-Dina? Co się stało, że ty przyjechałaś po mnie sama? -zapytałam dziewczynę, wsiadając na miejsce pasażera.
-Też miło cię widzieć Vi. –zaśmiała się czarnowłosa. -Alina, Jess i Sam nie doszły jeszcze w co się dziś ubrać, a mi się nie chciało czekać. Muszę wrócić niestety trochę wcześniej do domu, dlatego też wcześniej wyjechałam, bo nie chce tracić czasu.
-Dobrze, w takim razie ruszajmy.-Dina po krótkiej chwili wyjechała z podjazdu i włączyła się w ruch drogowy. - Jak było na meczu?
- Drużyny zremisowały. Doszło nawet do bójki, dlatego też od razu zakończyli spotkanie, bo widzieli, że dalsza gra nie ma sensu.
-No to trener raczej nie jest zadowolony, teraz będą mieli wycisk na zajęciach. Wiesz może kto się bił z naszej drużyny? -zapytałam zaciekawiona tematem, bo takie akcje rzadko miały miejsce bytu.
-Will, Asher, Marin, Taylor i dalej to nie pamiętam, ale ta czwórka nieźle oberwała. Emocje wzięły górę i zaczęło się od małych przepychanek, a jak widział to Martin to zamiast rozdzielić ich to rzucił się na kapitana z przeciwnej drużyny, bo wyraźnie miał jakiś problem do Taylora. Przynajmniej taką wersję usłyszałam.
Jak usłyszałam imię chłopaka od razu, poczułam dziwny uścisk. Żałowałam trochę, że nie poszłam na ten mecz, bo chociaż się coś działo oprócz zwykłej rozgrywki. Oczywiście nie uważam bójek za nic fajnego, ale byłam też ciekawa całej zaistniałej sytuacji. W myślach zaczęłam zastanawiać się jak czuję się brunet lub czy będzie na imprezie. Oby się nie zjawił, bo jak przypominam sobie, jak był u mnie to budziły się we mnie mieszane uczucia. Nie wiedziałam, dlaczego tak reaguję na wczorajszą sytuację. Martin nie powinien w ogóle zajmować moich myśli więc od razu pogłośniłam muzykę nucąc słowa mając nadzieję, że to w czymś pomoże.
Kiedy dojechaliśmy pod miejsce w którym była impreza, a był to dom jednego z najbardziej nadzianych uczniów w szkole zaczęłam po wejściu do środka przyglądać się wszystkiemu wokół.
Jego salon był tak wielki, że większość ludzi mogła się swobodnie przemieszczać nie przepychając się przez innych. Podwórko z wielkim ogrodem też zachwycało, najbardziej chyba zwróciłam uwagę na hamak powieszony pośród drzew. Sama też nie mogłam, narzekać na własny dom bądź pieniądze. Moi rodzice bardzo dużo pracowali, żeby zapewnić nam dobre warunki, ale przede wszystkim lubili swoją pracę. Moje przeglądanie domu przerwała Jess, która podeszła do mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Vi jak tam twoje korepetycje z Lukiem? –zapytała, upijając z kubka trunek. Zastanawiałam się od ilu minut już tu jest skoro szykowała się z dziewczynami dłużej niż ja i Dina.
-Bardzo dobrze myślę, że za niedługo Luk będzie rozumiał chemie, bez mojej pomocy.- odparłam zgodnie z prawdą, bo miałam nadzieję, że jak najszybciej chłopak obezna się z materiałem. Nie żeby przeszkadzał mi fakt korepetycji, ale wolałam inaczej spędzać też czas niż ciągle przy książkach. Pomimo, że lubię się uczyć.
-Czyli na nic więcej, nie ma co liczyć? -dociekała nadal blondynka patrząc na mnie przebiegle.
-Jess alkohol już snuje w twojej głowie jakieś scenariusze. Ja i Luke mamy czystą znajomość koleżeńską.
-Cześć Vi, czemu nie widzę cię jeszcze z kieliszkiem?- Zapytała Samantha, która oparła się o ramię Jess. Obydwie dziewczyny miałaby w ręku te same trunki. Był początek imprezy a one nie zamierzały zaczynać pić na spokojnie.
-Samantha wiesz, że alkohol nie wchodzi dziś w grę. Jeszcze jak moi rodzice się dowiedzą to będę miała kazanie, które zejdzie na temat abym nie zrobiła dziecka po pijaku.-przewróciłam oczami, bo moja mama zawsze ostrzegała mnie, żebym dużo nie piła, bo inaczej zrobię coś czego być może będę żałować.
CZYTASZ
Vanitas/Marność
Teen FictionSekrety, to nie dołączony element naszego życia. Jednak w przypadku Victorii Bailey było trochę inaczej, żyła jak przeciętna nastolatka. Nigdy nie musiała niczego ukrywać ani, niczego się obawiać. Nie miała problemu od którego nie znalazłaby wyjścia...
