągłe okulary ze złotymi oprawkami.
- Pewnie Harry.
- Jaki Harry?
- Harry Styles.
- Harry Styles? - wykrzyknął nagle, uświadamiając sobie kim jest owy Harry Styles. - Skąd ty do cholery znasz Harry'ego Stylesa?!
- To... Dawny przyjaciel. Spotkałam go wczoraj, jak przechodziłam obok Mariottu. - szybko wyjaśniłam, kończąc wypowiedź łykiem kawy. Odrobina ulała się na biedną Carę Delevingne idącą na wybiegu zeszłorocznego Paris Fashion Weeku. Szybko wytarłam plamkę i znów wróciłam wzrokiem do blondyna naprzeciwko mnie. Usiadł na krześle po drugiej stronie blatu oddzielającego kuchnię od salonu i upił łyk mojej kawy. Odblokował mój telefon i spojrzał w wiadomości.
- "Co powiesz na lunch dzisiaj? H. xx"
- Przestań, Jace. - posłałam mu złowrogie spojrzenie, zabierając telefon z jego niebezpiecznych rąk. Odpisałam szybko "jasne, dunkin donuts o 12? :)". Odpowiedź przyszła po paru sekundach. "Pozwól mi cię zaskoczyć :)" Poczułam się dziwnie, gdy poczułam dziwne ciepło. Potrząsnęłam głową i chwyciłam filiżankę kawy, upijając połowę.
- Czy ty się czerwienisz? - zapytał mój chłopak, wywołując u mnie wewnętrzną padaczkę, drgawki i chęć natychmiastowej śmierci. Zaskoczona poprawiłam okulary i oparłam się o blat. - Rozumiem. - odparł, zaciskając odrazu usta. Zamknęłam oczy, starając się nie rozpłakać, gdy usłyszałam jak zabiera swoją kurtkę z siedzenia i kieruje się w stronę drzwi. Za niecałą sekundę w moich uszach nadal dźwięczało od głośnego trzasku drzwi wejściowych. Spod świeżo pomalowanych rzęs wypłynęła pojedyncza łza, która była tylko początkiem.
Spoglądając na zegarek powoli dochodziło do mnie, że mój autobus do centrum handlowego odjeżdża za niecałe 10 minut. Zmobilizowało mnie to do podniesienia tyłka z plastikowego krzesła, z którym wiązało się mnóstwo wspomnień. Odrzuciłam przyjemne myśli na bok i w biegu zaczęłam łapać poszczególne, potrzebne mi dziś do przetrwania rzeczy: portfel z lodówki, torebka z krzesła, tego-miesięczne Elle i Vogue w pakiecie, notes, pomadka, kosmetyczka, szczotka do włosów i do zębów, a na samym końcu klucze z drzwi i vansy z podłogi przy wyjściu. Cofnęłam się odrobinę, patrząc w zamglone od deszczu okno. Zero słońca, same chmury. Idealne odwzorowanie mojego nastroju, podrzuciła mi podświadomość, każąc mi również zabrać moją kurtkę przeciwdeszczową. Zamknęłam drzwi i zaczęłam zbiegać po schodach, nie mając czasu na czekanie i wsiadanie do windy. W trakcie szaleńczego wyścigu z czasem ładowałam zawartość moich dłoni do torebki, a następnie zarzuciłam ją sobie na ramię.
Opuściłam budynek w ostatniej chwili, wpadając prosto do autobusu, od którego drzwi właśnie się zamykały. Zdyszana, spocona i z rozmazanym makijażem przy oku zajęłam miejsce pod oknem. Ogarnęła mnie panika, gdy zorientowałam się, iż nie wzięłam telefonu. Nie poradzę sobie bez playlisty Moniki, pomyślałam. Pozwólcie mi wyjaśnić co to znaczy: Playlista Moniki to zlepka piosenek o charakterze mocno depresyjnym, aczkolwiek podnoszącym na duchu, którą stworzyła dla mnie Monica po tym, jak rozstałam się z Harrym. I przyjaciółmi. Na myśl o nich zakręciło mi się w głowie i w kanalikach łzowych. Nie mogłam płakać w autobusie - to jest po prostu niedorzeczne, żebym płakała po tych 5 latach z tak błachego powodu. O mój Boże, czy jestem w ciąży? Błagam, oby to był okres. Na samą myśl o ciąży moje oczy nie wytrzymały i ryknęły do przodu wodospadami łez, wywołując u mojego organizmu niesamowicie silną reakcję obronną w postaci drgawek i sporadycznych zaciągnięć się powietrzem. Ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem tylko przez chwilę, zaraz wracając do swojego życia, w którym zapewne było wystarczajaco dużo smutku. Mój makijaż zupełnie się rozmazał, co zupełnie zmieniło mój plan na dzisiaj. Zamiast Victoria's Secret na pierwszy ogień zaliczałam łazienkę. Wywróciłam pełnymi od łez gałkami ocznymi, co uniemożliwiło mi zobaczenie osoby, która właśnie wsiadła do autobusu.
- O mój Boże. O MÓJ BOŻE. O'HARE CIPO CZY TO TY?!
CZYTASZ
spring; harry styles
FanfictionMinęło 5 lat. 5 lat zbierania się i ścisłego dążenia do wyznaczonego celu. 5 lat ciężkiej pracy na sukces. 5 lat odpoczywania od jego twarzy i myśli, że została wykorzystana dla zakładu. 5 lat zrujnowane przez niego, stojącego teraz naprzeciwko niej...
