Rozdział 17

6.5K 329 21
                                        

Budzę się bardzo wczesnym rankiem. Czuję ciepło Ronnie obok mnie. To naprawdę niesamowite uczucie. Może nie pokazuję jak bardzo mi na niej zależy i jak bardzo jestem jej wdzięczny za to, że przyszła w nocy i położyła się obok mnie, ale tak jest. Całuję ją w czoło i wracam do siebie.

Nie jestem pewien, co myśli na temat moich "flirtów" z Amy, ale mam nadzieję, że odczuwa minimalną zazdrość. Przecież tylko po to robię. To chyba jedyny, jak i ostatni sposób by odzyskać Anderson. Kiedy ode mnie odchodzi, odczuwam pustkę. Brakuje tej drugiej połówki w moim sercu. Przez co narząd ten nie może normalnie funkcjonować. A wiecie, co boli najbardziej? Świadomość, że brunetka odchodzi zawsze z mojej winy.

Po odświeżającym prysznicu postanowiam coś zjeść. W samych bokserkach kieruję się do kuchni. Żeby zabić głuchą ciszę, jaka panuje w tym pustym apartamencie, włączam radio. Wzrokiem skanuję zawartość lodówki. Niewiele znajduje się w niej produktów, co oznacza zakupy. Jednakże to może zaczekać ponieważ znalazła się tutaj jakaś szynka i ser, które pozwalają na tosty. Z miski zabieram dwie ostatnie pomarańcze. Robię z nich świeży sok pomarańczowy, idealny na śniadanie. Uruchamiam toster, który musi się nagrzać.

I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
I wanna love like you made me feel
When we were 18*

Nucę sobie kawałek piosenki puszczanej na antenie. Lubię tę piosenkę, mam do niej sentyment. Nie jest ona mojego autorstwa, ale tak trochę wpasowuje się w miłość do Ronnie, która rozkwitła właśnie, kiedy miałem 18 lat. Długo się znamy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, potem był epizod bez niej, po jej powrocie staliśmy się parą, a teraz wróciliśmy do początku, czyli do przyjaźni. Ale przyjaźń to dla mnie za mało, dlatego staram się odzyskać Ronnie.

Kończę ubierać się i wychodzę na zewntąrz. Nogi niosą mnie do mieszkania obok i tam właśnie się wybieram. Tak jak się spodziewałem, drzwi otwiera mi blondynka. Gestem ręki zaprasza mnie do środka. Nie czekam zbyt długo, kiedy Sami rzuca mi się w ramiona.

-Tato, zaśpiewasz mi coś? -Pyta niebieskooki kiedy stawiam go na ziemi.
-Jasne, a co byś chciał? -Unoszę brew i uśmiecham się.

-Zaśpiewaj coś co lubisz. -Proponuje.

Chwytam go za dłoń i prowadzę do salonu. Siadamy po turecku na puchatym dywanie. Zapraszam do towarzystwa Amy. Oplatam ją ramieniem. Ronnie niedługo wraca z pracy, a ja po prostu kontynuuję swój plan. Zastanawiam się dlaczego Sami nie poszedł dzisiaj do przedszkola, ale zapytam go o to później.

Cause nobody knows you, baby, the way I do, And nobody loves you, baby, the way I do, It's been so long, it's been so long, we must be fireproof, Cause nobody saves me, baby, the way you do**

Śpiewam z zamkniętymi oczami, a kiedy je otwieram mój wzrok ląduje na wejście do salonu. Zielonooka stoi w progu i patrzy na naszą trójkę. Badam jej twarz, ale nie mogę niczego dostrzec.

-Nie wiedziałam, że śpiewasz piosenki rywali. -Odzywa się, lecz głos jej się załamuje.

Nie mam pojęcia dlaczego nie zdejmuję ręki z ramienia blodynki, mam zaćmę. Nie chciałem doprowadzić brunetki do takiego stanu. Lecz ona próbuje ukryć wszelkie uczucia. Patrzę wciąż na dziewczynę. Przełykam ślinę.

-Oni nie są moimi rywalami. Kumplujemy się. Nie jestem już gwiazdą, nie musimy rewalizować ze sobą zawodowo. -Tłumaczę.

Nie mówi już nic, tylko skina głową i znika w swojej sypialni. Po kilku minutach wybiega z niej przebrana, a następnie z mieszkania. Otwieram usta i wytrzeszczam oczy. To było coś, czego nie oczekiwałem. Siedzę i wpatruję się w drzwi. Jestem zdezorientowany.

-Bieber, kończymy z tym. Leć za nią. -Amy szturcha mnie w bok.

Otrząsam się i pospiesznie wstaję. Wybiegam z apartamentu i rozglądam się po korytarzu. Przeszukuję każde piętro po koleji, ale nie ma śladu Ronnie. Zbiegam po schodach na piętro. Szukam Michaela, mam nadzieję że on mi pomoże. Wpadam na niego kiedy odwracam się, by wrócić na hol.

-Hej Welman, nie wiesz gdzie chodzi Ronnie, kiedy chce pobyć sama i pomyśleć? -Pytam z nadzieją.

-Za kamienicą jest taka ławka, to tam zazwyczaj spędza czas, gdy musi podjąć ważną decyzję. Dlaczego pytasz? -Ściąga brwi.

-Nieważne, dziękuję. -Zrywam się do biegu.

Przemierzam korytarz i docieram do tylnych drzwi, modląc się by były otwarte. Najczęściej los mi nie sprzyja, więc odczuwam ogromną ulgę, gdy okazuje się, że nie są one zablokowane. Może to znak, znak na dobre zakończenie dzisiejszego dnia?

Szukam wspomnianej przez dozorcę ławki. Zajmuje mi to chyba z dziesięć minut, ponieważ jest ona ukryta pod gałęziami płaczącej wierzby. Nie dziwię się brunetce, dlaczego wybrała właśnie to miejsce, skoro teraz wypłakuje łzy. Dostosowała otoczenie do swojego samopoczucia.

Ostrożnie podchodzę do ławeczki i siadam obok Anderson. Powiedzcie mi, jak ja mam to teraz naprawić? Powinienem cieszyć się z tego co mam, a miałem przyjaźń brunetki. Teraz? Nie wiem na czym stoję. Muszę być tym cholernie upartym człowiekiem, by dążyć do czegoś, czego pragnę. Nie pomyślałem, że mogę przy tym ranić najbliższe mojemu sercu osoby.

-Ronnie, ja.. -Urywam. -Muszę coś powiedzieć. Proszę wysłuchaj mnie. Wiem, że dostawałem od ciebie wiele szans i wszystkie zaprzepaściłem, ale.. kocham Cię. Ty i dzieci jesteście dla mnie najważniejsze, nie na świecie.. To wy jesteście moim światem. Nie wiedziałem, co mam zrobić żebyś do mnie wróciła. Po tym wszystkim przyjaźń mi już nie wystarcza. Poprosiłem Amy, żeby ze mną flirtowała.. Chciałem, żebyś była zazdrosna. Nie wiem dlaczego to zrobiłem, przepraszam. -Wstaję. -Pójdę już. -Mówię szeptem.

Robię krok w przód, ale dalej nie mogę się poruszyć. Zielonooka trzyma mnie za nadgarstek. Odwracam się i patrzę na dziewczynę. Unosi głowę i spogląda na mnie przez załzawione oczy. Przygryza wargę i nawilża usta.

-Wiem, że mówisz prawdę. Amy przesłała mi przed chwilą wasze wiadomości. -Łka. -Nie rób tego. Nie odchodź ode mnie, wtedy ja zostanę. Proszę.

-Nigdy. -Szepczę i ciągnę ją w swoje ramiona.

Nie chcę niczego przyśpieszać. Nie wiem, czy znów jesteśmy razem.. Wystarczy mi to co jest. Stoimy pośród gałęzi, uwięzieni w swoim uścisku. Mam nadzieję, że już nic i nikt nas nie rozdzieli.

-Nie wiesz jak bardzo mnie raniłeś przez te wszystkie lata, ale cholernie za tobą tęskniłam. -Mówi w mój tors.

-Wiem, jak strasznie cię raniłem. Przepraszam, przepraszam, przepraszam za wszystkie twoje smutki i żale. Moje życie straciło sens, kiedy znów ode mnie odeszłaś. -Nie powstrzymuję łez. -Kocham Cię.

-Ja ciebie też.

~~~~~~~~~~

*One Direction-18
**One Direction-Fireproof

Daddy 2Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz