IV. You look beautiful

77 8 22
                                        

Blake's POV

Budzę się następnego dnia, zaatakowany przez promienie słońca wpadające przez okno. Jak otworzyłem oczy, tak znowu je mrożę od tego blasku. Odblokowuję telefon, nawet go nie podnosząc, aby sprawdzić, która jest godzina. Moje gałki oczne prawie mi wyskoczyły z czaszki. Jest jedenasta.

— Kurde — marudzę do siebie. Rozciągam się szybo jeszcze leżąc, po czym wstaję. Ubieram cokolwiek mi wpadnie w ręce i schodzę na dół.

— Hej, słońce — słyszę z kuchni kiedy jeszcze zanim do niej nie wszedłem. Również witam się witam z mamą, zaglądając do lodówki.

— Zrobiłam naleśniki — krzyczy z salonu, na co zamykam lodówkę i widzę obok stertę naleśników. Jestem ślepy. Otwieram dżem i smaruję nim kilka z nich. Biorę talerz do salonu i siadam z nimi na kanapie obok mamy.

Spokojnie sobie siedzę, spożywając posiłek, kiedy słyszę dźwięk telefonu z kuchni. Zerkamy z mamą na siebie nawzajem, wymieniając spojrzenia kłócące się o to, kto idzie odebrać. Oczywiście przegrałem. Wzdycham, po czym podchodzę do kuchni, odkładając talerz na blat. Niechętnie chwytam za słuchawkę. Kto, kurczę, dzwoni w niedzielę? Ale od razu słyszę znajomy głos.

— Siemka — wita mnie George. — Czemu nie odbierasz komórki? — Pyta kiedy przypominam sobie, że zostawiłem ją w pokoju.

— Um.. zostawiłem ją w pokoju, a siedzę w salonie — tłumaczę. — Coś się stało?

— Miałeś przyjść dzisiaj do nas.. znaczy do mnie — poprawia się szybko. Marszczę brwi.

— Reece już jest? — pytam, przeczesując włosy ręką.

— Jestem! — słyszę jego głos przez słuchawkę, na co George reaguje śmiechem.

Dłubię palcami w oku, jakby to miało pomóc mi wymyślić wymówkę na zostanie cały dzień w moim pokoju. Ale nie mogę cały czas wszystkich unikać.

— Będę za jakiś czas — odpowiadam niezbyt entuzjastycznie, ale George chyba tego nie zauważa, bo tylko mówi, że Ok i się rozłącza. Odkładam słuchawkę, pochylając się nad ścianą aby oprzeć o nią swoje czoło.

Wracam do salonu, aby dokończyć posiłek. Mama mnie jeszcze pyta, kto to był, a ja ją informuję, że niedługo będę wychodził.

Dotarłszy do mojego pokoju, przebieram się, żeby wyglądać jak człowiek, chwytam telefon i w trakcie zakładania butów żegnam się jeszcze z mamą.

Siedząc w autobusie, wyciągam telefon, widząc cztery nieodebrane połączenia i osiem SMSów od Bailee. Kurde, będę miał przejebane. Ale nie chce mi się teraz z nią rozmawiać i w moment przypomina mi się  dlaczego.

Jednak to nie był sen. Spotkałem tę dziewczynę naprawdę. I naprawdę też nie znam jej imienia. Chyba bym wolał, żeby to był sen. Zadziwiające to jest, dostrzeganie czegoś ‚takiego' w kimś. Czego w sumie nawet nie da się opisać. Uśmiecham się pod nosem na myśl o jej oczach. Chociaż cała jej twarz jest ładna...

Z myśli wyrywa mnie jakaś dziewczyna, wyglada na około dwanaście lat. Uśmiecha się, pytając o zdjęcie. Również odwzajemniam uśmiech, zgadzając się. Robię z nią na szybko zdjęcie, kiedy okazuje się, że to już jej mój przystanek. Dziękuję jej, odchodzą do wyjścia autobusu.

W końcu docieram do domu George'a, który otwiera mi drzwi, witając mnie radośnie.

Siedzimy od kilkunastu minut w salonie. Słyszę w tle głos rozmawiających chłopaków, ale sam nie mogę się skupić na tym, co mówią. Niespodziewanie dostaję poduszką w głowę.

If I fell |Blake Richardson|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz