Kolejny tydzień minął szybko. Wraz z Jolką zrobiłyśmy sobie małe wakacje. Co prawda przyjaciółka leniuchowała już od trzech miesięcy, ale ja potrzebowałam tych kilku dni wytchnienia. Prawie cały czas padało, więc większość czasu siedziałyśmy w domu, oglądając stare filmy i wynurzając się sporadycznie na krótki spacer po okolicy. Czasem, gdy dzwonił telefon, miałam cichą nadzieję, że tym razem będzie to jakiś obcy numer, a gdy odbiorę, usłyszę niski, męski głos posiadacza czarnej terenówki, ale chyba o mnie zapomniał albo rzeczywiście „nie chciał bawić się z moją polisą". Co ja sobie myślałam? Zamiast tego telefonował do mnie Wojtek, który chciał znać wszystkie szczegóły z moich początków w nowym mieście. Zapewniał mnie też za każdym razem, że zawsze mogę wrócić i zamieszkać chociażby u niego.
W sobotę obudziłam się kwadrans po siódmej. Z kuchni dobiegały odgłosy radia i pisk gwizdka od czajnika, który z każdą chwilą robił się coraz głośniejszy, jakby bił na alarm. Usiadłam na łóżku, a mój wzrok wylądował na półce z książkami autorstwa cioci Melanii. Przeczytałam wszystkie, nawet jej pamiętnik, który nazywała „terenem zalewowym" — gdy rzeka myśli wychodziła z koryta, wpadała do niego. Pisała go raz na jakiś czas, części wpisów nie zrozumiałam, choć jej rzeczywistość była w dużej mierze moją. Mieszkałyśmy razem, odkąd skończyłam trzy lata. To właśnie wtedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym i ona, jako siostra taty, została moją prawną opiekunką.
Poszłam do kuchni. Zobaczyłam Jolę siedzącą na taborecie. Przyglądała się gofrownicy, którą przytaskałam z Katowic.
— Cześć — przywitałam się.
— Hej — odpowiedziała, nie spuszczając oczu z urządzenia — jak ci się spało?
— Dobrze — odparłam. — Widzę, że chcesz zjeść gofry na śniadanie.
— Tak, zdaje się, że nawet mamy wszystkie składniki — stwierdziła, spoglądając w końcu na mnie z uśmiechem.
— To do dzieła, tylko najpierw kawa.
— Kurcze, Lenka, właśnie się skończyła. Mówiłam rano Krzyśkowi, żeby kupił jak będzie wracał z pracy.
— Rozumiem — odparłam rozczarowana
— Zapomniałam, że ty ani rusz bez kawy.Wytrzymasz?
— Chyba nie mam wyboru — odpowiedziałam, zajmując miejsce na drugim taborecie obok Jolki.
Kawa była moim jedynym uzależnieniem. W ciągu dnia ograniczałam jej spożycie, ale rano musiałam wprowadzić do krwiobiegu dawkę kofeiny.
Siedziałam tak chwilę i patrzyłam w okno, za którym pierwsze promienie słońca wpadały w poranną mgłę. Wtem usłyszałam głos Jolki:
— Halo, ziemia do Lenki!
— Co? — zapytałam, gwałtownie odwracając głowę.
Zdałam sobie sprawę, że coś do mnie mówiła, gdy ja wpatrywałam się w zjawisko za szybą.
— Oj, Lenka, ty chyba jednak musisz się napić kawy.
Przyjaciółka przewróciła oczami.
Przypomniałam sobie o kawiarni, którą widziałam wczoraj, gdy wracałyśmy ze spaceru.
— Wiesz co, Jola? Może ty przygotujesz ciasto na gofry, a ja skoczę do tej kawiarni za rogiem?
— Nie wiem — zawahała się.— A trafisz?
— Jasne — odpowiedziałam, machając ręką — przecież to rzut beretem.
— OK — zgodziła się po chwili namysłu.— Ale uprzedzam, tam jest dość drogo.
CZYTASZ
Oczy wilka
RomansaDaj się porwać spojrzeniu Artura Mangano, które zachwyciło polskie czytelniczki w 2017 roku. Dwudziestodwuletnia Lena przyjeżdża do Głębi, małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Przez przypadek wjeżdża w auto najbardziej tajemniczego mieszkańca miaste...
