17. Moja najwierniejsza kopia

8 4 0
                                        

  Obudził mnie delikatny ruch tuż obok mnie. Byłam pewna, że to Hannah, tak jak co dzień, dopóki nie otworzyłam oczy.

  Od razu rzucił mi się w oczy wielki telewizor i beżowe ściany, zupełnie nie podobne do tych w moim pokoju.

  Gdy tylko to sobie uświadomiłam, do mojej głowy wraz z promieniującym bólem zaczęły wracać wszystkie wspomnienia.

  Impreza, piękny widok nocnej Arcadii, szczera rozmowa z Alec'iem, moje zaproszenie go, Szybcy i Wściekli...no tak.

  Zasnęłam na kanapie, ale skoro tak, to znaczy, że u mojego boku nie znajdowała się moja siostra, a Cartis we własnej osobie. Odwróciłam lekko głowę w lewo i owszem, zobaczyłam jego zaspaną twarz.

  Miałam już okazję słyszeć wybudzonego ze snu Alec'a, ale zobaczenie go w takim wydaniu tuż obok mnie było zupełnie czymś innym. Naprawdę chciałam poznać jego sekret, w końcu to było wręcz nieludzkie, wyglądać zawsze tak dobrze jak on.

  I to nawet nie tak, że konkretnie ja go idealizowałam, każdy kto go znał bez wahania mógłby się ze mną zgodzić. Wyglądał niemal dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam podczas naszych nocnych rozmów przez telefon.

  Jego włosy były w jeszcze większym nieładzie niż zwykle, jednak przez to iż były nieźle falowane, wyglądało to na celowy zabieg.

  Cienie pod jego oczami zdecydowanie zelżały, ale zielone tęczówki nadal nie do końca pojmowały co się dzieje, a blask jaki zawsze z nich bił był w tamtej chwili nieco przygaszony.

  Usta miał z kolei nieco spierzchnięte po paru dobrych godzinach snu, a czarna koszula z wczoraj, mimo że wymięta, nadal robiła na mnie wrażenie.

- Dzień dobry, czekoladko. - powiedział z delikatnym uśmiechem, gdy nasze spojrzenia się spotkały.

  Chciałam lekko się przeciągnąć przed odpowiedzią, ale wraz z moim podniesieniem się momentalnie straciłam równowagę.

  Wylądowałam centralnie na chłopaku, moje usta znalazły się zaledwie parę milimetrów od jego.

  Zastygłam w bezruchu, tak jak i zaskoczony chłopak. Bałam się, że jeśli choćby drgnę dojdzie między nami do pocałunku. A przecież dopiero co ustaliliśmy, że jesteśmy przyjaciółmi!

- Dzień do... - zaczęłam, uparcie pozostając w bezruchu, ale Alec miał nieco inny plan i uciszył mnie złączając nasze wargi.

  Nie wiedziałam co się dzieje, byłam skłonna uwierzyć nawet w to, że nadal śpię i to tylko sen. Alec Cartis właśnie mnie pocałował, a mi się to podobało.

  Chociaż bardzo chciałam to wyprzeć, naprawdę mi się podobało. Jego usta były tak cholernie miękkie i ciepłe, dzieląc się tym ciepłem ze mną.

  A ja nie oponowałam. Nie odepchnęłam go ani nie odsunęłam się. W końcu jak mogłabym? Nigdy w życiu nie czułam się w taki sposób jak wtedy, gdy mnie całował, gdy jego wargi napierały na moje.

  I to nie tak, że nigdy nikt mnie nie pocałował, co to to nie. Po prostu z nieznanego mi powodu ten jeden raz był wyjątkowy, nie rozumiałam dlaczego.

  Nie myślałam o tym momencie, nie pragnęłam go w głębi duszy marząc o nim jak zakochana po uszy dziewczyna wierząca w bajki.

  Bo nie wierzyłam, ani w miłość, ani w bajki. A tym bardziej w pocałunki, które miały powodować fajerwerki w całym ciele. Ale tak właśnie było, fajerwerki były najtrafniejszym określeniem na to co wtedy czułam.

  Nie ruszałam się, przymknęłam jedynie powieki, gdy pierwszy szok minął, a fajerwerki eksplodowały po kolei w każdej części mojego ciała, przysłaniając również umysł swoim kolorowym blaskiem.

Hard HappinessOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz