22. Piękne kłamstwa

8 4 0
                                        

Mimo bólu, uparcie robiłam wszystko, aby niczego nie zauważył. Nie chciałam znów go przestraszyć. Przez chwilę nawet łudziłam się, że nic nie widział.
Że może się zamyślił, lub Bóg wie co jeszcze.

Utrzymywałam tą naiwną nadzieję w sobie, dopóki Cartis wreszcie nie uniósł wzroku. Jego oczy wyglądały na tak cholernie zbolałe, ale równocześnie nie dopuszczające do siebie tego co właśnie zobaczył.

W tamtej chwili chciałam cofnąć czas. Nie ze względu na siebie i swój komfort, a ze względu na niego.

Kiedy tak skanowałam jego tęczówki, miałam wrażenie, że cierpiał znacznie bardziej niż ja, co było dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Dlaczego cierpiał?

- Mika. - powiedział cicho, zaciskając palce na wieszaku i telefonie. Moje gardło momentalnie się ścisnęło. Byłam przerażona.

Czułam, jakbym wcale nie była sobą, jakbym po prostu stała obok i nie miała kontroli nad moim ciałem. Chyba nigdy nie czułam się tak jak w tamtej chwili.

Mój własny strach absolutnie mnie obezwładnił, choć ja zacięcie starałam się tego nie pokazywać.

- Tak? - spytałam głupio, a mój głos stał się lekko zachrypnięty przez wielką gulę w gardle. No i do cholery wciąż stałam tam w samym staniku, zapominając zupełnie, że mam swój top.

Znacznie łatwiej w tamtym momencie było mi zasłaniać się zasłoną, której tym razem nie zamierzałam pozwolić się zdradzić nawet najdrobniejszą szparą. Zadrżałam lekko, gdy Alec wolną ręką chwycił za skrawek materiałowej zasłony.

Bałam się. Najzwyczajniej w świecie się bałam. Cartis był dla mnie niesamowicie ważny, nie chciałam go stracić w ten sposób. Nie chciałam, aby znów znikał. A przecież gdyby zobaczył to wszystko dokładniej, na pewno by zniknął.

- Dlaczego? - odpowiedział pytaniem na pytanie.

Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ miałam wrażenie, że bardziej mówił to do siebie niż do mnie. Stres w moim ciele narastał, każda sekunda zdawała mi się być wiecznością.

- Co dlaczego? - powtórzyłam po brunecie, tak jakbym chciała zaznaczyć, że go słyszałam.

Nie potrafiłam wybaczyć sobie własnej głupoty. Gdybym tylko przypilnowała tej cholernej zasłony, nic z tego nie miałoby miejsca.

Alec z uśmiechem poszedłby zapłacić za top, który ją następnie bym ubrała. Potem wrócilibyśmy do reszty, a ja zapewne wyśmiewała bym jego upór. Jednak zamiast tego ciągle staliśmy w tej przymierzalni, oddzieleni szarą zasłoną.

- Dlaczego to sobie robisz? - sprecyzował pytanie, które tym razem zdecydowanie było skierowane do mnie.

Jego spojrzenie znów wylądowało na moich żebrach, a raczej w miejscu, w którym znajdowały się za materiałem.
Cartis nie pozostawiał mi już nawet miejsca na wątpliwości, widział. I wiedział co zdobi moją skórę.

Chociaż zdobi, to nieprawidłowe określenie. Nierówne kreski w różnych kolorach wcale nie zdobiły mojej skóry, one ją szpeciły.

Nie chciałam, aby Alec kiedykolwiek musiał to oglądać. Tym bardziej nie w takiej chwili. Po napiętych paru dniach to wreszcie miał być dobrze spędzony czas.

- Błędy przeszłości. - rzuciłam szybko, siląc się na uśmiech.

Miałam jednak wrażenie, że zamiast tego wyszedł mi dziwny grymas. Ale postanowiłam ciągnąć to dalej, nie miałam wyboru.

Nie zasługujesz na niego, Mika. Jak zwykle wiedziałam, że głos w mojej głowie miał rację, lecz nie mogłam się poddać. Bo nawet jeśli nie zasługiwałam na posiadanie Alec'a w moim życiu, to byłam gotowa zrobić naprawdę wiele, aby w nim został.

Hard HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz