× 9 ×

1.7K 148 141
                                        



× ×

Sam Kaminari był zaskoczony, że obudził się jako pierwszy. I to jeszcze tak wcześnie, bo o piątej rano. Jednakże z lekka bardziej zdziwił go fakt, że w pokoju brakuje jednej osoby.

"Może poszedł do toalety?", zapytał w myślach, po czym zarzucił na siebie bluzę i zszedł na dół, kierując się w stronę kuchni. Mógł skorzystać i zjeść najlepsze naleśniki od pani Tsubosaki, jakie w życiu jadł. Mimo tego, że były po wczorajszej kolacji, był pewien, że wciąż są tak samo znakomite.

Od pokojów, w których spała 3A, do kuchni prowadziły dwie drogi. Pierwsza wiodła przez schody od prawej strony (patrząc od wyjścia z pokoi), niedługi korytarz, schody i ostatni korytarz, który z kolei od kuchni oddzielony był wielkim łukiem. Robiło to wyrażenie zważywszy na fakt, że łuk był gruby i drewniany, a na nim wisiało kilka jelenich poroży, znalezionych zapewne w tutejszym lesie. Wyglądały naprawdę niesamowicie, szczególnie o piątej rano w promieniach wschodzącego słońca, które przebijały się przez wielkie okna.

I zapewne tą drogę wybrałby Denki, gdyby nie fakt, że dzień wcześniej naoglądał się do późna horrorów z Kirishimą i Sero i teraz bał się, że owe rogi ożyją i go zaatakują, czy coś w tym stylu.
Dlatego Kaminari wybrał drugą drogę - schodami na lewo przez korytarz do salonu, który także był oddzielony łukiem od kuchni, tylko że na nim nie widsiały żadne przerażające rogi, a zamiast nich drewno zdobiły stare, ręcznie zdobione naczynia ceramiczne.

Tak też blondyn wyruszył w podróż. Starał się nie zwracać uwagi na otoczenie, będąc w przekonaniu, że jeśli przypadkiem spojrzy na te wcale nie wyimaginowane potwory, to one go zeżrą, ewentualnie uduszą. Jego ignorowanie otoczenia nie trwało jednak zbyt długo, bo do momentu, w którym usłyszał, jak coś wierci się na kanapie w salonie, przez który właśnie przechodził.

Strach go sparaliżował. Nie czuł nóg, nie mógł się poruszyć. Jedynym ruchem, na jaki jego organizm mu zezwolił, było powolne spojrzenie na sofę. Pech chciał, że była ona odwrócona do niego tyłem, dlatego chłopak nic nie widział. Nieznana siła zmusiła blondyna do podejścia do kanapy i odkrycia, jaki potwór czycha za jej oparciem.

Ruszył. Powoli. Był czujny. Powietrze zgęstniało, jego oddechy były coraz głębsze. Zacisnął oczy. Szedł dalej mimo zawachania. Kolejny raz sprężyny na kanapie wydały dźwięk. Kaminari otworzył powoli oczy. Ostrożnie.

- TODOROKI!!! - Krzyknął z ulgą, klękając przed chłopakiem śpiącym na kanapie.

- Pali się? - Zapytał cicho mieszaniec, który sekundę temu się przebudził, trąc piąstkami zaspane oczy.

- Przestraszyłeś mnie! Myślałem, że umrę! - Krzyczał Denki z teatralnym płaczem, kładąc czoło na brzuch mieszańca okryty kocem. - Oh, chyba ci się przytyło - zaśmiał się i pogłaskał brzuch Shoto, który sekundę później się poruszył.

Kaminari ponownie krzyknął przestraszony i odskoczył na bezpieczną odległość równą dwa metry.

- T-T-Todoroki... T-twój brzuch.... - zaczął się jąkać blondyn, pokazując palcem wskazującym drżącej dłoni na wiercący się brzuch. - T-To żyje!

- Ciszej, bo go obudzisz - wydukał cicho Shoto, odkrywając delikatnie jasną, rozczochraną czuprynę spod koca. Kaminariego zamurowało. - Która godzina?

- C-coś koło piątej... - Wymamrotał chłopak, wciąż siedząc z wytrzeszczonymi oczami.

- Więc wracam spać. Błagam, bądź cicho - Wymamrotał zmęczonym głosem Todoroki, po czym zamknął delikatnie powieki i obrócił głowę na prawy policzek, wracając tym samym do swojej poprzedniej pozycji, a przy okazji podciągnął kocyk pod brodę osoby leżącej na nim.

Znamię [TodoBaku ff]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz