Mocno dekoncentrujący przeciwnik

1.1K 44 1
                                        

— Leno, słyszysz mnie?

Niski, męski głos przebił się przez zgliszcza przytomniejącego umysłu. Powoli otworzyłam oczy i od razu wpadłam w sidła wilczego spojrzenia Artura. Leżałam z podkulonymi nogami na tylnym siedzeniu rozpędzonego auta, a on był tak blisko... Trzymał moją głowę na kolanach. Po chwili zaczął gładzić mnie po policzku ciepłą dłonią. Spojrzałam do przodu. Waldi kierował, a Leon siedział obok niego, na miejscu pasażera. Zegar na desce rozdzielczej wskazywał godzinę dwudziestą trzecią trzydzieści.

— Leno — powtórzył.

Nic nie odpowiedziałam. Błądziłam wzrokiem po jego twarzy, która co chwilę znikała w ciemności i pojawiała się dzięki światłom mijanych latarni. W moim umyśle królowały obojętność i zmęczenie. Po chwili doszedł do tego jeszcze otępiający ból głowy. Miałam wrażenie, że miażdży mi czaszkę.

Artur zwrócił się do Waldiego i Leona:

— Musieliście ją potraktować chloroformem? Mały mieliście wybór?

— To stary sprawdzony sposób na dostawę żywego towaru — odparł Waldi.

— Mówiłem ci już, co myślę o twoich starych sprawdzonych sposobach — skwitował, po czym dodał:

— Zatrzymaj się pod domem Nadii.

Auto stanęło na podjeździe, obok rażąco żółtego mini coopera, aż zmrużyłam oczy. Artur wyszedł, zostawiając mnie samą z tyłu.

— Moja głowa — wymamrotałam w końcu, nie mogąc złożyć prawidłowo ust. Wyszedł z tego jakiś niewyraźny dźwięk, jednak Waldi chyba zrozumiał, bo odparł:

— Trzeba było nie uciekać

— Nie... zabijajcie... mnie — poprosiłam odrobinę wyraźniej, jednak wciąż nie panując do końca nad dolną częścią twarzy.

Obydwajzaczęli się śmiać, a Waldi powiedział do Leona:

— Chyba za mocno nasączyłeś gazę w tym syfie.

— Zaraz jej przejdzie — skwitował Leon. — „Nie zabijajcie mnie" zacytował. Już to widzę. Artur by nas chyba wypatroszył.

Znowu parsknął śmiechem.

Waldi kiwnął głową

— Ale w sumie widziała, co widziała, trzeba będzie jej pilnować. - odpowiedział

— Myślisz, że widziała? — zapytał Leon ściszonym głosem — Nie jestem pewien.

— Ale Artur jest pewien, a wiesz, że on rzadko się myli — stwierdził Waldi.

Zachowywali się tak, jakby mnie tam nie było. Może myśleli, że faktycznie nie kontaktowałam. Ja jednak słyszałam ich słowa, tylko jakoś ciężko mi było na nie reagować. Miałam też problemy z koordynacją ruchową i wyraźnym mówieniem. Czułam się tak, jakby moje usta i język były pod wpływem środka znieczulającego, podobnego do tych, które aplikują chirurdzy dentystyczni przed zabiegami.

— Dzwoniłem do Kostka z policji. Mówił, że nie dostali żadnego zgłoszenia — powiedział Leon.

— I dobrze, nasza uciekinierka przynajmniej umie się zachować, co nie?

Waldi kiwnął do mnie głową. Po chwili wrócił Artur. Nie wiem, czemu, ale poczułam ulgę, gdy znowu go zobaczyłam. Uśmiechnął się na mój widok.

— Do mnie — zarządził, dotykając ramienia Waldiego.

Ten natychmiast odpalił silnik. Jechaliśmy powoli. Przez boczną szybę widziałam, że mijamy różnej wielkości wille z równo przystrzyżonymi żywopłotami. Wszystkie domy były podobne do siebie. Po kilku zakrętach stanęliśmy przed dużą, ciemną bramą. Po obydwu jej stronach rozciągał się wysoki mur porośnięty gęstymi pnączami. Artur wyciągnął z kieszeni mały srebrny trójkąt i coś na nim przycisnął. Ku mojemu zaskoczeniubrama zaczęła się obniżać, by w końcu zniknąć całkowicie pod powierzchnią ziemi. W oddali ujrzałam wielką białą rezydencję, tę samą, która do tej pory widoczna była dla mnie jedynie z drugiego brzegu jeziora podczas spacerów z Jolą.

Oczy wilkaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz