Przez drzwi frontowe weszła dość młoda kobieta miała około 39 lat . Byłam zestresowana, że każe mi się wynosić z jej domu albo coś podobnego , ale myliłam się Kobieta spojrzała na mnie i od razu mnie przytuliła. Po chwili się odsunęła
-O Boże nic ci nie jest , Martin wszystko mi opowiedział-Było słychać w jej głosie zmartwienie , co było bardzo miłe-Czy twoi rodzice wiedzą ,że tu jesteś a może powinnam do nich zadzwonić ?
- Dzień dobry Pani Walker , nic mi nie jest-Posłałam kobiecie lekki uśmiech-i proszę nie dzwonić do moich rodziców nie chce ich martwić-kobieta nie była zadowolona z mojej decyzji.
-Dobrze , ale i tak uważam, że powinnaś powiedzieć rodzicom co się stało-Kobieta jeszcze raz mnie do siebie przyciągnęła i zapytała
- Mam nadzieje, że zostaniesz na obiedzie? I poznam bliżej dziewczynę mojego syna. - eee nie wiem co on swojej mamie naopowiadał, ale to nie była prawda .
-Nie wiem co pani ...- przetrwało mi trzaśnięcie drzwiami
-Tak Vi zostanie na obiedzie. -usłyszałam głos Martina, który trzymał w ręku walizkę.
-Ojciec zaraz przyjdzie, rozmawia przez telefon-te słowa kierował do swojej mamy.
-Tata Martin nie żaden ojciec. Idę się przebrać i od razu biorę się za gotowanie, a ty synu daj Victorii normalne ciuchy, w pokoju Olivii coś znajdziecie.-pani Walker zostawiła nas samych a Martin odstawił walizki na ziemie i ruszył w stronę schodów. Jaka Olivia. Przecież nic nie wspominał, że ma siostrę.
- Idziesz czy będziesz tak stać bezczynnie. -ocknelam się i szybko ruszyłam w jego stronę. Przy swojej mamie był milszy uh.
- Czemu dałeś mi swoje ciuchy skoro mogłeś mi dać swojej siostry ? - zapytałam
-Bo nie mam siostry, a Olivia to moja kuzynka, która często przyjeżdża i ma tutaj swój własny pokój. - weszliśmy do pokoju jego kuzynki i zaczęłam się rozglądać po malutkim pomieszczeniu. -Poza tym w moich ciuchach wyglądasz lepiej-posłał mi swój szelmowski uśmiech, na co ja uderzyłam go w ramie.
Au- udawał, że go boli ramię i masował niby obolałe miejsce. -Ja cię goszczę w domu a ty mnie jeszcze bijesz? Oj będzie kara.
- No dobra nie udawaj tylko daj mi jakieś ciuchy. - westchnęłam a chłopak wyciągnął z szafy jeansy i naprawdę krótką bluzkę z dużym dekoltem.
- Serio ?! nie ma tam innej bluzki ? - nie miałam zamiaru jej ubierać.
-No chyba, że wolisz tą ? - wyciągnął z szafy koronkową bluzkę, na co tylko się na niego popatrzałam.
- Dobra daj tylko te spodnie. Zostanę w twojej bluzie, a poza tym i tak nie miałam ci zamiaru jej oddawać. -wzięłam od niego spodnie-A teraz możesz łaskawie już wyjść?
-Oh Vi nie ubliżaj sobie nawet nie mam zamiaru cię podglądać.
-Brawo to na co czekasz? Wypad! -chłopak usiadł sobie na łóżko i zaczął przeglądać coś w telefonie nie reagując na moją prośbę.
-Okej to ja wyjdę-czemu od razu na to nie wpadłam, żeby iść do łazienki . Chciałam otworzyć drzwi, ale poczułam szarpnięcie. Chłopak przyciągnął mnie do siebie przyparł do komody stojącej obok drzwi, jedn ręka chłopka trzyma mnie dalej za nadgarstek a druga przenosi na mój policzek, której dotyk powoduje dziwne przyjemne mrowienie
-Co zrobisz, jeśli cię teraz pocałuje-pyta ze spokojem w głosie ?
-Matko jedyna przestań odwalać sceny i mnie puść. Nie próbuj testować mojej cierpliwości do ciebie.-odpowiadam stanowczo.
CZYTASZ
Vanitas/Marność
Teen FictionSekrety, to nie dołączony element naszego życia. Jednak w przypadku Victorii Bailey było trochę inaczej, żyła jak przeciętna nastolatka. Nigdy nie musiała niczego ukrywać ani, niczego się obawiać. Nie miała problemu od którego nie znalazłaby wyjścia...
