Raz się żyje

4.1K 118 11
                                        

-Co dlaczego ?!- zapytałam, nie wierząc, skąd wpadła na taki pomysł, że to mógł być któryś z nich.

- No bo, jak by się zastanowić, to obu się podobasz, może jest dużo innych chłopców, którzy mogli ci je dać, ale Christopher i Martin najbardziej się koło ciebie kręcą. Jeszcze to, że wczoraj poboli się z twojego powodu.

- Te kwiatki mógł dać każdy nawet jakaś dziewczyna i nie bili z mojego powodu, to tylko plotki- Może to naprawdę dał mi któryś z nich, ale wątpię, że Martin wydałby pieniądze na kwiaty w dodatku dla mnie.
- Lepiej Sylvia opowiadaj jak, poszło wczoraj spotkanie z Taylorem.

- Ale zmiana tematu-Samantha spojrzała na mnie, a ja tylko uśmiecham się do niej
-No, ale dobra. To było dość sympatycznie i zaprosił mnie na piątkową imprezę. Dodał, że mogę zabrać ze sobą paru przyjaciół, więc idziecie ze mną.

***

Wczoraj trochę się zasiedziałam z dziewczynami, ale nie żałuje naprawdę, brakowało mi takiego spotkania. Chociaż zmęczenie, które dziś mi doskwierało przez małą ilość snu, było okropne. Udaję się teraz na Lunch, na który tak długo czekałam.

Wchodzę na stołówkę i w tym samym czasie czuje jak, zostaje przyciągnięta do czyjegoś ciała.

- Cześć gwiazdeczko - od razu podnoszę głowę i spotykam się z brązowymi tęczówkami Martina.

-Wszystko z tobą porządku ?- pytam tak dla jasności.

Nie uzyskuje odpowiedzi na moje pytanie, lecz posyła mi najbardziej uroczy uśmiech, jaki kiedykolwiek mogłabym od niego otrzymać.
Tuż po tym zauważam, że brunet zamierza odejść, chwytam jego dłoń, aby mu w tym przeszkodzić.

Może to nic takiego, ale nie mam zamiaru wyjść na idiotkę przed całą stołówkom, która wpatruje się w naszą dwójkę i tłumaczyć się przed Oxaną która wygląda jak by, miała mnie zabić. Co ludzie sobie teraz pomyślą? Nie wiem co zrobić, więc chwytam mocniej rękę chłopaka.

- Nie ma mowy, że teraz odejdziesz

- Możemy odejść razem- Mówi szeptem, nie czekając na moją odpowiedź, a nawet na pozwolenie prowadzi mnie do wyjścia. Szybko rozglądam się za dziewczynami, ale ich nie było.

-Dokąd idziemy? - pytam chłopaka, ale nie odpowiada. Szybkim krokiem przemierzamy szkolny korytarz, aż wychodzimy na zewnątrz, gdzie idziemy w kierunku jego samochodu.

-Zrywam się stąd- powiadamia jakby, było to oczywiste - Masz, szansę zerwać się, zemną - mówi nagle, odpycha się od auta, aby zająć miejsce kierowcy.

Natomiast ja, stoję w miejscu, zastanawiając się co, powinnam teraz zrobić. Nie chce wracać do szkoły i czuć na sobie spojrzenia wszystkich lub tłumaczyć się moim przyjaciółką z zachowania Martina. A co tam RAZ SIĘ ŻYJE. Przemierzam, krótki dystans dzielący mnie od drzwi samochodu, chwytam za klamkę i wsiadam na miejsce pasażera.

Dwadzieścia minut później znajdujemy się na Nowojorskim budynku, gdzie siedzimy i obserwujemy widok na całe miasto.

Czy kiedykolwiek, chociażby przez myśl mi przeszło, że wyląduje w tym miejscu wraz z Martinem? Oczywiście, że nie.

- I co podoba ci się Tankietko -zaczepia mnie, ściągając na mnie swoją uwagę.

-Nienawidzę, jak tak do mnie mówisz - popycham go lekko, na co prawie spadł z ławki.

-Słodko się denerwujesz -odpowiada z uśmiechem na twarzy.

-Czy to prawda, że pobiliście się z mojego powodu ?- wyrzucam w końcu, nie potrafiąc dłużej zlewać pytania, na które chce znać odpowiedź.

-Może Vi, ale to nie jest odpowiedni chłopaka dla ciebie - Co ?! Skąd on może o tym wiedzieć, jaki chłopaka jest dla mnie odpowiedni.

-A ty może jesteś ?!

-Nie, ja też nie jestem- Mówi - A chciałbym- Dodaje szeptem, że prawie nie było go słychać, a może mi się przesłyszało.- ale uważaj na niego.

- Okej - siedzimy w ciszy, ale to jest ta przyjemna cisza.

***

Piątek.

Cały wczorajszy spędziłam z Martinem. Nie umiał się powstrzymać od dogryzania mi i czasami miałam ochotę go uderzyć. Byliśmy na najlepszych naleśnikach, jakie jadłam w życiu, a do tego przekonałam go na małe zakupy. Momentami zapominałam, że spędzam czas z tym samym Martinem, jakiego widuję w szkole. Trafiło się trochę dla mnie krępujących sytuacji, gdzie nie wiedziałam jak mam zareagować. Było to dla mnie nowe odczucie.

Aktualnie, siedzę na kanapie, oglądając telewizję wraz z Tarą, czekając na Luke. Dzisiejszy dzień w szkole strasznie szybko zleciał, nie spotkałam dziś Christophera, a chciała się zapytać, czy ma coś wspólnego z kwiatami. Dalej ciekawi mnie, o co chodziło Martinowi wczoraj, gdy kazał mi uważać na Chrisa. Słysząc dzwonek do drzwi, powróciłam myślami do rzeczywistości, wstaje z kanapy i idę otworzyć. Witam się z blondynem i idziemy do kuchni, gdzie przygotowałam już potrzebne materiały.

-Idziesz na dzisiejszą imprezę ?- pyta Luk.- Jak tak to mogę cię zabrać, bo jadę przez twoją ulicę.

- Jasne, naprawdę nie będzie to kłopot ? - dobrze, że to zaproponował, bo z dziewczynami umówiłam się przed wejściem na imprezę.

- No jasne, że nie - uśmiecha się i dodaje -To, od czego dziś zaczynamy?

***

-Okej to ja będę po ciebie o dwunastej- przytulam się z chłopakiem na pożegnanie i zamykam drzwi. Polubiłam Luka, nie liczyłam, że będę mieć z nim tak dobry kontakt przez jakieś korepetycje.

Do imprezy, zostało jeszcze parę godzin więc postanawiam odrobić zadanie na poniedziałek, bo czuje, że szykuje dojść szalona zabawa.

Vanitas/MarnośćOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz