sense [ciąg dalszy do "say something"]

497 43 4
                                        

Does it all make sense?

- Kocham cię - mruknął Harry, uśmiechając się półgębkiem do leżącej obok dziewczyny, po czym oparł się na łokciu, żeby lepiej widzieć twarz Ellie.  - Bezsensownie. Bezinteresownie, czy coś w tym guście.

- Próbujesz być romantyczny, no nie? - roześmiała się Ellie, kręcąc głową. - Też cię kocham. Chyba. Tak mi się zdaje.

- Skoro próbuję być romantyczny, powiem ci teraz, co najbardziej kocham - dodał Styles, zabawnie podrygując brwami. - Kocham twój uśmiech. I twoje oczy. I twoją minę, gdy próbujesz się nauczyć tamtych regułek o... Czymś tam, nieważne. Kocham zapach twoich perfum, chociaż przyznaję, są zbyt delikatne, zbyt intymne, nikt poza mną nie powinien ich czuć. - Tutaj Harry westchnął cicho i opadł na poduszki. - Czasami się zastanawiam, czym sobie na ciebie zasłużyłem.

- Też mnie to zastanawia - mruknęła Ellie, ziewając przeciągle. Styles wymamrotał coś pod nosem i objął mocno dziewczynę, ukrywając twarz w jej włosach.

- Jestem cholernym szczęściarzem - wyszeptał tylko i zasnął.

If I fell in love a thousand times, would it make sense?

- Kocham cię, Ellie - wymamrotał Harry, ledwo powstrzymując łzy. - Dlaczego ty mi to robisz?

Ellie zatrzasnęła wieko walizki i obróciła się na pięcie, by spojrzeć Stylesowi w oczy.

- Ja? Dlaczego ja ci to robię, Harry, to ty to sobie robisz - odparła lekko drżącym głosem. - Kocham cię, doskonale o tym wiesz, ale ty jesteś jak kameleon, a ja nie umiem sobie z tym poradzić. Chwilami jesteś dla mnie zupełnie obcy, nie poznaję cię, nie wiem, budujesz wokół siebie mur, a ja nie umiem go zniszczyć. Harry, ja... Ja nie potrafię. To wszystko było piękne, budziłam się obok ciebie, prawiłeś mi komplementy, śmialiśmy się, oglądaliśmy filmy, wszystko jak w bajce, ale wystarczył jeden telefon, jedna impreza, i byłeś kimś innym. Nie byłeś moim Harrym, byłeś Harrym Stylesem, a ja nie chciałam Harry'ego Stylesa z One Direction. Chciałam ciebie.

- Ale ja jestem jeden! - niemal zawył Harry, ocierając łzę. - Przecież jestem cały czas twój, ja... Ja cię kocham. Jak idiota, Ellie, kocham cię.

Ellie uśmiechnęła się bez cienia wesołości i pokręciła głową.

- Mam ci wszystko przypomnieć? Ile razy mi wyrzucałeś to, że nie jestem taka jak ty? Że rzuciłam studia, ważę więcej niż twoje koleżanki, nie maluję się codziennie, kupuję dziwne ciuchy, te wszystkie małe szpileczki, które dzień w dzień we mnie wbijałeś, mniej lub bardziej świadomie? Harry, na litość boską - Ellie przełknęła ślinę i postawiła walizkę na podłodze. - To koniec, chociaż go nie chcę i będę go żałować, ale nie bardziej niż tego, że z tobą byłam. I pozwoliłam ci na to wszystko. Na to, że pozwoliłam ci ubliżać i wpędzać mnie w kompleksy, bo Harry, to ty jesteś zniszczony. To ty jesteś słaby, ty nie umiesz się opanować, nie ja.

- Ale...

- Nie, Harry. Koniec. Może kiedyś otrzeźwiejesz i zobaczysz, że nie wszyscy będą tańczyć tak, jak im zagrasz  i że nie wszystkim będzie pasować to, że masz się za lepszego.

Tymi słowami Ellie zakończyła wywód i zabrawszy po drodze płaszcz, wyszła z mieszkania, nie zamykając za sobą drzwi i zostawiając oniemiałego i zapłakanego Harry'ego na korytarzu, z dłońmi zaciśniętymi w pięści.

And every lie I ever get a hold, it seems to break.

/ notebook /Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz