21. Mój truskawkowy shake

10 4 0
                                        

Uwaga! Rozdział porusza tematy takie jak samookaleczanie. Jeśli jesteś wrażliwy na tego typu treści, pomiń ten rozdział.

Wreszcie nadszedł upragniony moment zakupów. Gdy tylko wróciliśmy z Cartis'em do reszty, a dziewczyny chwilę pozachwycały się moją sukienką, ruszyliśmy w stronę restauracji.

Wszyscy zgodnie postawiliśmy na McDonald's, dlatego już po chwili czekaliśmy przy stoliku na nasze zamówienie.

Ciężko było obok nas przejść obojętnie i to dosłownie, chłopcy dostawili krzesła do stolika, przez co blokowali przejście. Ale nie mieliśmy zbytnio innego wyboru, była nas dziewiątka, a I tak zajęliśmy jeden z większych stolików.

Na przeciwko mnie siedziała Willow z Tessą i Kylie, z kolei po mojej lewej wcisnęli się Larissa i Dylan. A po prawej na krześle siedział Alec, który okazjonalnie kopał mnie po nogach. Tym razem jednak, nie zawahałam się mu oddać.

- Ja jebie, zaraz tu umrę z głodu. - jęknął męczeńsko Jaden, opierając głowę o stolik.

Narzekał tak już od dobrych dziesięciu minut, więc po cichu zastanawiałam się kto pierwszy mu przywali, żeby tylko się zamknął.

- Nie obiecuj, bo tylko dasz nam nadzieję na złudny spokój. - rzucił Alec z cwanym uśmiechem na twarzy.

Na ten komentarz Jaden jedynie obrócił głowę w stronę bruneta, wciąż opierając ją na stole i rzucił mu mordercze spojrzenie. Po chwili jednak w jego głowie zdecydowanie zrodził się kontratak, ponieważ również uniósł kąciki ust.

Zaczęłam żałować, że jedzenia jeszcze nie było, bo zapowiadało się niezłe przedstawienie. Aż oparłam się wygodniej na ławie obitej skórą. Była dosyć wygodna.

- Jakoś nie przypominam sobie, żebyś umiał tak głośno szczekać rottweilerku. - rzucił blondyn, sprawiając, że niemal wszyscy choć minimalnie się rozpromienili.

A przynajmniej wszyscy od strony Lars i Dylan'a, ja i moje przyjaciółki wyglądałyśmy na identycznie zagubione. Obstawiałam, że to jakiś ich wewnętrzny żart, zwłaszcza, że już po raz drugi słyszałam, gdy ktoś tak nazywał Cartis'a.

- Może nie wypada pytać, ale muszę wiedzieć o co z tym chodzi. - wtrąciłam, szczerze zaciekawiona. W końcu bądźmy szczerzy, było to dosyć niecodzienne przezwisko. Nie żeby to które mi nadał było normalne, ale rozumiecie.

Rottweilerek było zdecydowanie bardziej specyficzne, niż moja czekoladka. I Alec chyba uważał tak samo, ponieważ rolę się odwróciły.

To on mordował Jaden'a wzrokiem, a blondyn uśmiechał się jak głupi od ucha do ucha. A to chyba jeszcze bardziej potęgowało moją ciekawość, co do historii tego przezwiska.

Jaden już otwierał usta, aby mi opowiedzieć, ale w tym samym momencie na stoliku zostały postawione trzy tacki pełne naszych zamówień.

No i tyle by było z historii, ponieważ momentalnie wszyscy się rzucili na jedzenie. Ja co prawda nie pozostawałam w tyle, bo sama byłam cholernie głodna, ale miałam wrażenie, że byłam równie ciekawa.

- Okej, skoro już wszyscy choć trochę się najedli, błagam, niech ktoś mi wreszcie powie, dlaczego rottweilerek? - spytałam ponownie po jakimś czasie, licząc, że tym razem ktoś mi odpowie.

Na Jaden'a już nawet nie liczyłam, najwidoczniej był szczery mówiąc, że umiera z głodu. Nie oderwał się od swojego zamówienia nawet przez moment.

Nawet podkradł mi co najmniej połowę moich frytek. Naturalnie, nie pozostałam mu dłużna.

- To dosyć zabawna historia, z chęcią ci opowiem. - zaproponował Dylan, puszczając mi oczko.

Hard HappinessOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz