Położyłam się do łóżka około dwudziestej trzeciej, szczęśliwa, że Jolka nie zadawała zbędnych pytań typu: „Czego chciał?", „Co robiliście?". Zdaje się, że i do niej, i do mnie powoli docierało, że musiałyśmy wypracować nową relację. Co prawda byłyśmy przyjaciółkami, jednak też współlokatorkami i nie mogłyśmy przez całą dobę wyjaśniać sobie nawzajem wszystkich rzeczy, które działy się w naszym życiu.
Zmęczenie dawało mi się we znaki. Zamknęłam oczy. Różne myśli przelatywały przez mój umysł. Królował w nich Artur,igrająca w jego magnetycznym spojrzeniu, budująca samoocenę troska, i intensywny, otulający mnie zapach jego perfum. Melania była gdzieś za nim. Uśmiechała się i kiwała potakująco głową. Powoli oddalałam się od nich, słuchając zbawiennego szumu sennych fal. W końcu uniosły mnie i poprowadziły w ciemną otchłań kojącego zmysły odpoczynku.
Obudziłam się chwilę przed alarmem.Jolka krzątała się po mieszkaniu, a Krzysiek już najwyraźniej wyszedł. W tygodniu dużo pracował. Zjadłyśmy małe śniadanie. Obydwie byłyśmy podekscytowane tym, co nas czekało w nowej firmie. Gdy założyłam koszulę i spodnie, znowu zabrakło mi jakiegoś detalu, który dodałby wyrazistości mojej kreacji.
Jolka zapytała, zakładając na uszy kolczyki:
–Gdzie twoja kokardka?
–U Artura–odparłam, przyglądając się badawczo swojemu odbiciu.
–Widzę, że nie próżnowaliście wczoraj.–Pokiwała głową.
Nie uśmiechała się, ale też nie powiedziała tego z dezaprobatą.
–Muszę przyznać, że było ciekawie –odparłam. przymierzając do szyi damski krawat w granatową kratkę.
To było silniejsze ode mnie. Trzy lata w „Lejdi" sprawiły, że nie umiałam już chyba wyglądać normalnie.
Nie chciał kokardki, będzie śledzik. Dla mnie ani jedno, ani drugie nie było seksowne, tylko zwyczajnie moje, zgodne ze stylem,który preferowałam.
Seksowna to była Nadia, nawet bez makijażu i w dresie. Przewróciłam oczami, wspominając jej idealnie zarysowane pośladki.
Koniec – upomniałam się w duchu, nie ma myślenia o Arturze i całym jego otoczeniu. W tym momencie liczył się staż. Po to tu przecież przyjechałam.
Wyjechałyśmy spod bloku stosunkowo późno i pod siedzibę firmy zajechałyśmy o siódmej pięćdziesiąt pięć. Budynek był stary i zniszczony. Jolka tłumaczyła, że został wybudowany w latach sześćdziesiątych i wcześniej mieściły się w nim Państwowe Zakłady Inżynierii. Oczywiście co jakiś czas odmalowywali pożółkłe mury, jednak wyglądem odbiegały one znacznie od nowoczesnych hal i budynków, które widywałam na obrzeżach Katowic. Na stronie internetowej firmy też wyglądało to trochę lepiej.
Na parkingu stał już wiekowy kabriolet Kornela. Szybkim krokiem ruszyłyśmy w stronęszarych drzwi wejściowych, do których prowadziło kilka schodków. Spieszyłyśmy się, nie tylko dlatego że było już późno, ale również z powodu wyjątkowego chłodu,jaki uderzył w nas zaraz po wyjściu z rozgrzanego auta. Firma Packing Systems znajdowała się bowiem na przedmieściach i panowała tutaj odczuwalnie niższa temperatura aniżeli na naszym osiedlu.
Gdy przekroczyłam próg, nie zrobiło mi się ani trochę cieplej. Odniosłam wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu, gdzie znajdowała się recepcja, była taka sama jak na dworze –około dziesięciu stopni.
Za ladą siedziała starsza pani przy kości i jadła kanapkę. Miała na sobie brązowy, wełniany płaszcz i bladoróżowy szalik. Jej ciemne włosy, pokryte gdzieniegdzie siwymi pasmami, upięte były w wysoki kok.
CZYTASZ
Oczy wilka
RomanceDaj się porwać spojrzeniu Artura Mangano, które zachwyciło polskie czytelniczki w 2017 roku. Dwudziestodwuletnia Lena przyjeżdża do Głębi, małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Przez przypadek wjeżdża w auto najbardziej tajemniczego mieszkańca miaste...
