2 - [Tini]

747 24 8
                                        

Kiedy otworzyłam oczy, przez dłuższą chwilę zupełnie nie pamiętałam, gdzie się znajdowałam. Nie wiedziałam, jaki jest właściwie dzień i co robiłam w nie swoim pokoju.

Po chwili sobie przypomniałam, kiedy zerknęłam w stronę łóżek Cande i Mercedes. Wczoraj, kiedy już wysiedliśmy, zostałam dobrana do pokoju z nimi.

Były całkiem okej, ale obie znalazły się tutaj dlatego, że muzyka stanowiła część ich życia. Była ich pasją.

Ja też uwielbiałam muzykę, ale nie na tyle, by poświęcić jej trzy tygodnie wakacji. Znalazłam się na tym obozie z innego powodu.

Kilka miesięcy temu przeprowadziłam się do Buenos Aires z powodu zmiany pracy rodziców. Nie umiałam się zaaklimatyzować w nowej szkole - nie zdobyłam przyjaciół, a moich znajomych można było wyliczyć na palcach.

Sama nie wiedziałam, dlaczego tak się stało, ale nigdy na to nie narzekałam, za to moja mama już tak.

Uznała mnie za antyspołeczną i stwierdziła, że trzeba mnie wysłać na jakiś obóz, bym poznała nowych ludzi i wreszcie się z kimś zaprzyjaźniła. Kiedy znalazła ogłoszenie o obozie muzycznym, uznała, że to strzał w dziesiątkę. Nie podzielałam jej entuzjazmu.

Zerknęłam na mój zegarek, który znajdował się na moim lewym nadgarstku. 7:23. Wczoraj nam powiedzieli, że pobudki będą w pół do ósmej, więc zaraz pewnie zaczną nas budzić.

Nie działo się wczoraj nic ciekawego, oprócz ustalenia jakichś zasad i planu dnia. Znaczy teoretycznie wszyscy się sobie przedstawialiśmy, ale nie zapamiętałam prawie żadnych imion.

Nagle drzwi od naszego pokoju z hukiem się otworzyły. Do środka wpadła Jackie, która miała na szyi przewieszony gwizdek i po chwili zaczęła w niego dmuchać.

Ja byłam już obudzona, ale Cande i Mercedes na dźwięk gwizdka zerwały się prawie, że do pozycji stojącej. Nauczycielka tańca zaśmiała się głośno.

-No, wiedziałam, że gwizdek was obudzi! -powiedziała, śmiejąc się. -A Pablo gadał, że to głupi pomysł... Za piętnaście minut zbiórka przed budynkiem. Macie być ubrane i ogólnie ogarnięte.

Wyszła, zapewne po to, by obudzić pozostałych.

Ziewnęłam głośno, ale posłusznie podniosłam się z łóżka. To samo zrobiły Cande i Mechi.

Ruszyłam w stronę półeczki na której leżały moje ubrania. Wybrałam zestaw na dziś i zaczęłam się przebierać.

Słyszałam, że Cande i Mercedes zaczęły gorączkowo o czymś szeptać, co jakiś czas chichocząc i czerwieniąc się.

Miałam nieodparte wrażenie, że mnie obgadują, ale z drugiej strony chyba dość głupio obgadywać osobę, która znajduje się zaledwie kilka metrów od ciebie.

W końcu przestały i zwróciły swoje głowy w moją stronę.

-Tini? -zapytała Cande, a ja rzuciłam jej pytające spojrzenie. -Siedziałaś wczoraj w autokarze w Jorge, prawda?

-Och. No tak. -przyznałam.

-On jest strasznie przystojny! -pisnęła Mechi. -Zapoznasz nas z nim?

Nie do końca wiedziałam, co odpowiedzieć.

Faktycznie, miały rację, Jorge zaliczał się do przystojnych chłopaków, ale bez przesady.

No i oprócz tego, że jechaliśmy razem autokarem, nic nas nie łączyło, więc chyba głupio by było wbić do jego pokoju, jak gdyby nigdy nic i przedstawić mu dziewczyny.

music camp || jortini✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz