Obudziłam się w łóżku sama. Dochodziła siódma. Gdy otworzyłam drzwi od sypialni, usłyszałam głos Artura dobiegający z parteru. Najwyraźniej rozmawiał z kimś przez telefon, zdaje się, że po angielsku. Zeszłam w piżamie na dół. Stał w garniturze przed jadalnią. Wyglądał perfekcyjnie. Granatowa marynarka połyskiwała w pierwszych promieniach słońca, a biała koszula idealnie komponowała się z jego zdrowym uśmiechem. Na mój widok uniósł palec wskazujący, jakby sugerując, żebym chwilę poczekała. Pożegnał się z rozmówcą, następnie podszedł do mnie i pocałował prosto w usta. Poczułam na nich miętę.
Otworzył mi drzwi od jadalni. Stół jak zawsze był suto zastawiony. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam tylko jedno nakrycie.
–A ty?–zapytałam, nie kryjąc rozczarowania.
–Już jadłem.– Rzucił okiem na zegarek.–Muszę zaraz jechać do pracy.
–Jasne–odpowiedziałam, starając się przybrać obojętny ton.
Wyczuł jednak, że coś jest nie tak.
–Co jest?–zapytał, bacznie mi się przyglądając.
–Zawsze tak dużo pracujesz?
–Nie zawsze. Teraz jest po prostu taki czas.
Popatrzył na mnie przepraszająco.
–Rozumiem–odrzekłam w końcu, zmuszając się do półuśmiechu.
Nic nie odpowiedział, tylko wbił we mnie hipnotyzujące spojrzenie, a ja poczułam, że miękną mi kolana. Musnął ustami mój policzek.
–Do zobaczenia później.
–Do zobaczenia–odpowiedziałam.
Szedł tyłem, nie odrywając ode mnie wzroku. Gdzieś w zakamarkach umysłu miałam cichą nadzieję, że w końcu się zatrzyma i zrezygnuje dzisiaj z pracy. Zrobiłabym to samo i wspólnie spędzilibyśmy ten dzień. On jednak odwrócił się przy drzwiach i wyszedł.
Zrezygnowana zjadłam śniadanie i wróciłam na górę. Nie wiedzieć czemu, wyciągnęłam spod poduszki pamiętnik Melanii. Spojrzałam na zegarek w smartfonie. Miałam kwadrans do wyjścia. Zanurzyłam się w pochyłym piśmie cioci. Przerzucałam kolejne kartki, przypominając sobie, jak stopniowo odcinała się ode mnie, od świata. Skończyłam na ostatnim w miarę „normalnym" wpisie pochodzącym z dnia poprzedzającego ostatni wyjazd na wieś. Wyjazd, z którego nic nie pamiętałam.
10 lipca 2012 roku
Uciekniemy razem z Leną. Nikt oprócz ptaków, drzew i nimf wodnych nie będzie czuł naszej obecności. Nareszcie same, odcięte od świata.
Od tej pory jej zapiski robiły się coraz bardziej irracjonalne. Choć o mnie pisała, w tamtym czasie już prawie w ogóle ze mną nie rozmawiała.
Zamknęłam brulion i podeszłam do okna. Nad jeziorem rozciągała się mglista powłoka. Była tak gęsta, że nie mogłam dostrzec drugiego brzegu, a słońce rozlewało się w niej bladą plamą.Czułam się tak,jakbym tkwiła wokrytej puchem krainie.Chciałam w niej zostać, jednak poczucie obowiązku nakazało mi odejść od okna i przygotować się do pracy.
W końcu wyjechałam z mglistejprzestrzeni, tym razem punktualnie docierając do firmy. Dzień minął mi w mgnieniu oka. Gdy zamykałam oczy, widziałam tylko Artura, gdzieś za nim przelatywały też słowa cioci „Uciekniemy razem z Leną".Wilcze oczy jednak świeciły dużo mocniej i spychały w cień zapiski Melanii. Zamiast patrzeć w monitor i wypełniać pliki otrzymane od kierowniczki, krążyłam po orbicie wyobraźni. Nie mogłam doczekać się powrotu do domu.
Gdy po szesnastej wreszcie wjechałam na teren rezydencji, od razu go ujrzałam. Stał przed domem i rozmawiał z kilkoma elegancko ubranymi mężczyznami. Podeszłam do niego. Pocałował mnie na powitanie. Skinęłam głową w kierunku mężczyzni przekroczyłam próg domu.Przebrałam się w wygodniejsze ubranie. Gdy schodziłam po schodach w czarnym, pluszowym dresie, Artur właśnie wszedł do holu
CZYTASZ
Oczy wilka
RomanceDaj się porwać spojrzeniu Artura Mangano, które zachwyciło polskie czytelniczki w 2017 roku. Dwudziestodwuletnia Lena przyjeżdża do Głębi, małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Przez przypadek wjeżdża w auto najbardziej tajemniczego mieszkańca miaste...
