VIII

4.7K 406 110
                                    

*Hanji*

- Więc nie przeszkadza ci to? - zapytałam, marszcząc brwi.

- Czasami tak, ale z każdym dniem coraz mniej.

Ta jedna odpowiedź bardzo mnie zmartwiła i dała dużo do myślenia. Jako lekarz kieruję się logiką i doświadczeniem, więc pierwsze co przyszło mi na myśl to oswajanie się z chorobą. Oczywiście pacjent musi pogodzić się z tym, że nie jest zdrowy psychicznie, a jego ratunek to leki i spotkania z psychiatrą. Wtedy łatwiej mu kontynuować leczenie. Jednak zaakceptowanie stanu takiego jakim jest i przyzwyczajanie się do swojej choroby... Nigdy nie może do tego dojść.

- Eren, powtarzałam ci, że nie możesz ich słuchać. Nie możesz dopuścić, żeby zmieniały twoje życie i robiły ci mętlik w głowie. Ich nie ma.

- Jeżeli ich nie ma, to jak mogą robić mi mętlik w głowie?

Westchnęłam cicho i zdjęłam swoje okulary, aby przetrzeć jedno szkiełko. Byłam dość cierpliwa, w końcu pół życia z takimi ludźmi czegoś mnie nauczyło. Aczkolwiek w tym momencie dużo czynników utrudniało mi pracę. Jak mogłam przyczynić się do jego leczenia, skoro z każdym dniem coraz bardziej robił się obojętny na objawy? Za jakiś czas popadnie w paranoję i przejdzie na zaawansowany poziom choroby. Oczywiście mogliby go zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, ale czy byłby to na pewno dobry pomysł? Chociaż gdyby tak Levi opłacił jakiś lepszy ośrodek i...

- Pani Hanji? - Z zamyśleń wyrwał mnie jego cichy głos. - Ja myślałem nad tym trochę i może one chcą mnie chronić?

- Chronić? - zapytałam machinalnie, zdając sobie sprawę z tego, że omamy słuchowe stworzone przez człowieka nie mogą go w żaden sposób ochraniać.

- Wcześniej mówiły okropne rzeczy, ale teraz mi podpowiadają. Cały czas mam złe przeczucia, a one mówią co mam z tym robić. - Nagle się zawahał i lekko skrzywił. - Poza tym nie lubią Levi'a.

- A ty? Lubisz go?

Chłopak zaczął się wiercić na kanapie, rozglądając dookoła, jakby czegoś szukał. Nie powinno mnie to zdziwić, ale dlaczego akurat zareagował tak na to pytanie?

- Jest moim opiekunem - mruknął po chwili, nie utrzymując ze mną kontaktu wzrokowego.

Westchnęłam już po raz setny tego dnia. Jeżeli on sam blokuje jakiekolwiek uczucia to nic dziwnego, że tworzy się w jego głowie coś o negatywnych emocjach.
Po paru minutach całkowitej ciszy wstałam i klasnęłam w dłonie. Nie ma co tego przedłużać i go męczyć. Wiem co chciałam wiedzieć.

- No dobrze, Eren. Poczekaj tutaj, a ja porozmawiam z Levi'em.

I nie czekając na odpowiedź, której może nigdy bym się nie doczekała, wyszłam z salonu.

*Eren*

Nie miałem już więcej siły, aby z tym walczyć. Łatwiej było mi siąść i pogodzić się z szarą rzeczywistością. Levi i Hanji naprawdę się starali, a ja oczywiście to doceniałem. Jednak czułem, że tracę cierpliwość, a leki już nie chcą działać tak jak powinny. I te złe przeczucia, które wywoływały dziwny ucisk w brzuchu.

I nagle jakby na zawołanie poczułem kolejne ukłucie, przez które złapałem się za brzuch i lekko zgiąłem. Gdy spojrzałem w bok o mało co nie wrzasnąłem, ale siłą woli zmusiłem się do zakrycia ust. Czułem jak do moich oczu napływają łzy. Była taka realna, wręcz namacalna. Stała jakieś dwa metry ode mnie w długiej, białej sukience. Jej włosy były takie same jak zawsze - błyszczące i kruczoczarne. Zupełnie takie jak ma Levi.

- Nie ma cię... - wyrzuciłem z siebie zdławionym głosem. - Ty nie żyjesz.

Mikasa uniosła palec wskazujący do ust, nakazując mi milczenie i uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Przerażało mnie to, ale cały czas wmawiałem sobie, że to tylko mój wymysł. Jednak ona cały czas tu była i z niesamowitą lekkością podeszła do szuflady Levi'a, którą zabronił mi otwierać. Przełknąłem z trudem ślinę, nie rozumiejąc o co jej chodzi. Opuszkami palców dotknęła uchwytu i w ułamku sekundy zniknęła. Gwałtownie wstałem z kanapy i rozejrzałem się po całym salonie. Jedynie mrugnąłem, a jej już nie było.

Głosy Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz