a/n - na prośbę sunshinehem umieszczam moją starą miniaturę raz jeszcze; jeśli mam być szczera, jestem zaskoczona, że komukolwiek ona zapadła w pamięć. enjoy.
- Powinnaś założyć czerwoną sukienkę. Jest piękna – powiedziała Grace, wskazując na wieszak po ich prawej stronie. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem – od samego początku planowała ubrać się na czerwono. Zayn uwielbiał czerwony w każdej postaci.
- Uhm – mruknęła tylko w odpowiedzi, nadal zastanawiając się nad okazją, przez którą Zayn zaprosił ją do restauracji. Oczywiście, często razem wychodzili, ale tym razem chłopak przysłał jej do pokoju osobiście wybrane buty na obcasie i bukiet róż przetkany frezjami, dołączając krótki liścik z dokładnym miejscem i godziną spotkania. Całe wydarzenie było utrzymywane w atmosferze tajemnicy i nikt, nawet Grace, nie pisnął ani słówka na ten temat, mimo że wszyscy byli w owo „coś” zamieszani.
- Jeśli jesteś na mnie zła, bo nic ci nie powiedziałam, masz nie po kolei w głowie. Niespodzianki są najlepszą rzeczą na świecie – rzuciła Grace, nie przerywając przeglądania garderoby swojej przyjaciółki. Ona tylko przewróciła oczami, nadal obracając jeden but w dłoniach.
Tajemniczość Zayna zawsze ją pociągała, wręcz niezdrowo uzależniła się od dreszczyku emocji, jaki zawsze towarzyszył spotkaniom z Malikiem. Nigdy nie mogła być pewna tego, co się zdarzy później; nigdy nie próbowała nawet snuć scenariuszy, jak mogłaby się skończyć ich kolejna, wspólna wyprawa.
- Dziewczyny, idziecie na golfa? – Do pokoju wpadł zdyszany Harry, oczywiście bez pukania. Grace uniosła brew, a jej przyjaciółka zaczęła chichotać.
- Styles, ty się nigdy nie nauczysz, że do pokoju się puka? Dzwoni? Albo chociaż ostrzega przed wejściem? Mogłyśmy być nagie – westchnęła Grace, kręcąc głową z politowaniem. Harry wzruszył ramionami.
- Nie, żebym cię już nago nie widział – wymamrotał, rzucając dziewczynie wyzywające spojrzenie. Grace spąsowiała jak różyczki, które stały w wazonie i posłała chłopakowi piorunujące spojrzenie.
- Nie, żebyś miał mnie widzieć w najbliższej przyszłości, Styles. Nie ma mowy.
- Wiem że mnie kochasz, słońce. To jak, idziecie? – Wyszczerzył się, uwieszając na klamce. Grace spojrzała na drugą dziewczynę, która tylko pokręciła głową.
- Nie mam ochoty, Hazz. Ale Grace pewnie chciałaby chwycić jakiś kijek i strzelić w kilka kulek.
Harry zaśmiał się jeszcze głośniej, a kolor twarzy Grace niczym nie różnił się od czerwieni sukienki na wieszaku..
- Para zboczeńców.
~ * ~
– Nie podglądaj, okej? – mruknął Zayn, gdy oboje wyszli z auta. Dziewczyna z lekkim uśmiechem wzruszyła ramionami, nawet nie myśląc o ściąganiu czarnej opaski, a po chwili poczuła na swojej talii dotyk dłoni chłopaka.
- Ja będę cię prowadził – wyszeptał wprost do ucha, zacieśniając uścisk. Za nic nie pozwoli swojej księżniczce upaść, jakkolwiek beznadziejnie romantycznie by to nie brzmiało.
Zayn był beznadziejnym romantykiem, postawmy sprawę jasno. Oczywiście, sam nie doszedł do takiego wniosku – pomógł mu w tym Liam, lekko wyśmiewając pomysł z wysyłaniem butów na niebotycznie wysokich obcasach i bukietu kwiatów jako „chwytu z romansidła”. W dodatku przechodzący przez salon Louis podsłuchał ich rozmowę i nie mógł się powstrzymać od komentarza o harlequinach, które dziwnym trafem znalazły się w walizce Zayna; Malik nie chciał ośmieszyć Nialla, który je tam włożył, bo nie miał miejsca w swojej walizce na dodatkowe tomiszcza „Miedzianego jeźdźca”. Allachu, ile on dla tych idiotów robił.
CZYTASZ
/ notebook /
Fanfictionminiatury krótsze i dłuższe, na ogół o haroldzie edwardzie s.; © 2014 letsgetoutofhere
