Gdy tylko dach ganku zasłonił szczyt mojej głowy, odetchnęłam cicho. Usłyszałam przez uchylone okno krzyki mojej mamy i już wiedziałam, że powinnam była się rozkoszować każdą sekundą spokoju. Wchodząc do niezbyt przytulnie urządzonego domu, otuliło mnie fizyczne ciepło co podniosło mnie na duchu.
Tak, myślę, że to idealny opis wystroju, a raczej jego braku. Bez zbędnych ceregieli skierowałam się w stronę salonu, z którego dochodziły zbulwersowane wrzaski, jednak zamarłam w progu, widząc jak blondwłosa kobieta wymachuje pustą butelką po jakimś tanim alkoholu przed twarzą mojej siostry.
- Wróciłam. - oznajmiłam chłodno, ściągając na siebie uwagę obu z nich, dokładnie tak jak tego chciałam. Wyciągnęłam ramiona w stronę przestraszonej dziewczynki i czule ją przytuliłam.
- Świetnie, trzeba posprzątać. A i zajmij się obiadem, jestem głodna. - odezwała się kobieta, przypominając o swojej obecności. Zignorowałam ją i znów przeniosłam spojrzenie na małą blondynkę wtuloną w mój bok.
- Hannah, idź do mojego pokoju, zaraz do ciebie dołączę. Na moim łóżku leżą słuchawki, posłuchaj naszej ulubionej piosenki. - szepnęłam, kucając obok dziewięciolatki cały czas głaszcząc ją po plecach.
Pokiwała głową i szybko czmychnęła po schodach na górę. Gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, podniosłam się i podeszłam do matki, zabierając jej pustą butelkę.
- Tobie już wystarczy, połóż się mamo. - powiedziałam, próbując chociażby posadzić ją na kanapie. Czułam od niej potężny odór alkoholu, więc byłam prawie pewna, że piła jeszcze po powrocie do domu.
Jej stan zadziałał na moją korzyść i udało mi się ułożyć ją pod kocem. Podłożyłam jeszcze miskę na podłodzę w razie czego i przeniosłam się do kuchni, gdzie z kolei podgrzałam obiad dla siebie oraz siostry. Porcję dla śpiącej kobiety zostawiłam na blacie obok mikrofalówki.
Dziękowałam w myślach cioci Willow za zatrudnienie mnie jako kelnerkę, chyba tylko dlatego udało mi się zanieść dwa talerze na piętro bez większych problemów. Jednak tam czekała na mnie kolejna przeszkoda. Drzwi.
- Obiad! - krzyknęłam, stukając w drewno stopą, licząc, że Hannah nie słucha muzyki jakoś bardzo głośno. Odczekałam chwilę i pierwszy raz dzisiejszego dnia jakieś wyższe siły postanowiły mnie wysłuchać.
Klamka się poruszyła, a w delikatnie uchylonych drzwiach zobaczyłam blondynkę, której piękne, błękitne oczy zaszły łzami na mój widok.
W tamtej chwili myślałam, że pęknie mi serce. Pospiesznie weszłam do pokoju, odkładając talerze z jeszcze parującym jedzeniem na biurko, chwyciłam dłoń dziewczynki i poprowadziłam ją w stronę łóżka.
Przez następne pare minut ścierałam łzy z jej zaróżowionych policzków, składając na nich delikatne całusy, by poprawić jej humor. Moim celem było wywołanie śmiechu blondynki, co oczywiście mi się udało, ale nie obeszło się bez walki na poduszki i paru rund wzajemnego łaskotania.
Po tych wyczerpujących czynnościach szybko pochłonęłyśmy zimny obiad, a dodatkowo zrobiłyśmy sobie mały salon piękności, przez co czas zleciał nam w mgnieniu oka.
- Pasuje ci ten odcień różu. - powiedziałam, kończąc malować ostatniego paznokcia na jej lewej ręce. Byłam totalną łamagą jeśli chodzi o robienie paznokci, ale tym razem wyszły mi wyjątkowo dobrze. - Wszystkie koleżanki będą ci jutro zazdrościć. - dodałam po chwili, dmuchając na jej palec, aby lakier szybciej wyschnął.
Ona jedynie uśmiechnęła się, po czym ziewnęła przeciągle. To sprawiło, że odblokowałam telefon, ignorując wszystkie powiadomienia, aby zerknąć na godzinę.
CZYTASZ
Hard Happiness
RomanceNie miałam pojęcia czym jest szczęście przez bardzo długi czas, jednak instynktownie za nim goniłam. Próbowałam je znaleźć tak wiele razy, bezskutecznie. Myślałam, że w końcu to ono odnalazło mnie, lecz jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo się...
