Do zobaczenia Skarbie

5.1K 161 26
                                        

Jak weszliśmy do środka restauracji moja siostra od razu dostrzegła swoje koleżanki i przysiadła się do nich. Całe szczęście, bo nie wyobrażałam sobie jakie głupoty mogła wygadywać przy moich znajomych. Rozglądałam się po kawiarni szukając miejsca dla naszej piątki, jednak większość była zajęta oprócz jednego stolika, gdzie naprzeciwko znajdowali się akurat ludzie z naszej klasy.

-Dobra, jednak mam ochotę na chińczyka tam na pewno będzie miejsce dla nas wszystkich. Może na wynos weźmiemy jedzenie? - zwróciłam się do dziewczyn, próbując odwrócić ich uwagę aby nie zobaczyły tego jednego wolnego stolika.

-O cześć wam, co wy tu tak stoicie? –zapytał Taylor, który trzymał menu w ręku.

-Przyszliśmy zjeść ale jak widać dziś jest dość tłoczno. –odparła Samatha

-Możecie się dosiąść do nas akurat jest wolny obok stolik. Połączymy oba i każdy się pomieści.

-Świetnie w takim razie prowadź.-rzekła Jess, a ja w myślach westchnęłam. Ruszyliśmy za chłopakiem i przywitaliśmy się z wszystkimi. Tak jak Taylor powiedział, tak też połączyliśmy dwa stoliki do siebie. Każdy zajął miejsce, a ja zostałam wciśnięta na róg obok Martina, bo moje przyjaciółki postanowiły zająć miejsca naprzeciw nas.

-Wyglądasz jakbyś miała siedzieć obok mnie za karę. Victorio to nie przedszkole, nie musisz się dąsać. –odparł Walker, który przeglądał kartę z daniami i nawet nie spojrzał w moją stronę.

-Przepraszam, rozumiem, że dla innych to byłoby coś wspaniałego siedzieć obok ciebie, ale ja za dobrze cię znam i wiem, że nie usiedzisz bez słowa. Z resztą już musisz podnosić mi ciśnienie. Przestań zwracać się do mnie tak poważnie, Nie możesz po prostu mówić tak jak wszyscy? –brunet tylko zaśmiał się lekko na moje słowa i przewracał karty w menu.

-Nie, bo wolę zwracać się do ciebie pełnym imieniem. Za szybko się denerwujesz, wiesz? Zamów sobie jakąś Melissę czy zioło na uspokojenie, jak wolisz.

-Daj mi lepiej to menu, a nie przewracasz te karty już trzeci raz.-złapałam za menu i zaczęłam szukać czegoś dobrego. Nagle poczułam szarpnięcie za bluzkę, no i kto tu zachowuje się jak w przedszkolu.

-Martin weź skończ, bo wezmę te menu i przywalę ci nim prosto w twarz.-odpowiedziałam nie zwracając uwagi na chłopaka.

-Tobie chyba się coś pomyliło. Martin siedzi zawsze obok mnie, wiec wyjazd z mojego miejsca. –rzuciła w moją stronę Oxana, a ja wywróciłam oczami jak zrozumiałam, że to ona mnie szarpnęła.

-A może twojemu chłopakowi nie przeszkadza moje towarzystwo.-Spojrzałam na Martina, a on popatrzał na mnie z podniesionymi brwiami. Przybliżyłam się do niego jeszcze bliżej niego, a jej wyraz twarzy mówił sam za siebie. Była wkurzona. Nie poznawałam samej siebie, po co odgrywam taką scenę. Zamiast posłusznie ustąpić miejsca, a no tak nie trawię jej całym sercem.

-Martin, a tobie w ogóle to nie przeszkadza? -Chłopak tylko wzruszył ramionami i zostawił dziewczynę bez odpowiedzi. –Porozmawiamy o tym w domu.-powiedziała ostatecznie brunetka i odeszła z uniesiona głową.

-Nie wiedziałem, że lubisz dogryzać Oxanie.

-Nie wiedziałam, że nie staniesz po jej stronie w końcu to twoja przylepa, a ty ją tak spławiłeś.

-To co łączy mnie i Oxane to nie twój interes, ale zapamiętaj sobie jedno, ona nie jest moją przylepą.-odparł lekko wkurzony chłopak jakbym zaczęła jakiś drażliwy temat. Zignorowałam to i w końcu zamówiłam sobie jedzenie.

***

Po obfitym posiłku podeszła do mnie Tara z koleżankami, więc już wiedziałam, że coś się święci.

Vanitas/MarnośćOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz