Alonso i ja podjechaliśmy do jego domu dość szybko. Brunet był bardzo delikatny wobec mnie, ale podczas jazdy widziałam, że jest lekko mówiąc wkurzony. Gdy zmieniał biegi robił to z taką mocą, jakby zaraz miał ją rozpierdolić.
Kiedy już wchodziliśmy do jego mieszkania uspokoił się, zresztą ja również. Stwierdziłam, że skoro nic mi się nie stało, nie ma co się martwić i przybrałam swoją maskę, lecz mimo to i tak czułam się niebezpiecznie. Pierwszy raz przytrafiła mi się taka sytuacja i trochę nie wiedziałam, jak się mam zachować. Jak się zachować przy nim. Widział mnie zapłakaną i roztrzęsioną, było to dla mnie niekomfortowe. Nie lubię płakać przy Dagmarze, a co dopiero przy chłopaku, którego znam ponad tydzień.
Wiadomo, że teraz mi nic nie grozi, bo jestem w bezpiecznym miejscu, ale cały czas widzę przed sobą tamtą sytuację.
- Jesteś już bezpieczna. Nic ci się tu nie stanie. - Moje przemyślenia przerwał chłopak.
- Wiem przecież - udawałam wyluzowaną.
- Och, doprawdy? Zamknąłem za nami drzwi pięć minut temu, a ty nadal stoisz w miejscu, nie zdjęłaś butów, rozglądasz się po całym mieszkaniu, trzęsą ci się ręce i skubiesz skórki u paznokci. - Mój wzrok powędrował na moje dłonie. I faktycznie, miał rację. Przejrzał mnie na wylot. - Nie, masz rację. Po prostu mam zwidy. - Dodał sarkastycznym tonem.
- Oj nie bądź hipokrytom. - Zirytowały mnie te słowa, zachowuję się dziwnie. - Wiesz co jednak chcę wrócić do domu.
- Dobra, wezmę ci taksówkę.
- Oj nie fatyguj się, sama sobie zamówię.
- Super. Na razie!
- Do zobaczenia! - Odkrzyknęłam i wychodząc trzepnęłam drzwiami. Zamówiłam sobie ubera i poczekałam na niego. Oczywiście na klatce, przed jego drzwiami. Dopiero, gdy podjechał wyszłam i odjechałam do domu.
...
Jak wróciłam było po dwudziestej trzeciej. Wchodząc drzwiami zastałam moich rodziców na balkonie oglądających gwiazdy. W ogóle zauważyłam, że ten wyjazd bardzo ich do siebie zbliżył. W końcu ojciec nie ma przy sobie kochanki i są cały czas razem.
Nie chciałam im przeszkadzać, dlatego postanowiłam przejść niezauważona do swojego pokoju. Niestety mojego planu nie udało się zrealizować, bo kiedy miałam już chwytać za klamkę mama szła w stronę toalety i mnie zauważyła.
- O Zoe! Wróciłaś już. Słuchaj przepraszam za wczoraj, pogadałam z twoim ojcem i zrozumiałam, że masz rację. Jesteś młoda i powinnaś się wyszaleć. Ja byłam dokładnie taka sama w twoim wieku. Wtedy też przyjechałam z rodzicami do Alicante, tylko ty masz trochę lepiej, bo masz ze sobą swoją najlepszą przyjaciółkę. Ja byłam sama i pamiętam jak dziś, gdy o drugiej w nocy wymykałam się i wracałam o ósmej rano do hotelu. Tak poznałam twojego tatę. - Wow. Nie wiem czy bardziej jestem w szoku z powodu, że matka przyznała mi rację, czy dlatego że tu poznała ojca. - Powiem ci coś w tajemnicy. Pewnie zauważyłaś, że między mną, a Aleksym od paru lat jest źle. Przyjechaliśmy tu , aby naprawić nasze zardzewiałe relację. Poczuć się, jak dwadzieścia lat temu, kiedy mogliśmy wszystko. Dlatego mała rada dla ciebie. Żyj tu, póki możesz. Niby to jedenaście tygodni, ale zleci nam to wszystkim w mgnieniu oka i wrócimy do szarej rzeczywistości. - Matka skończyła swój monolog i już miała iść dalej gdy dodała. - A i jutro jedziemy na tydzień do Tarragony, do naszego drugiego ulubionego miasta, jeśli chodzi o Hiszpanię. Dosyć spontanicznie to wymyśliliśmy z tatą, ale bardzo się cieszymy. Jedzie się tam ponad cztery godziny, więc wyjedziemy pewnie o jakieś dziesiątej. Napisz proszę Dadze, aby niedługo wróciła, bo musi się spakować i wyspać.
CZYTASZ
LO VAS A OLVIDAR
Teen FictionHiszpania, rok 2016, gorące wakacje, bogata dzielnica, a pośród tego wszystkiego ONA. Pyskata, wytatuowana, wysoka brunetka. Jedno wyjście, jedna impreza. ONA i jeszcze KTOŚ. Ten KTOŚ to wysoki, czarnowłosy chłopak, z oczami tajemniczymi jak księżyc...
