Harry tęsknił za pocałunkami. Bardziej, niż za śpiewaniem na koncertach, wygłupami z Louisem i wypadami na miasto o czwartej nad ranem. Tęsknił za miękkością ust swojej dziewczyny, tęsknił za krótkim westchnieniem, które wydobywało się z jej ust za każdym razem, gdy dziewczyna zanurzała dłoń w jego włosach.
Harry tęsknił za uśmiechem. Bardziej, niż za kawą z najdroższych ziaren świata, kuchnią swojej mamy i ulubioną parą jeansów, którą zostawił w mieszkaniu swojej dziewczyny. Tęsknił za dołeczkiem w prawym policzku, zjawiającym się gdy Lexie ledwo opanowywała śmiech, tęsknił za błyskiem w oczach, gdy po raz trzydziesty szósty próbował opowiedzieć jeden dowcip.
Harry tęsknił za zapachem. Bardziej, niż za hot dogami z Nowego Jorku, rozmową z Gemmą i rechotem Nialla. Tęsknił za zapachem jabłek, który unosił się w mieszkaniu, gdy Lexie piekła szarlotkę, tęsknił za zapachem jej malinowego balsamu do ciała, tęsknił za jej perfumami, które kupił jej podczas którejś trasy.
Harry tęsknił za jej obecnością. Bardziej, niż za pocałunkami, uśmiechem i zapachem. Tęsknił za jej mamrotaniem przez sen, gdy śnił jej się - po raz kolejny - Ryan Gosling w przebraniu clowna, tęsknił za jej podśpiewywaniem piosenek Whitney Houston, gdy przygotowywała obiad przy włączonym radiu, tęsknił za dotykiem jej dłoni, za jej skórą pod jego opuszkami palców, tęsknił za jej wiecznym rozgardiaszem na korytarzu, tęsknił za Marvolo, który swoim kocim murmurandem umilał im wieczory filmowe, tęsknił za wszystkim, co wiązało się z Lexie.
I w końcu, Harry tęsknił za brakiem tęsknoty, mimo że brzmi to paradoksalnie. Tęsknił do tego uczucia, gdy jego serce w końcu było w całości, nie szukało kolejnych części, bo wszystko czego chciało, było tuż obok.
CZYTASZ
/ notebook /
Fanfictionminiatury krótsze i dłuższe, na ogół o haroldzie edwardzie s.; © 2014 letsgetoutofhere
