4. Mała ucieczka

22 5 0
                                        


  Atmosfera była naprawdę niesamowita, każdy rozmawiał z każdym, było mnóstwo śmiechu i wszyscy mieli naprawdę świetny humor.

  Udało mi się nawet zamienić parę słów z Tessą. W skrócie, impreza mijała dokładnie tak, jak chciałam.

  W moim życiu rzadko co szło zgodnie z moim planem, więc nie wiem czemu zdziwił mnie fakt, że wszystko się posypało w jednym zgodnym momencie.

  A tym momentem było wejście niespodziewanego gościa, którym był nie kto inny, jak Alec pieprzony Cartis.

  Wszyscy wyglądali na zadowolonych bądź zaciekawionych jego przybyciem, poza mną.

  Gdyby ktoś chociaż na mnie spojrzał, miałby wrażenie, że zobaczyłam ducha. Wciskałam się w kanapę najbardziej jak tylko mogłam, aby broń Boże nie usiadł koło mnie.

  Oczywiście życie lubi mi dopierdalać, więc po prostu zaakceptowałam jego zielone tęczówki, które zatrzymały się na mojej twarzy. Chłopak zaczął iść w moim kierunku, a Liam jak na zawołanie zrobił mu miejsce przysuwając się do krawędzi.

  Posłałam mu spojrzenie jasno mówiące "Ty zdradziecki kutasie" i obserwowałam beztroskę, z jaką Cartis usiadł delikatnie przekrzywiony w moją stronę.

  Siedząca po mojej prawej blondynka patrzyła to na mnie, to na szatyna, aż w końcu uśmiechnęła się promiennie, unosząc brwi w sugestywnym geście.

  Szturchnęłam ją w ramię i postanowiłam ignorować. Na krańcach sofy siedziało dwóch zdrajców, pozostawiając mnie na pastwę losu. No ja pierdole.

  Jednak nie byłabym sobą, gdybym po prostu się poddała i wyglądała na przytłoczoną jego obecnością.

  Na swoje szczęście byłam aktorką idealną, więc uśmiechnęłam się pogodnie utrzymując z chłopakiem kontakt wzrokowy oraz ignorując wszystkie inne natrętne spojrzenia.

- Hej, znów się spotykamy. - przywitałam się, podkreślając dla reszty, że ja i Alec już się znamy.

  Odwzajemnił mój uśmiech, przez co tak jak ostatnim razem, jego twarz przestała wyglądać na groźną.

- Cześć Mika, miło cię widzieć. - odpowiedział, a ja poczułam gęsią skórkę przez sposób, w jaki wypowiedział moje imię.

  Nienawidziłam tego. Nienawidziłam tego jak na mnie działał. Cały tydzień miałam od niego spokój, nie licząc tamtego felernego poniedziałku i było mi z tym dobrze.

  A teraz siedziałam tam, mając intensywną zieleń przed oczami. Tą samą, która gnębiła mnie pierwszej nocy po poznaniu go. I chociaż czułam dokładnie łzy cisnące mi się do oczu, nie oderwałam wzroku od jego tęczówek.

To było dla mnie za dużo, ale nie potrafiłam przestać. Nie mogłam. W końcu nie byłam słaba i musiałam to udowodnić.

  Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszałam głos Dylan'a. Tak jak przypuszczałam, Alec od razu odwrócił się w jego stronę. Kiedy pochylił się nad stolikiem, zbliżając się do siedzących na przeciwko nas chłopaków, moje ciało zaczęło się powoli rozluźniać. Nie na długo, ponieważ Kylie momentalnie oparła się głową o moje ramię, niby to gestem zmęczenia.

- Masz mi coś do powiedzenia? Skąd ty go znasz? Widziałaś jak na ciebie patrzy? - szeptała raz po raz, chcąc natychmiastowej odpowiedzi.

  Nie miałam na to ochoty, ale wiedziałam, że mnie to nie ominie. Wzięłam płytki oddech, tak aby nie zauważyła mojego zdenerwowania.

- Nie mam ci nic do powiedzenia, Lie. Spotkałam go na początku tygodnia na przystanku, pogadaliśmy trochę i tyle. Nic wielkiego. - odpowiedziałam również szeptem, naśladując ją.

Hard HappinessOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz