× 7 ×

1.9K 137 102
                                        


× ×

Kolejne półtorej godziny minęło naszym bohaterom jak z bicza strzelił. Dość szybko dostali się do Okazaki - o dziwo jechali tylko czterdzieści minut, ale to ile punktów w prawie złamał i ile powinien nazbierać kasy na wszystkie mandaty kierowca ostro słuchający disco polo całą drogę, to już inna sprawa.

Teraz pozostawało tylko jedno pytanie - no właśnie, co teraz?

Todoroki pomyślał, że najprościej będzie zapytać kogoś o drogę. I zapewne zrobiliby tak, gdyby nie fakt, że trafili na totalne zadupie, gdzie o dziewiętnastej na drodze już nie było żywej duszy. Na szczęście Shoto wpadł na kolejny iście genialny pomysł. Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Izuku. Co prawda początkowo chciał wykręcić numer do Momo, ale stwierdził, że lepiej dzwonić do przyjaciela. Mimo tego, że stosunki między nim a Yaoyorozu były wprost idealne i perfekcyjnie przyjacielskie, to wiedział, że ją skrzywdził, a ona wciąż coś do niego czuła.

- Todoroki-kun?! - Krzyknął Deku, gdy tylko odebrał dzwoniący telefon, a gdy wszyscy usłyszeli nazwisko swojego przyjaciela, od razu zabrali się wokół Midoriy, chcąc usłyszeć ich rozmowę. - Co z tobą? Jest z tobą Kacchan? Nie odzywaliście się cały dzień, nic wam nie jest?? Zgubiliście się?! - Zaczął zamęczać dwójkę przyjaciół masą pytań.

Bakugou zmarszczył brwi i wyrwał telefon mieszańcowi, po czym wziął głęboki, ale szybki wdech, przygotowując się tym do krzyku.

- Zamknij się, Deku! - Warknął do słuchawki, a zielonowłosy słysząc krzyk w telefonie, po prostu odsunął słuchawkę od ucha. - Gdzie jesteście? Wyjebało nas pod jakieś schody pod lasem - powiedział już o dziwo trochę spokojniej.

- Ah, tak, schody! - Ożywił się Izuku, jakoby właśnie przypomniał sobie drogę. - Musicie wejść na górę, tam dojedziecie do świątyni, potem idziecie ścieżką w lewo i tam my jesteśmy w dużej, drewnianej hacie. Wyślę wam lokalizację w razie czego! - Nie czekając na odpowiedź, wyszukał w mapie google odpowiedni adres i wysłał Todorokiemu.

- Dziękuję, Midoryia - powiedział mieszaniec, gdy w końcu zabrał swój telefon z rąk Bakugou.

- Nie ma sprawy, Todoroki-kun! Czekamy na was, zrobię wam herbatę - nim którykolwiek z zagubionych zdążył coś powiedzieć czy chociażby przytaknąć, zielonooki rozłączył się, a kolorowowłosemy słyszał już tylko głuchy sygnał.

Shoto szybko wyszukał wysłaną przez Izuku lokalizacje w mapie google. Przeanalizował ekran telefonu i skrzywił się nieznacznie.

- Co jest? - Zdezorientowany miną mieszańca Bakugou podszedł do niego i również spojrzał na wyświetlacz, po czym na jego twarzy także pojawił się ten dziwny grymas niezadowolenia. - No chyba se jaja robicie...

- Półtorej godziny wędrówki - westchnął Todoroki, chowając telefon do kieszeni, ówcześnie orientując się, którą ścieżką powinni się kierować. - Chodźmy już, nie ma czasu do stracenia - mówiąc to, od razu ruszył przed siebie, a Katsuki krok za nim.

- Zawsze jest czas, który warto stracić - wymamrotał pod nosem blondyn.

Był to praktycznie niesłyszalny szept, ale dwójka chłopców szła na tyle blisko, że heterochromik bez większego problemu zrozumiał słowa niższego.

- Tak myślisz? - Zapytał. - Moim zdaniem niekoniecznie... - zamyślił się na chwilę Shoto, ale po krótkiej chwili ciągnął dalej. - Myślę, że nawet jeśli przeżywamy ciężki i bolesny okres w naszym życiu, to jest to czas, którego lepiej nie tracić - spojrzał na młodszego kątem oka. - W końcu człowiek uczy się na błędach przeszłości i dzięki nim wie, jak żyć dalej. Tracenie czasu jest... bezsensowne.

Znamię [TodoBaku ff]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz