15. Impas

32 5 0
                                        

Pokój Shane'a jest chyba najbardziej wysuniętym na południe miejscem w zamku, co znaczy, że praktycznie nikt oprócz niego się tam nie zapuszcza. Ten teren jest po prostu... niemalże pusty. Chwilę mi zajmuje odnalezienie tej akurat sypialni, ale udaje mi się. Drzwi są otwarte więc bez zastanowienia zatrzymuję się w progu, gdy zauważam go obok łóżka, przebierającego koszulkę. Powinnam poczuć się inaczej, niż normalnie? Cóż, może powinno to wzbudzać we mnie trochę zakłopotania? Wtargnęłam tu podczas jego przebierania. Ale muszę przyznać, widok jest niecodzienny, chyba przyjemny.

Zauważa mnie, gdy mu się przyglądam w ciszy, zachowując przy tym kamienny wyraz twarzy. Przynajmniej mam nadzieję, że udaje mi się go zachować.

- Sophia – wymawia to unosząc brew, jakby kompletnie się mnie nie spodziewał. Może faktycznie... nie sposób przewidzieć, co akurat wpadnie mi do głowy.

Krzyżuję ręce na klatce piersiowej.

- Przeszkadzam?

Wzrusza ramionami, po czym zakłada na siebie czarną koszulkę.

Wychodzi gdzieś? Trwa noc. Noc zaćmienia.

- Zależy czego chcesz.

- Pogadać – mruczę pod nosem, ale pewna siebie. – Chyba, że...

- Nie, nie – oponuje, widząc moje zawahanie. – W porządku. Znajdę chwilę.

Znajdzie chwilę... Ciekawe. Dobra, nie, nie mogę być znowu chamska.

Odbijam się więc od framugi i pochodzę do niego, kiedy stoi nieruchomo, obserwują moje poczynania. Chyba przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze jest taki czujny i nieufny. Też taka jestem. Nieufna. To zdecydowanie jest moją największą zaletą lub wadą. Trudno stwierdzić.

Znajdując się bliżej chłopaka, wyczuwam zapach lasu i pięknie pachnącego mydła zmieszanego z jakimiś... perfumami? Nie wiem, ale ta mieszanka jest zabójcza. Zastanawia mnie, czy można po prostu tracić zmysły czując zapach męskich perfum. To ciekawe, ale zawsze je lubiłam. Nawet bardzo. Bardziej niż damskie. Niestety tutaj perfumy to dosyć abstrakcyjna rzecz, nie każdego na nie stać i nie każdy ich używa z wyboru lub nie, ale bracia Black nie oszczędzają na oszałamiających perfumach.

- Słuchaj, właściwie... - Unoszę głowę, przy okazji wzrok na jego twarz. Zachowuje stoicki spokój, co pozwala mi po prostu mówić. Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa. – Właściwie, to chciałam ci podziękować.

- Podziękować? – dziwi się.

- Uratowałeś mi życie – przypominam mu z frustracją.

Nie łatwo przychodzi mi coś takiego, zwłaszcza z takimi osobami jak on – tylko utrudnia sprawę.

- No tak. – Unosi podbródek, patrzy na mnie niemalże demonicznie, protekcjonalnie. Mogłabym przysiąc, że po jego ustach przebiegł cień uśmiechu. A może mi się tylko wydaje? – Nie ma za co. Rozumiem.

Unoszę brew.

- Co rozumiesz?

Odchodzi powoli, zbliża się do okna i opiera dłonie o parapet.

- Twój strach.

- Nie boję się – zaczynam od razu, jakby odruchowo. Samoobrona to mój odruch, chyba jak u każdego. Shane zerka na mnie zza pleców. – Po prostu to trochę sporo informacji, jak na jedną noc. Mogę mieć w sobie coś... demonicznego. Shane, to nie jest zabawne – dodaję, kiedy zauważam jak dziwnie uśmiecha się pod nosem.

Odpycha się od parapetu.

- Owszem, jest. Zawsze to mnie uważałaś za potwora.

- Ja nie...

NadzwyczajnaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz