13. "Wracamy do domu"

27 5 0
                                        

Rok wcześniej...

Wbiegam do domu napędzana energią, jakby słoneczną, niemalże czuję, jak te promienie słońca wpijają się w moją skórę. Nie widzę nikogo w salonie, wiec zaciekawiona i prowadzona wyśmienitym zapachem jedzenia, zmierzam do kuchni. Tam, na moje usta wskakuje uśmiech, który ma świadczyć o tym, że jestem z tego bardzo zadowolona. Nie wiem, czy tak autentycznie jest, ale jestem. Czuję to, pierwszy raz od długiego czasu. Spokój, przepływający jak woda przez moje ciało. Jake gotuje – to jest jeszcze większą dawką szczęścia. Lubię jak gotuje, jest wtedy w „swoim żywiole". Zawsze zadowolony, zawsze pełen energii. A jego potrawy są pyszne!

- Marzyłam o tym – przyznaję bez bicia i wtedy właśnie chłopak odwraca się w moją stronę z talerzem pełnym naleśników. Ich zapach mnie dosłownie zabija.

Na ustach Jake'a ryzuje się wdzięczny uśmiech.

- Uśmiechasz się – zauważa. – Powinienem otworzyć wino? Wygrałaś w jakimś zakładzie podróż dookoła świata?

Prycham kpiąco, siadając na blacie kuchennym.

- I miałabym ryzykować utratę naleśników, prawdopodobnie utratę wolności i życia z rąk gwardii dla jakichś nudnych jazd po tym durnym kawałku ziemi? Wybacz, Nolay, nie jestem aż tak głupia. A mój uśmiech nie jest takim rzadkim zjawiskiem.

Przystaje na chwilę, zastanawia się.

Mam wrażenie, że powiedziałam coś głupiego.

- I to jest prawdopodobnie jedyna rzecz, w której się mylisz. Ale może wyjaśnisz mi powód swojej radości? – zagaja zaintrygowany, więc wyciągam zza pleców mój nowy nabytek. – Czarna skóra?

Krzywię się.

- Coś z nią nie tak?

Jake śmieje się pobłażliwie.

- Masz brązowe włosy, oczy, ubierasz się praktycznie cała na czarno, jakbyś wiecznie tkwiła w jakiejś żałobie, a teraz przychodzisz z nowym, czarnym – kładzie nacisk na to słowo – nabytkiem. Byłbym bardziej zadowolony, gdyby była w innym kolorze, w końcu nie wyglądałabyś na wdowę. A teraz usiądź jak człowiek i grzecznie zjedz posiłek.

Wzdycham.

- Czarny charakter musi mieć swój czarny strój – mówię beztrosko, wymachując rękoma w dziwny sposób. Czuję spokój. Czuję siłę i naprawdę jeszcze większą jej dawką napełnia mnie jego wieczna wiara we mnie, nawet, jeśli robię rzeczy, które mu się nie podobają, jak ta. Od krótkiego czasu, w końcu czuję bezpieczeństwo. Nie zamierzam tego spieprzyć. – Nawet, jeśli wygląda to dosyć podejrzanie, nie prowadzę żadnej wiecznej żałoby – oburzam się, po czym zanoszę śmiechem.

Co się ze mną dzieje, do cholery?

Jake unosi brew.

- Wszystko z tobą w porządku?

Kręcę głową.

- Nie. Znaczy tak – poprawiam się szybko, co wprawia go w jeszcze większe zakłopotanie. – Przepraszam, mam dziś naprawdę dobry humor i nie wiem nawet, dlaczego. Gdzie jest Robin?

- Wyszła rano. Obie wyszłyście i zostawiłyście mnie samego.

- No tak, czujesz się samotny? – kpię, gdy stawia obok mnie talerz z jedzeniem i wzrokiem nakazuje się nim zająć. – Dziękuję.

Wywraca oczyma.

- Nie ma za co – odpowiada spokojnie. – I nie czuję się samotny, ale dzięki za troskę.

NadzwyczajnaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz