V. Confused

82 7 10
                                        

Danielle's POV

„Blake Richardson polubił twój filmik".

Stoję na środku pokoju patrząc się z niedowierzaniem w ekran mojego telefonu. Czytam ten komunikat conajmniej sto razy. Nie wiem jaką mam reakcję, czy to przerażenie, czy radość. Nie no może radość nie. To jest conajmniej dziwne. Chyba jedynym dobrym określeniem na to będzie zmieszanie.

Nagle do mojego pokoju wbiega rozwrzeszczana Lisa. Mój wzrok kieruje się na nią i widzę u niej większy uśmiech niż kiedykolwiek wcześniej. Zakrywa usta dłonią, w drugiej trzymając telefon. Stoi tak przez chwilę, a ja nawet nie mam siły, żeby zadać jej jakiekolwiek pytanie.

— Danny! — krzyczy, po czym podbiega do mojego łóżka i na nie wskakuje. Nawet nie mogę jej za to ochrzanić, tylko obserwuję, co odpierdala. Zamierza mi powiedzieć co się stało czy dalej będzie zachowywać się jak małpa w zoo?

— Co? — pytam w końcu, bo chyba się nie doczekam na odpowiedź.

Słyszę kolejny pisk z jej strony. Zatykam sobie ucho. Ałć.

— Blake pojakował mi zdjęcie na insta! Kumasz to?! — krzyczy podekscytowana, dalej podskakując. Mogę sobie conajmniej wyobrazić jak wyglądam, ale czuję się conajmniej tak jakby zobaczyła ducha. To tylko zbieg okoliczności, tak? Powracam do rzeczywistości i ciągnę Lise za rękę, aby zeszła na dół.

— Ogarniasz to? — uśmiech wciąż utrzymuje się na jej twarzy albo może nawet się powiększa.

— Ta, kumam. Mogę pobyć sama? — pytam, starając się nie brzmieć wrednie ani wyglądać na zdezorientowaną.

— Ej, tobie na pewno też polajkuje — pociesza mnie, kładąc dłoń na moim ramieniu. Marszczę brwi.

— Tak, no pewnie — uśmiecham się, starając się sprawiać wrażenie, że o to mi właśnie chodzi. Przytula mnie, po czym podskakując z nogi na nogę opuszcza mój pokój.

W sumie to dlaczego tak to wyolbrzymiam? On jest sławny, oni lajkują zdjęcia swoich fanów właśnie po to, żeby szczali w gacie z wrażenia. Dokładnie jak Lisa. I teraz też ja. Chociaż logicznie myśląc, nie wstawiłam żadnego zdjęcia z koncertu. Polubił mój filmik, który nie ma żadnego powiązania z ich twórczością ani nic takiego. In fact, wstawiłam go jakieś pół roku temu. Okay, nie ważne. Pewnie chce, żebym o tym rozmyślała. Nie, Danielle, koncert już się odbył. Zajmij się swoim życiem. No tak, jutro zajęcia. Powinnam poćwiczyć grę na wiolonczeli.

Siadam do niej i chwytam smyczek. Zaczynam grać jedną z kompozycji Ludovico Einaudiego. Po chwili przypominam sobie, że to ten sam utwór, który nagrałam na instagrama i Blake go polubił...

Dobra, to może spróbuję gitarę. Nie, to zbyt oczywiste. Już od samego patrzenia na nią przypomina mi się ta gitara, na której grał Blake na koncercie.

Zostało mi pianino. Przypomina mi się tylko, że George gra z ich całej trójki na pianinie. Kładę palce na klawiszach i rozpoczynam grać utwór, którego akurat partytura stoi na podstawce. Skupiam się tylko i wyłącznie na dźwiękach, płynące z tego pięknego instrumentu. Ale teraz zamiast myśleć o Blake'u, przypomniał mi się mój ojciec. Kiedy dziesięć lat temu, jeszcze dwa lata przed tym, jak odszedł, zapisał mnie do szkoły muzycznej i jedyne, co musiałam umieć perfekcyjnie robić to grać na pianinie i wiolonczeli.

Często nie miałam po prostu ochoty ćwiczyć, jak to dziecko, ale wtedy okropnie się wkurzał. Nigdy nie wyrządził mi żadnej krzywdy fizycznej, ale to, co zostawił w mojej psychice wciąż się za mną ciągnie. Może to kompleks jego niespełnionych marzeń, ale nie wiem czy to jest wystarczające usprawiedliwienie go za to wszystko.

If I fell |Blake Richardson|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz